Kategorie
Pozostałe Recenzje

„Zen jak cholera” – M. Sweeney

Jak osiągnąć wewnętrzną harmonię i spokój? Poznajcie kilka prostych kroków do tego, by zostać panią swojego losu i, jak sugeruje wydawca, królową luzu. To co, drogie panie, gotowe?

Poradników o tym, w jaki sposób odetchnąć i się wyluzować jest dzisiaj co niemiara. Możecie w nich przebierać lub przeczytać je wszystkie. Czy to coś Wam da? Tego nie wiem. Mogę Wam jednak zdradzić, co czyni recenzowaną właśnie pozycję pod jakże oryginalnym tytułem Zen jak cholera, wyjątkową.

Coś na poprawę humoru

Po pierwsze, już sam tytuł wywołuje uśmiech. Widzicie taki tytuł i na twarzy pojawia się szeroki banan, bo już wiecie, że wnętrze może być niebanalne. Ale co, jeśli takie nie jest? Jeśli to kolejna oklepana pozycja, która ma Was jedynie zwabić fajnym, luzackim tytułem i ładną okładką, a w środku znajdą się te same bzdety mówiące, jakie to jesteście wyjątkowe, piękne i że nikt nie może Wam tego zaburzyć? Wszystko to oczywiście okraszone pięknym, kojącym językiem i relaksującymi oko grafikami, które zanudzą Was na śmierć. No cóż, ja zaryzykowałam i otworzyłam. Co było dalej?

Kupa śmiechu! Naprawdę nie zagwarantuję, że po lekturze tej książki, czy raczej dziennika, osiągniecie kolejny poziom wtajemniczenia w odkrywaniu samej siebie i uspokojeniu wewnętrznej lwicy, która pragnie rozszarpać wszystko na swojej drodze. Nie obiecam Wam też, że obudzicie się kolejnego ranka uśmiechnięte niczym skowronki, a Wasze dalsze życie będzie odtąd usłane różami. Mało tego, nie obiecuje Wam tego sama autorka! Obiecuję jednak, że czytając (i pisząc!) będziecie się świetnie bawić, zapomnicie chwilowo o swoich problemach, a jeśli nawet któreś z zadań znajdujące się w tym dzienniku Wam o nich przypomną, to dadzą również małą radę, jak się z tymi kłopotami uporać.

Poradnik dla niegrzecznych dziewczynek

Ten dziennik ma właściwości kojące, jednak jest skierowany głównie do tych niespokojnych dusz, które gdzieś mają medytację, a głębokie wyciszanie nie jest dla nich – a ja się chyba do tych osób zaliczam. Gdybym miała zrecenzować tu typowy poradnik, zapewne zasnęłabym w trakcie czytania, a co tu dopiero mówić o pisaniu recenzji! W tym jednak szczególnym przypadku okazało się, że się da, w dodatku nie tylko przeczytać, ale też dobrze bawić i wyluzować.

Dla kogo jeszcze? Dla tych dziewczyn, które, czytając tego typu książkę, chcą, żeby ktoś mówił do nich prosto z mostu, nie czarował unoszącym się z kartek zapachem róż. Owszem, będzie o spełnianiu marzeń, o pozwoleniu sobie na kilka oczyszczających łez czy ciszy i inspiracji – tylko, że bardzo często autorka zapoda Wam motywację typu „rusz dupsko i walcz o swoje”. Dlatego jest tu troszkę dosadniejszych słów dla dziewczyn z mocnym charakterem. Nie oburzajcie się za to, że coś jest cholerne czy pieprzone lub zasrane –  osobiście uważam, że w takiej książce/poradniku/dzienniku to tylko zaleta. Szczególnie, że znajdziecie tu sporo miejsca na wylanie swoich żali, smutków i pretensji do świata, tak, by oczyścić umysł i iść dalej przed siebie. No i jest tak kolorowo! Jakie piękne wydanie! Aż chce się zajrzeć na kolejną stronę 😉

Lśnij jak pieprzony klejnot!

Nie oszukujmy się, ta książka nie zmieni jakoś szalenie Waszego życia – da jednak klucz do tego, by chociaż spróbować wyprostować pewne rzeczy. Może przestaniecie się w końcu tak przejmować? Poprawicie coś, cokolwiek, co Wam przeszkadza? Docenicie siebie i innych? Proste zadania zawarte w tym dzienniku mają na celu pokazanie w bardzo łatwy i przystępny sposób, że każdy z nas jest wyjątkowy. Tak, Wy też! Nawet jeśli dostrzeżecie to choćby na chwilę, myślę, że warto.

Jeśli więc szukacie czegoś, co pomoże Wam miło spędzić czas, wyluzować, spuścić nieco z tonu albo po prostu kilku kartek, które powiedzą, że jesteście zajefajne, to sięgnijcie po Zen jak cholera. To również idealny prezent dla najlepszej przyjaciółki, która ma za mało pewności siebie, zapracowanej mamy czy nieco wyluzowanej babci. Generalnie dla wszystkich fajnych babek!

No dobra, zaraz się zlecą faceci i powiedzą, że czemu to tylko dla kobiet. Być może autorka wybrała sobie taką grupę docelową, ale jak się uprzeć to i dla mężczyzn jest do odpowiedni poradnik – o ile nie mają problemu z tym, że ktoś zwraca się do nich per „złotko” 😉 W końcu oni też mają prawo do tego, żeby błyszczeć!

Redakcja: Anna Kurek
Korekta: Sylwia Kłoda
  • TYTUŁ - Zen jak cholera. Opanuj sztukę olewania i lśnij jak ten pieprzony klejnot, którym jesteś
  • TYTUŁ ORYGINALNY - Zen as F*uck: A Journal for Practicing the Mindful Art of Not Giving a Sh*t
  • AUTOR - Monica Sweeney
  • TŁUMACZ - Mgdalena Gendźwiłł
  • WYDAWCA - Wydawnictwo Kobiece
  • ROK WYDANIA - 2020
  • LICZBA STRON - 128

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *