Kategorie
Obyczajowe Recenzje

„Recydywista” – K. Vonnegut

Vonnegut  po raz kolejny godzi ostrzem satyry w świat, który zastał. Stary pacyfista o lekko różowawym podniebieniu krytykuje na całego Amerykę szalonych lat 60., kapitalizm i rząd, misternie wplątując w akcję wątki znane z historii.

Z wykształcenia dyrektor

No, przynajmniej urzędnik. Walter F. Starbuck jest jednym z dziesiątków, jeśli nie setek tysięcy, wykształconych na Harvardzie amerykańskich inteligentów upatrujących swojej kariery w szeregach administracji federalnej. Jest też przy okazji synem imigrantów z Polski i Litwy, protegowanym miliardera i pierwszym, który wyrwał się z prawdziwej, poimigranckiej biedy. Ale, jak to u Vonneguta bywa, to także okropny przeciętniak, nieprzeciętny pechowiec, nad którym świeci jednak niezrozumiale szczęśliwa gwiazda.

Walter F. Starbuck pracuje w swoim życiu na różnych stanowiskach administracyjnych, w jakimś stopniu dokładając się do wysiłku wojennego, a potem amerykańskiej prosperity. W trakcie służby w Europie poznaje kobietę, która zostanie jego żoną. Żona da mu syna. Żona będzie go przez spory czas utrzymywać, a syn go znienawidzi. Och, Kurt, jak ty umiesz się znęcać nad postaciami.

W cieniu epoki

Oczywiście, żeby nie było zbyt wesoło, bohater trafia do więzienia za udział w Aferze Watergate, choć nie miał z nią nic wspólnego. W zasadzie to, co dzieje się po opuszczeniu gościnnych bram zakładu poprawczego dla dorosłych, jest główną osią fabuły, od której Vonnegut odbija, ucieka, wokół której meandruje, posuwając akcję powolutku, po kawałeczku do przodu. Buduje przy tym niesamowity, niezrównanie wnikliwy portret psychologiczny bohatera obejmujący całe życie.

Przy okazji tej wielowątkowej narracji, zbiegającej się w końcu w pewnym punkcie historii, przedstawiony jest też, czy może przede wszystkim, świat. Ameryka czasów przełomu w historii, od drugiej do siódmej dekady XX wieku, z całym jej bogactwem i balastem nierówności społecznych, Wielkiego Kryzysu, wojny, prosperity i zgnuśnienia, jest potężnym bohaterem drugiego planu, monstrum kładącym cień na życiu Starbucka. Vonnegut piętnuje to, co uważa za niesłuszne: podziały społeczne i masakry robotników, skorumpowane rządy, rolę światowego żandarma, uzależnienie życiowego sukcesu od wyższego wykształcenia dostępnego tylko wyższym warstwom społecznym, kapitalizm  wyciągający po wszystko drapieżne łapy czy, na koniec, nagonkę antykomunistyczną lat 50. Biczem krytyki chlaszcze zwłaszcza po Harvardzie, który daje iluzję wykształcenia wyższego w niczym nieprzydatnego w życiu, a na dokładkę odzierającego abiturientów z idealizmu.

Miłości i miłostki

Kobiety u Vonneguta zawsze były ważne, a tu pełnią rolę szczególną. Trudno mi powiedzieć, na ile Vonnegut w 1979 roku, wydając Recydywistę, był zwiastunem kryzysu męskości, ale wydaje mi się, że miał świadomość, że zbliża się nieuchronnie. Kobiety, które kochał Starbuck, stanowią mocny kontrast do samego bohatera, gdyż są silne, zdecydowane i zdeterminowane w swoich dążeniach, czego o nim samym powiedzieć nie można.

Trzy damy są też jak te elementy we flipperach, które uderzają w piłkę, puszczając ją w ruch lub zmieniając jej kierunek. Trzy kobiety – dziewczyna, żona i kochanka – chcąc nie chcąc, nadają tonu opowieści, zmieniają jej bieg, są jak wodospady na rzece czy wielkie głazy zmuszające do zmiany, manewru, działania leniwy i bezwolny nurt, którym jest życie Watera.

Bohatera nie można lubić. Starbuck odpycha – jest zgredem, bardziej przez charakter niż wiek; jest bezwolną marionetką kolejnych sił, którym bez oporu się poddaje; jest buntownikiem bez powodu i bez buntu. Ja go nie lubiłem, ale wciągnęła mnie akcja, w którą Vonnegut wplótł najważniejsze wydarzenia tych kilku dekad. Zboczenie historyka czy nie – zabieg jest doskonale pomyślany i mistrzowsko poprowadzony.

O wydaniu

Jestem zachwycony całością serii vonnegutowskiej, o czym zresztą wspominałem wielokrotnie. Także i tu okładka Jędrzeja Chełmińskiego przyciąga grą z czytelnikiem, łącząc motywy uczelniane z szachowymi i więziennymi w przemyślanej alegorycznej kompozycji doskonale oddającej ducha książki. Jestem pod tak wielkim wrażeniem sztuki syntetycznego ujęcia graficznego, że wprost trudno mi to wyrazić.

Także tłumacz, Jolanta Kozak, zasługuje na szczere gratulacje. Przekład, który stworzyła, jest doskonały, ujmując błyskotliwość narracji Vonneguta z pięknem języka polskiego. Pojawiające się tu i ówdzie wierszyki są przyjemnie dopasowane do wymagań melodyjności polszczyzny. Bardzo Pani dziękuję za niewątpliwie duży wkład pracy.

Redakcja: Anna Kurek
Korekta: Sylwia Kłoda
  • TYTUŁ - Recydywista
  • TYTUŁ ORYGINALNY - Jailbird
  • AUTOR - Kurt Vonnegut
  • TŁUMACZ - Jolanta Kozak
  • WYDAWCA - Zysk i S-ka
  • ROK WYDANIA - 2020
  • LICZBA STRON - 375

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *