Wspaniała saga Wilbura Smitha powraca, przenosząc czytelnika i bohaterów w najgorsze czasy dla miłości ludzi z różnych państw – II wojnę światową. Czy Saffron i Gerhard, rozdzieleni przez front w poprzedniej części, znajdą się w oszalałym świecie?

Po dwóch stronach

W poprzedniej części sagi Courtney’ów, Łzach wojny, główni bohaterowie – piękna Południowoafrykanka, dziedziczka bajecznej fortuny Saffron Courtney i przystojny Niemiec, posiadacz fabryki silników Gerhard von Meerbach – zostali rozdzieleni przez Wielką Historię. Zmierzający ku wojnie świat nie pozwala na połączenie dwu kochających się osób, a co więcej, złośliwie przeciwstawia je sobie, narażając na śmierć z ich własnych rąk. Niemniej ani jedno, ani drugie nie łamie słowa i swoich przekonań, więc, póki sił i zdrowia, służą swoim państwom. Saffron wozi generałów w Afryce, a Gerhard lata myśliwcami i strąca z nieba kolejnych wrogów.

Tutaj zasadnicza uwaga – polecam serdecznie czytanie książek z sagi po kolei, ale Wilbur Smith i David Churchill napisali każdą z nich w taki sposób, że bez obaw i bez utraty głównych wątków można sięgać po nie pojedynczo. Choć i tak sądzę, że ten, kto przeczytał choć jedną, nie porzuci serii i sięgnie po pozostałe.

Miłość i nienawiść

Miłość dwójki głównych bohaterów, choć rozdzielonych, przeplata się z furią nienawiści ich przeciwników – niemieckich i europejskich nazistów, na przykład Belgów i Holendrów kolaborujących z III Rzeszą. Najgorszym wrogiem Saffron i Gerharda jest starszy brat pilota, wysoki oficer SS, obracający się w najwyższych sferach władzy – Konrad. Rzadko widuję tak ostro nakreślone portrety postaci, bo Konrad to istne zło wcielone, buzująca nienawiść karmiąca się cierpieniem innych. Poza tym są też inni – dyrygenci i wykonawcy holocaustu na narodach Europy Środkowej i Wschodniej oraz Żydach, zacietrzewieni żołnierze, którzy żyją tylko po to, żeby walczyć, oraz kobiety rozpamiętujące stare rany.

Autorzy pokazują nienawiść w działaniu bez ogródek, bez owijania w bawełnę, bez pięknych słówek czy eufemizmów. Bohaterowie stawiani są w obliczu sytuacji, które każdemu normalnemu człowiekowi odebrałyby chęć do życia, czasem tylko po to, by później móc dać świadectwo. W brutalny, naturalistyczny sposób oddane zostało mordowanie Żydów w mobilnych komorach gazowych i bezduszność ich katów; śmierć tysięcy ludzi, mężczyzn i kobiet, walczących na frontach; realia obozów koncentracyjnych, gdzie eliminowano niewygodne osoby tak, jak pozbywa się insektów. I to wszystko przeraża, bo uświadamia, do czego prowadzi spirala nienawiści.

Miłość Saffron i Gerharda przechodzi ciężką próbę przez oddalenie i niepewność obojga co do losów ukochanej osoby. Doskonałą tego metaforą jest blaknąca, coraz mniej wyraźna fotografia, którą obydwoje mają ze sobą nawet w najgorszych i najniebezpieczniejszych momentach. Czy uczucie przetrwa? Czy przystojny oficer amerykańskiej US Navy nie zamiesza zanadto w przepowiedni, którą kiedyś, jeszcze w Afryce, usłyszała dziewczyna? Czy można zachować siebie i własne poczucie człowieczeństwa, jeśli musi się robić i przechodzić tak okropne rzeczy?

Okiem historyka

W oczywisty sposób nie będę zdradzał Wam żadnych szczegółów fabuły, kto gdzie trafił i jak. Zajmę się za to krótkim wskazaniem, dlaczego historycy zawodowi i niezawodowi będą zadowoleni i mile połechtani, czytając tę książkę. Nie od dziś bowiem wiadomo, że czepiam się dokładnie takich szczegółów, znajdując w tym niekłamaną przyjemność.

Saffron i Gerhard pojawiają się zwykle w najważniejszych, węzłowych punktach II wojny światowej i obok osób, które podejmowały kluczowe decyzje. Obserwowanie tego i wychwytywanie, a nie zawsze są to rzeczy oczywiste i uchwytne dla każdego, sprawiało mi olbrzymią radochę. Uważam, że autorzy odwalili kawał doskonałej roboty, misternie i umiejętnie wplatając losy fikcyjnych postaci w historyczne realia tak, że momentami trudno odróżnić fikcję od rzeczywistości. Nawet specjalna misja Saffron czy stalingradzki epizod walk Gerharda są opisane tak, jakby zostały wyjęte wprost z pamiętników. Pojawianie się postaci, takich jak „Mad Jack” Churchill, Fairbain-Sykes, Henning von Treskow i innych, po obydwu stronach frontu, służy temu doskonale.

Jednak! Ale! Hola! Beczka miodu bez łyżki dziegciu byłaby nie w moim stylu – teraz minusy. Powiem szczerze, że niektóre sceny są jakby żywcem wzięte z innych dzieł kultury, na przykład doskonałego niemieckiego filmu Stalingrad, lub była, jak to się dziś mówi, generyczna, a powinno się mówić – rodzajowa. Chodzi o to, że sceny walk, obrazy zniszczonych miast, rozmowy czy część sytuacji jest skonstruowana sztampowo. Gazowanie Żydów, rozmowy między planującymi to Niemcami, harde powiedzonka podoficerów – to wszystko, choć przecież opisane dobrze, wiarygodnie, w moich oczach było jednak… zbyt proste? Zbyt banalne? Zbyt ograne?

Tego mogą nie zauważyć osoby, które nie poświęciły życia na śledzenie wszystkiego, co dotyczy ostatniej wojny. I dla nich z pewnością będzie to przyjemna, interesująca podróż, być może (oby!) stymulująca do poszukiwania dodatkowych informacji, choćby w Internecie, na temat opisywanych wydarzeń. Polecam to robić, zgłębiać, poszerzać wątki, które siłą rzeczy są czasem tylko zarysowane. A ci, którzy szukają tu pięknego romansu, również go znajdą.

Redakcja: Sylwia Kłoda
Korekta: Anna Kurek
  • TYTUŁ - Po dwóch stronach
  • TYTUŁ ORYGINALNY - Courtney's War
  • AUTOR - Wilbur Smith, David Churchill
  • TŁUMACZ - Joachim Bujakiewicz
  • WYDAWCA - Albatros
  • ROK WYDANIA - 2020
  • LICZBA STRON - 448

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *