Kategorie
Obyczajowe Recenzje

„Tajemnica posiadłości w Zachusach” – Z. Radomska

Dwaj bracia stają w obliczu sekretów ukrytych w starym domu zmarłego wuja. Kiedy tylko uda im się uzyskać odpowiedź na któreś z licznych pytań, pojawiają się następne. Co ukrywają ich bliscy? Jak poradzą sobie w obliczu zagrożeń?

Cel – rozwiązać zagadki

Śmierć prawie nieznanego wuja Emiliana zmienia życie Dariusza i Czesława, dwudziestoletnich braci bliźniaków, którzy dziedziczą cały jego majątek. Razem z wychowującą ich do tej pory ciotką Cecylią przeprowadzają się do wspaniałej posiadłości i stają się panami na Zachusach. Już pierwszej nocy spędzonej w nowym domu Czesław jest świadkiem dziwnego zdarzenia – widzi postać w pelerynie przemykającą przez ogród. Kiedy następnego wieczoru kolejna tajemnicza osoba pojawia się za oknem, bracia postanawiają odkryć, co się za tym kryje. Odnajdują ukrytą bibliotekę, która okazuje się kluczowa w tym przedsięwzięciu.

Kto zakrada się do ogrodu? Kim jest Szymon Wilski, sąsiad Emiliana, i jakie ma plany wobec chłopców? Co ukrywają służący, ciotka Cecylia i niespodziewani goście, którzy przybywają do posiadłości? A przede wszystkim – dlaczego wuj przepisał chłopcom majątek, skoro nie przyjął ich do siebie po śmierci matki? Czyżby miał coś na sumieniu?

Dobry pomysł, ale…

Akcja powieści dzieje się w ciągu dwunastu dni w Zachusach, z wyjątkiem pierwszego dnia, kiedy odbywa się pogrzeb Emiliana. Pierwszoosobowym narratorem jest Darek, zapisujący wszystkie wydarzenia w formie dziennika, stąd podział na rozdziały przybiera postać wpisów o kolejnych dniach. Tajemnicę… czyta się szybko, to książka nawet nie na jeden wieczór, co na jedną godzinę. Nie ma tu miejsca na nic innego poza czystą akcją, brakuje opisów, portretów psychologicznych i czegokolwiek, nad czym można się zatrzymać. Mimo tajemnic i śledztwa prowadzonego przez braci, trudno mówić o kryminale, a najbliżej jej do powieści obyczajowej, jak określa ją sam wydawca.

Niestety, w Tajemnicy… rzeczy naprawdę udanych jest tak mało, że niemal nie ma o czym napisać. Sam pomysł na fabułę jest ciekawy: osadzenie historii w drugiej połowie XIX wieku w wiejskiej posiadłości otoczonej lasami i bagnami, skrywającej pilnie strzeżone sekrety mieszkańców, zbliża ją do konwencji powieści gotyckiej i jest w niej potencjał. Właśnie dlatego zdecydowałam się sięgnąć po tę książkę. Podobało mi się też wplecenie życiorysów niektórych bohaterów w formie książkowych biografii autorstwa Emiliana czytanych przez Darka, co wprowadza strukturę powieści szkatułkowej i jest urozmaiceniem lektury.

… za dużo potknięć

Zdaję sobie sprawę, że w przypadku debiutów trzeba przymknąć oko na niektóre rzeczy i po prostu wybaczyć, ale ilość nieścisłości i nielogiczności w tej powieści jest tak duża, że oczy prawie nie mają kiedy się otworzyć. To nie tylko kwestia autorki, ale także redakcji zobowiązanej do czuwania nad poprawnością tekstu. Gdyby chodziło mi tylko o błędy ortograficzne czy interpunkcyjne, które też nie powinny pojawiać się w książce w nadmiarze, nie byłabym tak rozczarowana. Muszę jednak przyznać, że jakość wydania, w tym korekta, prezentuje dobry poziom, tym bardziej więc nie mogę zrozumieć, jak takie gafy mogły zostać przeoczone.

Historia dzieje się w 1888 roku, ale przez brak jakichkolwiek opisów wnętrz, strojów i przedmiotów oraz bardzo współczesne dialogi kreacja epoki nie wypada najlepiej. Rozumiem, że Darek mógłby skupiać się tylko na przytaczaniu historii, ale jego wpisy do dziennika nie wyglądają prawdopodobnie. Chcąc zapisać wrażenia z przebiegu wydarzeń, chłopiec nie zapisywałby szczegółowych dialogów łącznie z tym, kto kiedy westchnął, mrugnął, uśmiechnął się, przyszedł lub odszedł. Forma pamiętnika to dobry pomysł, wykonanie – niekoniecznie. W książce pojawia się wiele różnych zagadkowych elementów, które pozornie mają ze sobą związek, ale ostatecznie nie mają żadnego znaczenia. Pojawiają się raz czy dwa, by potem zniknąć bez śladu.

W bibliotece znajdują się książki polskie i zagraniczne, ale informację o braku polskiego przekładu podano tylko przy dwóch autorach: Ignjatoviciu (Serbie Jakovie Ignjatoviciu?) i Imbercie (Francuzie Barthélemym Imbercie?), więc zrozumiałe wydaje się założenie, że pozostałe publikacje są w języku polskim. Świadczyłoby o tym również to, że Czesiek jest w stanie przeczytać te tytuły, mimo że nie czyta najlepiej, co jest niejednokrotnie podkreślane. O ile obecność polskich przekładów Charlesa Dickensa, Aleksandra Dumasa czy Michaiła Lermontowa nie budzi zastrzeżeń, to Jane Austen, Alicji w krainie czarówZbrodni i kary już tak. Książki Austen nie były tłumaczone w Polsce w XIX wieku – jej pierwszy przekład, Rozważna i romantyczna, pochodzi z 1934 roku. Alicja… ukazała się w 1910 roku, natomiast Zbrodnia i kara w dwóch tomach pojawiła się w latach 1887-1888. W tym właśnie roku zmarł wuj Emilian, więc teoretycznie mógł zdążyć nabyć pierwszy tom powieści w 1887 roku. To, że dziś konkretni pisarze zagraniczni są znani i popularni, nie znaczy, że zawsze tak było. Nie istniał wówczas współczesny podział na gatunki literackie – powieść kryminalna i sensacyjna stawiała pierwsze kroki, a wątki romantyczne, choć obecne w książkach, nie tworzyły dzisiejszego gatunku romansu. Jednak niedopatrzeniem, które przelało czarę goryczy jest stwierdzenie Darka: „Miałem wrażenie, że oglądam jakiś film szpiegowski. Ze mną w roli głównej oczywiście” (s. 36). Nie mogę wymienić więcej niespójności i nielogiczności, ponieważ zdradziłabym za dużo.

Bohaterowie są całkowicie pozbawieni charakteru i zachowują się irracjonalnie, co widać szczególnie w dialogach i listach. Bliźniacy mają po dwadzieścia lat, ale ciągle wydawało mi się, że nie więcej niż trzynaście. W ciągu zbyt krótkiego czasu do Zachusów przybywa nagle wielu gości znikąd. Cała historia jest poszarpana i niedokończona, tak jakby autorka planowała kontynuację. Jeśli tak jest, szkoda, że nie dopracowała powieści i nie wydała jej później w całości, bo pytania pozostają bez odpowiedzi. Na okładce nie ma żadnej informacji o tym, aby była to pierwsza część jakiegoś cyklu. Język też pozostawia sporo do życzenia: dużo pojedynczych, pourywanych zdań i zbędne, drażniące nagromadzenie przysłówków nie pozwalały mi się skupić.

Podsumowując, Tajemnicy posiadłości w Zachusach nie mogę polecić nikomu. Jeśli autorka chce nadal zajmować się pisaniem, powinna solidnie popracować nad prowadzeniem fabuły i językiem oraz po prostu dużo czytać. Dobry pomysł to niestety za mało.

Redakcja: Sylwia Kłoda
Korekta: Grzegorz Antoszek
  • TYTUŁ - Tajemnica posiadłości w Zachusach
  • AUTOR - Zuzanna Radomska
  • WYDAWCA - Novae Res
  • ROK WYDANIA - 2020
  • LICZBA STRON - 160

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *