Kategorie
Horrory Literatura piękna Recenzje

„Wzgórze przyśnień” – A. Machen

Cieszcie się i radujcie, że żyjecie w 2020 roku, ponieważ macie zaszczyt i przywilej przeczytania cudownego Wzgórza przyśnień po raz pierwszy w polskim tłumaczeniu – ta książka wynagradza wszystko.

Nie żartuję. Bycie czytelnikiem nie tylko konkretnie dziś, ale w ogóle w ostatnich latach, oznacza uczestniczenie w prawdziwym połowie zapomnianych pereł. Wiele wydawnictw wznawia książki od dawna już (nawet od czasów przedwojennych) niedostępne lub publikuje pierwsze przekłady dzieł do tej pory w Polsce nieznanych, mimo że zajmują ważne miejsce w kulturze różnych krajów. Robią to wydawcy zarówno więksi, jak i mniejsi, a umiejętność wyławiania tych pereł zdaje się w dzisiejszym ogromie rynku nieoceniona. Tym razem przedstawiam Wam Wzgórze przyśnień Walijczyka Arthura Machena (1863-1947), znanego dziś przede wszystkim z opowiadań fantastyki grozy, którymi inspirował się sam H.P. Lovecraft.

Pochodzący z walijskiej wioski Llanddewi Fach Machen, syn anglikańskiego proboszcza, większość życia spędził w Londynie, próbując rozwijać swoją karierę literacką. Zajmował się też tłumaczeniami z francuskiego i szeroko pojętą działalnością dziennikarską. Z przyczyn finansowych nie mógł ukończyć studiów wyższych, ale od najmłodszych lat kształcił się samodzielnie. Za życia nie cieszył się zbytnią popularnością, ponieważ wiktoriańskie społeczeństwo nie było gotowe na jego dzieła nasycone wpływami mistycyzmu, pogaństwa i okultyzmu. Wzgórze przyśnień skończył w 1897 roku, ale ukazało się aż dziesięć lat później, ponieważ nikt nie chciał go wydać. W Polsce wybór opowiadań Machena Inne światy (2007), zawierający najważniejsze z nich: Wielkiego Boga PanaBiały Lud, oraz powieść grozy Troje szalbierzy (2018) wydało wydawnictwo C&T w serii „Biblioteka Grozy”, a jesienią ubiegłego roku ukazał się poświęcony mu numer „Literatury na Świecie” (9-10/2019).

Sen dnia letniego

Nastoletni Lucian Taylor uwielbia wędrować po okolicznych wzgórzach, lasach i polach, oddając się rozmyślaniom i kontemplowaniu ich niezwykłego piękna. Jest jedynym synem pastora, ale nie ma przyjaciół, ponieważ nie potrafi nawiązać porozumienia z „męskimi młodzieńcami” zainteresowanymi głównie sportem. Cała „wiejska socjeta” nie szanuje zbytnio jego zubożałego ojca, więc jej stosunek do syna również jest tylko na tyle poprawny, na ile wymaga tego uprzejmość. Nie zważając na to, chłopiec pilnie się uczy, odkrywa uroki przyrody i coraz bardziej pogłębia swoją izolację. Pewnego dnia podczas jednej ze swoich letnich włóczęg zapuszcza się do ruin rzymskiego fortu położonego na wzgórzu. Zatrzymuje się tam, aby odpocząć, a wkrótce, znużony upałem i dziwną atmosferą tego miejsca, zasypia. Budzi się nagi i przerażony, po czym ucieka w panice ze wzgórza.

Bystre płomyki rozedrgały się w materii jego nerwów, półodsłonięte tajemnice i sekrety życia przemykały z drżeniem przez jego mózg, przeszywały go nieznane żądze. Gdy wbijał wzrok w gęstwinę naokoło polany, wydało mu się, że słońce świeci dosłownie na zielono, a kontrast między jasnym blaskiem zalewającym trawę oraz czarną ścianą zarośli wytworzył dziwne rozmigotane światło, w którym wszystkie groteskowe sylwetki z konarów i korzeni zaczęły się poruszać; las ożył. Murawa pod nim zapadała się i unosiła niczym głęboko falujące morze. Leżąc bez ruchu na trawie pośrodku gęstwiny, Lucian zapadł w sen (s. 21).

Mijają lata. Lucian podejmuje pierwsze próby literackie i nadal wędruje po okolicy, ale skrzętnie unika rzymskiego fortu. W pamięci pozostały mu tylko niejasne wrażenia osobliwej inicjacji, która odmieniła jego życie wewnętrzne. Ojciec nie może posłać go na studia do Oksfordu, więc postanawia wyjechać do Londynu, poświęcić się literaturze i odnaleźć siebie.

„Robinsonada ducha”

Wzgórze przyśnień zawiera wiele elementów autobiograficznych. W zamieszczonym na końcu książki wstępie do wydania z 1923 roku Machen wyjawia, że postanowił napisać „Robinsona Crusoe duszy” – opowieść o przejmującej samotności wśród ludzi, zarówno fizycznej, jak i psychicznej, spowodowanej zbyt wielkimi różnicami w umysłowości, wrażliwości i postrzeganiu świata. Przenosząc w zarysie swoje losy na Luciana, autor przejmująco i wiarygodnie oddaje jego stany emocjonalne, a także duchową drogę, którą musiał przejść. Zdarzenie na wzgórzu oraz wspomnienie pewnej dziewczyny z rodzinnej wioski tak bardzo wpłynęły na jego delikatną osobowość, że nie do końca potrafi sobie z nimi poradzić. Wyzwalają uczucia, jakich nie spodziewałby się doznać w ciągu zwykłego życia na walijskiej prowincji. Zerknął wówczas za zasłonę, a to, co tam zobaczył i czego doznał, nie pozwala o sobie zapomnieć.

Będąc w Londynie, Lucian ze wszystkich sił stara się napisać wielkie dzieło – „było celem, drogą i pokarmem jego życia” (s. 169). Doskwiera mu samotność, zmaga się z ubóstwem i brakiem sił twórczych. Z różnym skutkiem próbuje pisać, włóczy się po mieście, ale nie ustaje w swoich dążeniach. Równocześnie pali go pragnienie miłości, jednak nie w potocznym tego słowa znaczeniu – do szaleństwa doprowadza go chęć wtajemniczenia, poznania niedostępnej strony rzeczywistości. Lecz czy jest to w ogóle możliwe? A jeśli tak, czym przyjdzie mu za to zapłacić?

W tej powieści nie znajdziecie wartkiej akcji, przyziemności, moralizatorstwa czy przyzwoitości, wszystkich cech mieszczańskiej, wiktoriańskiej literatury, z którą walczono właśnie na przełomie wieków. Znajdziecie za to zgłębianie tajemnic ducha i procesu twórczego, rozmyślania, rozpacz i euforię. To pozycja obowiązkowa dla wielbicieli literatury romantycznej i dekadenckiej oraz czytelników, dla których lektura nie jest tylko pochłonięciem fabuły, a obcowaniem ze sztuką.

Powieść grozy dla koneserów

Są osoby, które sięgną po Wzgórze przyśnień, ponieważ Machen jest im znany ze wspomnianych na początku opowieści grozy. Ta powieść różni się od nich przede wszystkim głębią, natężeniem elementów niesamowitych, które we Wzgórzu… występują rzadziej i są inaczej rozłożone, oraz językiem, ale być może to kwestia tłumaczenia – Maciej Płaza nie ma sobie równych. To dzieło najbardziej zbliża się, a właściwie po prostu jest literaturą piękną i zasługuje na miejsce w kanonie nie mniej niż Portret Doriana Graya. Groza jest tu subtelna, wyraża się w pięknych, poetyckich opisach przyrody i mrocznego Londynu, w niedopowiedzeniach, w myślach Luciana niewiedzącego, co jest prawdą, a co nie, oraz obecności tej podskórnej tajemnicy, która działa również na wrażliwszego czytelnika, o ile da się ponieść mistycznemu klimatowi powieści. Szkoda tylko, że narracja prowadzona jest w trzeciej osobie – forma pierwszoosobowa (pamiętnik, wspomnienia lub listy) byłaby chyba bardziej na miejscu, lepiej oddałaby myśli głównego bohatera.

Wzgórze przyśnień to literatura grozy z najwyższej półki, wykraczająca poza jej schematy i pułapki. Ta powieść to kolejny z wielu dowodów na to, że nie jest ona tylko pustą rozrywką, ale można dzięki niej wyrazić problemy tak, jak nie pozwala na to żaden inny gatunek. Płaza w posłowiu wspomina, że Machen w trakcie pisania Wzgórza… czytał między innymi Zaginionego stradivariusa Johna M. Falknera – w tej powieści również olbrzymią rolę pełniła sugestia, a wiele trzeba było odtworzyć samodzielnie. Wspominam o niej nie tylko z powodu jej znakomitości, ale dlatego, że zaledwie w zeszłym roku ukazała się po raz pierwszy w Polsce nakładem Wydawnictwa IX.

Jeszcze kilka ważnych pochwał

Osobne miejsce w tym tekście należy się wspaniałemu tłumaczowi, literaturoznawcy Maciejowi Płazie, który również opatrzył Wzgórze… świetnym erudycyjnym posłowiem. Wprowadza czytelnika w realia epoki, przedstawia pokrótce biografię Machena, wskazuje jego inspiracje i omawia problematykę powieści. Jestem gorącą wielbicielką jego przekładów Lovecrafta i cieszę się, że to właśnie on przetłumaczył Wzgórze… – jego język i styl są bardzo poetyckie, wyszukane, co dla niektórych jest zachętą, a innych odrzuca. Dla mnie nazwisko Płazy jest znakiem najwyższej jakości, a za przykład niech posłuży sam tytuł książki: czy The Hill of Dreams można było oddać cudowniej niż właśnie Wzgórze przyśnień?

Nie sposób nie wspomnieć o pięknym wydaniu w twardej oprawie z obwolutą. Prosta, minimalistyczna grafika w dwóch wariantach – na okładce „czysta”, a na obwolucie ozdobiona deseniem – idealnie odwzorowuje magiczny nastrój książki, przedstawiając symbolicznie dwie wersje rzeczywistości: obiektywną i przefiltrowaną przez umysł wrażliwego młodego pisarza. Okładka na pierwszy rzut oka wydaje się być niepozorna, ale po lekturze można w pełni docenić jej korespondencję z treścią.

Nie lubię używać w recenzjach określenia „arcydzieło”, ale najlepsza powieść Machena, jeśli nim nie jest, to jest mu bardzo bliska. Nie spodoba się wszystkim, ale ci, dla których jest przeznaczona, powinni zachwycić się nią tak jak ja. Czekałam na jej premierę od jesieni i jestem naprawdę wdzięczna, że ukazała się w Polsce, a szczególnie w tak ważnym wydawnictwie jak PIW i serii „Proza światowa”, dzięki czemu ma szansę trafić nie tylko do fanów literatury grozy.

Redakcja: Sylwia Kłoda
Korekta: Grzegorz Antoszek
  • TYTUŁ - Wzgórze przyśnień
  • TYTUŁ ORYGINALNY - The Hill of Dreams
  • AUTOR - Arthur Machen
  • TŁUMACZ - Maciej Płaza
  • WYDAWCA - Państwowy Instytut Wydawniczy
  • ROK WYDANIA - 2020
  • LICZBA STRON - 320

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *