Kategorie
Fantastyka Recenzje

„Pan Światła” – R. Zelazny

Czy dla dobra ludzkości można ją odciąć od rozwoju technologicznego? Książka Zelaznego, wydana w oryginale w 1967 roku, ani trochę nie straciła na aktualności dzięki uniwersalnemu przesłaniu. To doskonale wyważona mieszanka science-fiction i fantasy wykorzystująca motywy z hinduistycznych i buddyjskich wierzeń w postapokaliptycznej scenerii.

Buntownik w panteonie

Nie ukrywam, że szukam w książkach przede wszystkim rozrywki. Najbardziej zapamiętuję jednak te, które w ten czy inny sposób skłoniły mnie do refleksji. Pan Światła z pewnością dostarcza materiału do przemyśleń.

Akcja powieści toczy się na dawno skolonizowanej przez ludzi planecie. Pewna grupa przejęła tam wyłączną kontrolę nad technologią, a tym samym zyskała możliwość reinkarnowania się do nowego ciała, czyli – właściwie – nieśmiertelność. Nie trzeba dodawać, że boskość może uderzyć do głowy. Zwłaszcza, gdy posiada się przy tym umiejętność zabijania spojrzeniem czy miotania błyskawicami, a zwykli śmiertelnicy wznoszą modły na twoją cześć. Samozwańcza elita przybrała imiona hinduskich bogów, jak choćby Brahma czy Kali, a wśród nich znalazł się też ten, którego nazywano Buddą albo Panem Światła. Tylko on od początku sprzeciwiał się boskiej niesprawiedliwości i niczym Prometeusz ryzykował życiem, by dopomóc ludziom. Czy kierował nim altruizm, czy konkretna filozofia? Oceńcie sami.

Filozoficzna dysputa czy wojna superbohaterów?

I jedno, i drugie. Trzeba przyznać, że książkę czyta się łatwo i przyjemnie, co w kategorii fantastyki naukowej regułą nie jest, przynajmniej ja miałam takie „szczęście”. Przemyślenia o naturze religijnej czy filozoficznej przeplatają się z ciekawymi intrygami i czystą, dostarczającą emocji akcją. Bogowie w Panu Światła są niczym superbohaterowie (niekoniecznie pozytywni), a swoich atrybutów nie wahają się używać do różnych celów. Niestety, wszystkich bóstw – jak to w hinduizmie – jest na tyle dużo, że momentami trzeba się bardzo skupić, aby nadążyć, o kim jest w danym momencie mowa. Choćby główny bohater, Pan Światła (dla przyjaciół: Sam) ma co najmniej sześć imion. Ze względu na wartką akcję oraz liczbę bohaterów nie ma za wiele czasu, żeby z nimi poobcować. Piszę to jako czytelnik, który poza ciekawą fabułą ceni sobie wiarygodne relacje i uwielbia z książkowymi postaciami po prostu „pobyć” (Panie Śmierć, mam tu na myśli na przykład pana), a może też trochę je poanalizować.

Wiem, że są czytelnicy zainteresowani głównie światem wykreowanym przez autora i choć w Panu Światła opisu samego świata nie ma tak wiele (dla porównania klasyk, jakim jest trylogia Władcy Pierścieni – o tym świecie można by pisać całe encyklopedie), to pojawia się co nieco fantastycznej fauny oraz kilka demonicznych stworzeń. Opisów czytelnik dostaje akurat tyle, by na czas lektury uwierzyć w daną rzeczywistość i opowiadaną historię.

Czy dla każdego?

W zasadzie tak. Nie jest to książka, jaką poleciłabym na początek komuś, komu fantastyka jest zupełnie obca, ale tylko dlatego, że moja lista klasyków fantastyki i tak jest długa. Uniwersalne przesłanie, przystępny język i emocjonująca opowieść przyciągają bez względu na literackie preferencje i poziom czytelniczego zaawansowania. Nieco zaburzona chronologia wydarzeń nie powinna utrudniać odbioru.

Na koniec muszę wspomnieć o tym, że książka jest fantastycznie (dobór słów jak najbardziej celowy) wykonana. Przyciągająca wzrok twarda okładka i sztywne kartki o zaokrąglonych rogach to dodatkowy atut, który po długim okresie czytywania głównie wersji elektronicznych, przypomniał mi, dlaczego uwielbiam wydania papierowe.

Redakcja: Grzegorz Antoszek
Korekta: Sylwia Kłoda
  • TYTUŁ - Pan Światła
  • TYTUŁ ORYGINALNY - Lord of Light
  • AUTOR - Roger Zelazny
  • TŁUMACZ - Piotr W. Cholewa
  • WYDAWCA - Zysk i S-ka
  • ROK WYDANIA - 2020
  • LICZBA STRON - 336

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *