Kategorie
Fantastyka Recenzje

„Wojownik Altaii” – R. Jordan

Olbrzymi świat, czytelni bohaterowie, nawiązania do potężnych wędrówek ludów i upadku imperiów, mroczne moce. Czy można chcieć więcej od świata fantasy? Robert Jordan pokazuje, że można to wszystko świetnie wykorzystać, zostawiając sobie jednocześnie wiele furtek na przyszłość.

Nawiązania

Czy pamiętacie dwa słynne filmy o Conanie w reżyserii Johna Miliusa i Richarda Fleischera? Te, w których można usłyszeć jeden z najlepszych soundtracków w historii kina, autorstwa Basila Poledourisa? Tak, tak. Dokładnie te, w których główną rolę zagrał Arnold Schwarzenegger (Szłorcenaeger), tytan kulturystyki z chrzęszczącym akcentem południowej niemczyzny niepowtarzalnie zniekształcającym angielskie dialogi. A wiecie, z czym kojarzy mi się ten obraz? Z permanentnym piaskiem i kurzem w oczach i ustach. Ale i on miał swój pierwowzór, a był nim tekst napisany przez Roberta Jordana – kontynuatora opowieści o Conanie autorstwa Roberta E. Howarda. Jordan popełnił jeszcze jedną powieść, tym razem o wojowniczym plemieniu Altaii, z którego wyrósł niezwyciężony lord Wulfgar.

Proszę wybaczyć ten przydługi wtręt o Conanie, ale tak się akurat składa, że Robert Jordan nierozerwalnie związany jest z tym właśnie bohaterem. Jak już wspomniałem, kontynuował on zapoczątkowaną przez Roberta E. Howarda historię, a wymienieni wyżej reżyserzy zdecydowali się wziąć tę opowieść na warsztat filmowy. Dobrze, dość już o Conanie. Teraz o Wojowniku Altaii Jordana, jak się okazuje, jego debiutanckiej powieści. Późniejszy słynny cykl Koło Czasu rozwija uniwersum stworzone na potrzeby fabuły wojowniczego ludu ze stepu zwanego Altaii.

O czym jest powieść?

Nie zdradzając treści, warto napomknąć, że historia stworzona przez Jordana to klasyczny obraz barbarzyńskiego ludu, który jest słynny ze swej dzikości, nieprzewidywalności, brutalnej siły, niebywałych wręcz zdolności taktycznych i batalistycznych, a przez to znany z wybitnej waleczności i zerowego wręcz poczucia strachu. Altaii grasują na terenach wielkiego stepu zwanego Rozłogami. Ten stan rzeczy dobrze obrazuje mapa, a właściwie dwie mapy, dołączone do książki na wewnętrznych stronach okładki.

Barwna, klarowna, świetna stylistycznie kartografia wprowadza czytelnika w świat stworzony przez Jordana. Pacierz Świata – bo tak zwie się zachodnia rubież krainy, gdzie rozgrywa się akcja powieści – jest regionem, skąd wywodzą się plemiona wielkiego stepu, wśród nich Morassa, Eikonanowie i wreszcie Altaii. Ciągnie się ona aż na południe, gdzie dochodzi do Wielkiego Wąwozu, który zdaje się być granicą tamtego świata. To, co na wschód przed Górami Tybal, to wyraźny limes oddzielający świat barbarzyńców od świata nie-barbarzyńców. Zaczyna się wielokilometrowym pasem biegnącym z północny na południe, od Krainy Śniegów po morskie wybrzeża krainy Telmark. Na tejże granicy wyróżnia się swym bogactwem i wpływami miasto Lanta, w którym rządy sprawują dwie bliźniacze królowe – Eilinn i Elana. Lanta jest zdecydowana przejąć kontrolę nad tą cząstką świata, lecz wojownicze plemię Altaii ma możliwość, aby przeciwstawić się jej sile. Więcej: jest zdolne do tego, by zniszczyć Lantę, a nawet rozpocząć nową epokę własnego ludu i nową epokę świata nakreślonego przez Roberta Jordana.

Koloryt jordanowskiego świata

Jak każda powieść z dziedziny literatury, jaką jest fantastyka, i w tej znajduje się cała paleta archetypów jej przypisywanych. Jest rozbudowana, archaiczna magia, są postaci, które w realnym świecie nigdy nie mogłyby istnieć, są kultury ludzkie, o jakich w prawdziwym świecie próżno szukać informacji. Świat stworzony przez Jordana ma swoje tempo, czas i atmosferę, ma swoją florę i faunę, ma też układ planetarny wpływający na dni i noce oraz sposób ich liczenia. Na przykład tydzień nie ma siedmiu dni, a dziesięć; nie ma jednego księżyca, są aż trzy. Jednakże ten świat, przynajmniej według mnie, nakreślony jest tak, by widoczne były analogie do wydarzeń, jakie rozegrały się w dziejach rzeczywistego świata, czy szerzej – rzeczywistego układu planetarnego. Patrząc zatem na wspomnianą już mapę, odnosiłem nieodparte wrażenie, że widzę sytuację geopolityczną Azji Dalekiej, a ściślej rzecz ujmując, Państwa Środka. Dostrzegłem, lub chciałem dostrzec, odniesienia do sytuacji, z jaką borykali się jego mieszkańcy w kontekście sąsiedztwa Wielkiego Stepu, pustyni Gobi oraz ludów tam zamieszkujących, która doprowadziła do wybudowania Wielkiego Muru oddzielającego autochtonów od zagrożenia z zewnątrz.

Z kolei jeśli zagłębiałem się w charakterystykę wspominanych plemion, szczególnie tych z Rozłogów, miałem nieodpartą chęć doszukiwania się analogii do sytuacji, jaka miała miejsce u schyłku starożytności, kiedy to od strony Sarmacji Europejskiej pojawiło się barbarzyńskie plemię Hunów i niczym walec pchało inne przygraniczne ludy germańsko-sarmackie ku Cesarstwu Rzymskiemu. To porównanie z treścią powieści Jordana jest tutaj o tyle uprawnione, że Altaii – Hunowie – dokonują śmiałego napadu na Lantę – rozbity Rzym – w którym władzę pełnili wówczas dwaj cesarze, jak w Lancie dwie bliźniacze królowe. Hunowie mieli jednego króla, dokładnie jak Altaii Bohemunda, ale realne znaczenie posiadali wodzowie większych grup wojowników, jak powieściowy Wulfgar. Poza tym same imiona barbarzyńskich Altaii przywodzą na myśl te, które zachowały się w relacjach zachodnio- i wschodniorzymskich, te o źródłosłowach germańskich, sarmackich i dackich. No dobrze, dość już przytaczania tych analogii, ponieważ świat stworzony na potrzeby książki przez Jordana ma być oryginalny i niepowtarzalny.

Czy tu są jakieś minusy?

Głównym bohaterem powieści jest Wulfgar, wojownik, lord jednej z licznych grup ludu Altaii, człowiek w sile wieku, doświadczony, mądry i obyty. Wulfgar nie tyle jest bohaterem powieści, co jej głównym bohaterem, bowiem Jordan zastosował narrację w formie opowieści i wspomnień o wydarzeniach, bajdurzenia o faktach przy ognisku, wokół którego zgromadzili się rządni wiedzy słuchacze. Wulfgar ma swoją opowieścią hipnotyzować, wciągnąć w nią i spowodować całościowe zanurzenie czytelnika. Udaje mu się to, ale tylko dlatego, że opowieść jest naprawdę barwna i rzeczywiście angażująca. Jednak taktyka zrzucania narracji na głowę biednego Wulfgara według mnie nie jest zbyt dobrym rozwiązaniem. Nie wiem, jak będą do tego podchodzić czytelnicy, kiedy samodzielnie zanurzą się w kolejne akapity, ale mnie prześladowała permanentna myśl: jak to możliwe, że on tak dokładnie, ze szczegółami, wszelkimi nawet najdrobniejszymi niuansami, mógł to wszystko spamiętać? Czy aby czegoś nie zataił? Być może to naiwne, ale jednak tego rodzaju wątpliwości się pojawiały.

Zwracają uwagę nierówne proporcje powieści: długi, być może za długi, etap uwięzienia Wulfgara w Lancie (przepraszam, uprzedzenie faktów), a następnie jego powrót do rodzinnej grupy altaiskich kamratów. Co się dzieje później? Czytelnik wrzucony zostaje w wir trzech potężnych bitew, których opis jest naprawdę zręczny. Trzy bitwy! Niemal jedna po drugiej. Czy to aby nie przesada?

Zauważyłem również pewną nieścisłość natury topograficznej. Uchylając nieco rąbka z treści, warto zauważyć, iż kiedy zjednoczone grupy Altaii kierują się na południe, na wielkie zgrupowanie przed obliczem króla Bohemunda, by tam podjąć decyzję co do wojny przeciwko Lancie, mając jednocześnie umówione miejsce spotkania u źródeł rzeki Varny, musiały przejść oddzielający Rozłogi Wielki Wąwóz, który utrudniłby im przemieszczenie się. W rozdziale nie ma o tym jednak ani słowa, a przecież z mapy wyraźnie wynika, że najpierw jest Wielki Wąwóz, dopiero później źródła rzeki Varna. Pytanie brzmi: może jednak na mapie jest błąd i zamiast Varny na południu winna być Xandra i odwrotnie?

Faktem jest, że stworzone przez Jordana uniwersum, z całą jego rozległością, mnogością regionów, miast, przełęczy górskich, etapów rzecznych, czy nawet obszarów leśnych w nie zostało w całości wykorzystane w Wojowniku Altaii! Gdzieś na marginesie pojawiają się pojedyncze nazwy, ale tylko na to może liczyć czytelnik. Daje to z kolei do myślenia, że to nie wszystko, co pokazał Jordan, że na pewno pojawi się kolejna, a może i następna część opowieści o tym świecie. Świadczy o tym ilość niedopowiedzeń i otwartych furtek. Jaka będzie? Czas pokaże. Być może, jak chce tego pewien recenzent z „The New York Times”, będzie tak, że Jordan zdominuje świat, który kiedyś zaczął odkrywać Tolkien…

Redakcja: Grzegorz Antoszek
Korekta: Anna Kurek
  • TYTUŁ - Wojownik Altaii
  • TYTUŁ ORYGINALNY - Warrior of the Altaii
  • AUTOR - Robert Jordan
  • TŁUMACZ - Katarzyna Karłowska
  • WYDAWCA - Zysk i S-ka
  • ROK WYDANIA - 2020
  • LICZBA STRON - 366

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *