Kategorie
Kryminały Literatura faktu Recenzje

„Bikini Killer” – J. Molenda

Książka Jarosława Molendy jest niczym apel do rodziców. Dorośli, poświęćcie swoim pociechom trochę uwagi. W przeciwnym razie ryzykujecie, że Wasze dziecko ukształtuje swoją życiową drogę inaczej, jak byście chcieli. Nie wierzycie? Przeczytajcie Bikini Killera.

Wietnamczyk po matce, Hindus po ojcu, nienawidzący Francji przez ojczyma, buntownik z wyboru, miłośnik paszportów i kryminalista z zawodu – życie nie rozpieszczało Gurmukha (imię Charles otrzymał znacznie później) Sobhraja od samego początku. Potrafił jednak zręcznie wykorzystywać naturalne dary – urok osobisty, czar wynikający zarówno z fizjonomii, jak i psychologicznych umiejętności zjednywania sobie ludzi, wrodzony spryt i cechy przywódcze. Często był niczym „Wąż” (to drugi z jego pseudonimów). Nazwano go tak ze względu na umiejętność „wyślizgiwania się” z wielu sytuacji, ale to przezwisko, w mojej ocenie, pasuje do niego także ze względu na umiejętność „owijania się” wokół ofiar i współpracowników, paraliżowania ich za pomocą strachu i uzależniania ich od swojej woli.

Zabójca

Dzieciństwo Gurmukha przypadło na czas bezpośrednio po zakończeniu II wojny światowej na terenie dalekiej, skolonizowanej jeszcze Azji. Urodzony w Sajgonie, w niesformalizowanym związku, przyszły „Bikini Killer” od samego początku doświadczał cierpienia, ale też obojętności własnych rodziców – Phun i Hatchanda. Porwany wraz z matką przez Viet Minh z ulic Sajgonu, gdy miał ledwie rok i wychowywany później samotnie przez Phun, zetknął się z ciemną stroną życia ulicy wietnamskiego miasta. A ojciec? Hatchand, biznesmen z zawodu, został przymuszony do małżeństwa przez własnych rodziców po przyjeździe do Indii, co wynika z tradycji hinduskiej.

Gdy matka pokochała francuskiego oficera i uzyskała możliwość wyjazdu z mężem do Francji, Gurmukh ciążył ku światu, który był daleki od wyobrażeń o idealnym życiu. Był zdesperowany do tego stopnia, że nawet z Lazurowego Wybrzeża próbował wymknąć się z powrotem na Daleki Wschód, i nierzadko był bliski powodzenia. Inna sprawa, że biologiczni rodzice, skupieni na sobie, pozostawili Charlesa samemu sobie. Mimo predyspozycji intelektualnych, nigdy nie ukończył swojej edukacji, bazując w życiu na wrodzonych umiejętnościach. Nic dziwnego, skoro był określany popularnym „zdolny, ale leniwy”.

Przestępcza droga często prowadziła młodego Sobhraja za kratki, i to od najmłodszych lat. W sumie spędził za nimi większość swojego życia. Wielokrotnie jednak wykorzystywał swoją nietypową urodę, czar i szyk – choć ubrania pozyskiwał zwykle w mało legalny sposób – aby wymykać się z okrążeń policji i tajnych służb, by zdobywać zaufanie ofiar. Te budziły się, na przykład po suto zakrapianej imprezie bez portfela i paszportów. Charm służył mu także do rozkochiwania w sobie kobiet, podobno do tego wystarczał mu niecały kwadrans.

Koniec końców przestępstwa stawały się coraz poważniejsze. Podejrzany o całą serię zabójstw, przede wszystkim na nieświadomych turystach podróżujących przez dalekowschodnie kraje. To właśnie po jednym z morderstw, kiedy znaleziono ofiarę w podwiniętej sukience odsłaniającej czerwone majteczki, Sobhraj otrzymał tytułowy pseudonim i stał się najbardziej poszukiwanym przez funkcjonariuszy policji azjatyckich krajów przestępcą. Złapano go i w procesie opartym jedynie na poszlakach skazano go w Nepalu jedynie na karę dożywotniego więzienia, którą, mający obecnie ponad 70 lat, „Bikini Killer” odbywa do dzisiaj.

Kto mnie złapie?

Autor oparł swoją publikację o prace zagranicznych autorów, którzy mieli styczność z „Bikini Killerem”. Co ciekawe przestępca, niczym swojego czasu Ali Ağca, za wywiady i spotkanie żąda pieniędzy. Nie zmienia to faktu, że książka Jarosława Molendy przypomina momentami scenariusz filmu Złap mnie, jeśli potrafisz z Leonardo DiCaprio, pozbawiony jednak hollywoodzkiego lukru – Sobhraj pokazuje swoim życiem, iż wrodzony intelekt i spryt nie muszą iść w parze z moralnością. Trzeba jednak przyznać, że brawura jego ucieczek z więzień uczyniła go jednym z najsłynniejszych przestępców, a polskiemu czytelnikowi aż ciśnie się na usta, słusznie przez Molendę przywołana parafraza słów „Siary” z kultowego Killera: „ma rozmach…”.

Książka Molendy ma wszystkie cechy dobrego reportażu, którego podstawą jest dobór interesującego tematu i świetny warsztat uwzględniający mnogość publikacji. Autor sprawnie prowadzi czytelnika, niczym po nitce do kłębka, przez ciąg sajgońskich ulic, azjatyckie i europejskie lotniska, mrok najgorszych cel świata, podążając krok po kroku szlakiem Sobhraja, który widział w ludziach przede wszystkim obiekt czasowego, głównie krótkoterminowego zainteresowania. Pomysły na poprawę losu lub zmianę niekorzystnego położenia, sypiące się jak asy z rękawa; tożsamości, przyjmowane przez „Bikini Killera” z częstotliwością zmieniania koszul na świeże, które pozwoliły mu skutecznie wymykać się przez lata policji w Nepalu, Tajlandii, Indiach i Malezji; wreszcie opisy zbrodni popełnionych przez Sobhraja – to wszystko składa się na „soczystość” książki.

Po lekturze Bikini Killera z ciekawością obejrzę propozycję BBC i Netflixa w postaci filmowej adaptacji życia Sobhraja pt. The Serpent. Oby spełniła oczekiwania, bo obawiam się, że pierwszoplanowemu aktorowi może być ciężko odwzorować przebiegłość i charyzmę oryginału.

Redakcja: Grzegorz Antoszek
Korekta: Sylwia Kłoda
  • TYTUŁ - Bikini Killer
  • AUTOR - Jarosław Molenda
  • WYDAWCA - Replika
  • ROK WYDANIA - 2020
  • LICZBA STRON - 415

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *