Jak prawdziwe jest powiedzenie, że mężczyzna jest głową a kobieta szyją, każdy mężczyzna przekonuje się dopiero z wiekiem. Niektórzy mogą mieć szansę, żeby dowiedzieć się tego wcześniej, dzięki lekturze biografii tak wybitnych osób jak ta.

„Herstoria”

To świetna gra słów, ale po angielsku – his-toria to jego-storia, a her-storia – jej-storia. Prosty, ale ciekawy zabieg językowy zmienia optykę, przestawiając ją z opowiadania dziejów z perspektywy mężczyzn na widzenie po kobiecemu, a także na ukazywanie roli kobiet w dziejach. Cudzysłów jest tu jednak nieprzypadkowy, bo nie akceptuję feminizacji historii i naciągania faktów pod interpretację, jak to się dzieje w przypadku upolitycznionych ruchów. Ale samo określenie od razu błysnęło mi w głowie, kiedy zacząłem lekturę i nie chciało zgasnąć. Jeśli coś miałbym nazwać „kobiecą historią” to byłaby właśnie Pani Churchill.

Tytuł mówi w zasadzie wszystko – to opowieść o jednej z najbardziej wpływowych kobiet w dziejach, ale przy okazji niemal zupełnie zapomnianej. W przeciwieństwie do Eleanor Roosevelt, żony prezydenta USA Franklina D. Roosevelta, czy cesarzowej Elżbiety, Sisi, żony Franciszka Józefa I, pozostaje w bardzo głębokim cieniu męża. Być może dlatego, żeby zobaczyć, czy wielki mąż stanu, człowiek nieposkromionego charakteru jakim bez wątpienia był palący cygara Winston, w domu może stać się  potulnym barankiem, sięgnąłem po tę powieść.

Największe osiągnięcie w życiu

Tak mówił o żonie Winston – że poślubienie jej było największym osiągnięciem jego życia, a tych było przecież niemało, może i na kilka żyć spokojniejszych osób. W końcu ten uparty człowiek zmienił oblicze Royal Navy, wysłał tysiące ludzi na śmierć na półwyspie Dardanele, a potem wziął na swoje barki ciężar wojny z Niemcami. Sporo tego.

I tu, za Dardanelami, za wysiłkiem wojennym, za zmianami stronnictw politycznych, za walką o utrzymanie się na scenie, stoi kobieta. Nie głowa, nie. Pani Churchill zna swoje miejsce w świecie zdominowanym przez mężczyzn i dzięki temu może wywierać na nich wpływ, tak na męża, jak i na jego popleczników i przeciwników. To ona opiniuje pomysły, to ona pomaga w przygotowaniu przemówień, to ona wyczuwa nastroje słuchaczy, kiedy genialny umysł jej męża zajęty jest innymi sprawami lub jest rozgrzany emocjami. Ona jest szyją. Pani Churchill to historia mądrej kobiety i, jak pozwalam sobie sądzić, praktyczny przewodnik dla kobiet, jak poruszać się we wciąż męskim świecie. Zdaję sobie przy tym sprawę z tego, że piszę to jako mężczyzna.

Losy kobiety, która oddała życie wielkiemu człowiekowi, by podbudowywać jego wielkość, by go motywować, to jednak nie tylko historia polityczna a tym bardziej nie triumfalny marsz od zwycięstwa do zwycięstwa. Clementine ma też wiele słabości i musi walczyć z jeszcze liczniejszymi u męża i kilkorga dzieci. Dom i rodzinę dotyka też wiele tragedii, o których nie miałem pojęcia.

Matka mimo woli

Odniosłem wrażenie, że Clementine, która w książce wypowiada się pierwszoosobowo i ciągle w czasie teraźniejszym, wolałaby urodzić się mężczyzną, co uwolniłoby ją od trudów macierzyństwa i konwenansów krępujących jej ruchy. Mimo wszystko dała sobie radę i z jednym, i z drugim – mimo śmierci jednego z dzieci, i chyba niechęci do samego macierzyństwa, do którego nie miała serca – wychowała pozostałe, a mimo ograniczeń płci walczyła o sprawę kobiet, wpływając na ich losy za pośrednictwem męża.

Nie mogę i nie chcę zdradzać niesamowitego napięcia, jakie wytwarzają opisy przełomowych wydarzeń widzianych z perspektywy kobiety. Jako historyk odniosłem jednak wrażenie, że pewne kwestie i poglądy to czysty prezentyzm – pani Churchill nie lubi Hitlera, pogardza Mussolinim, nie ufa innym politykom, jakby doskonale wiedziała, co się wydarzy i jak będzie to interpretować przyszłość. Nie wierzę w ludzi nieomylnych, więc podszedłem do tego nieufnie, tym bardziej, że jej mąż, już jako Premier Rządu Jego Królewskiej Mości, korespondował z dyktatorem Włoch, przekazując mu liczne wyrazy uszanowania i sympatii, nawet gdy obydwa kraje stanęły przeciwko sobie.

Jako czytelnika irytował mnie sposób prowadzenia narracji. Jestem przyzwyczajony do tego, że opowieść snuta jest w czasie przeszłym, z jakiejś perspektywy czasu, podczas gdy tutaj toczy się na bieżąco. Z jednej strony trudno się przestawić, z drugiej – moim zdaniem odbiera to wiarygodność sądom Clementine Churchill. Nie, że kobieta nie może być prorokiem – po prostu nie można być nieomylnym, nie można nie poddawać się percepcji zdarzeń, kształtowanej i zniekształcanej przez wiele czynników.

To jedyne, co mam do zarzucenia Pani Churchill. Poza tym wydaje się, że jest świetnie oparta na źródłach, i choć nie wiem, czy tory myśli Clementine biegły dokładnie tak, jak pokazała to Marie Benedict, uważam ją za dobrze przygotowaną i znakomicie poprowadzoną. Wiele faktów sprawdzałem na bieżąco, konfrontując je z dostępnymi mi źródłami, i autorka zawsze wychodziła obronną ręką. Dla kobiet ta pozycja będzie świetnym poradnikiem, jak mądrze sterować mężczyznami, dla mężczyzn może stać się antidotum na manipulacje pięknej płci, lub zachętą do obserwacji przeszłości także z innego punktu widzenia i zaglądania za ramię wielkim przywódcom w spodniach.

Redakcja: Anna Kurek
Korekta: Sylwia Kłoda
  • TYTUŁ - Pani Churchill
  • TYTUŁ ORYGINALNY - Lady Clementine
  • AUTOR - Marie Benedict
  • TŁUMACZ - Ewa Penksyk-Kluczkowska
  • WYDAWCA - Znak Horyzont
  • ROK WYDANIA - 2020
  • LICZBA STRON - 412

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *