Kategorie
Artykuły

„Nawet w najmroczniejszej historii jest światełko nadziei” – wywiad z Jaime Jo Wright

Jaime Jo Wright znacie jako autorkę Nieobecnej oraz Domu przy Foster Hill. A jaka jest naprawdę i skąd czerpie inspirację? Zapraszamy Was na rozmowę z pisarką, która tworzy nietuzinkowe i na długo zapadające w pamięci książki.

Karolina Antoszek: Nieobecna wydaje się być manifestem tego, jak trudno jest odnaleźć i pokochać siebie. Pod koniec, kiedy wiemy już wszystko, tłumaczy Pani sens całej książki, podkreślając, że nie jest ważne, kim jesteśmy i kim są nasi przodkowie. Moje wnioski po przeczytaniu tej książki są takie, że najważniejsze w życiu to po prostu umieć pokochać swoje życie, również swoje wady i uznać je za cud. Czy ten temat jest Pani szczególnie bliski? Czy te wnioski bazują na Pani osobistych doświadczeniach?

Jaime Jo Wright: To temat bardzo mi bliski! W tle pobrzmiewa moja własna historia, ponieważ jestem dzieckiem pochodzącym z adopcji i niewiele wiem o własnym pochodzeniu. Zmagałam się też osobiście z lękiem i depresją, gdyż nie mogłam pogodzić się z własnym istnieniem. Istota Nieobecnej jest zatem bardzo bliska memu sercu. To przeczucie, że moje istnienie ma jakiś cel. Nie jesteśmy dziełem przypadku ani niechciani. Nie stanowimy błędu ewolucji, lecz duszę stworzoną pod czujnym i kochającym okiem naszego Stwórcy.

Dlaczego wśród tylu zawodów świata Thea zajmowała się akurat pośmiertną fotografią? Owszem, dzięki temu mogła zbliżyć się do rodziny Coyle’ów czy mieć pretekst do poznania pacjentów szpitala, ale myślę, że znalazłyby się też inne sposoby. Dlaczego biedna Thea miała aż tak drastyczną codzienność?

Chciałam dać Thei zawód, który uwydatni kilka cech tej postaci. Po pierwsze, nie bała się obcować ze śmiercią i faktycznie czuła, że na swój sposób odnosiła się do poczucia straty, pustki i żalu. Zawód stanowi odzwierciedlenie jej duszy. To obraz zatrzymany w czasie bez cienia nadziei. Chciałam także, by zawód ten wydobywał jej empatyczną stronę. Bohaterka odnosiła się do straty i żalu, a poprzez zanurzenie się w tych uczuciach mogła odnaleźć poczucie przynależności. Poza tym, jest to tak naprawdę ciekawy element historii, który rzadko pojawia się w powieściach. Dlatego też chciałam wskazać na jego unikalność.

Czy wątek Thei celowo jest podobny do historii Heidi? Obie są w pewien sposób samotne, obie też dostają listy, które odmieniają ich życie i kierują je do Pleasant Valley. Potem obie dowiadują się prawdy, której wolałyby nie znać. Dodatkowo na samym końcu obie odnajdują miłość. Skąd pomysł postawienia ich „na tej samej ścieżce”?

Chciałam pokazać międzypokoleniowe podobieństwo i to, że ludzka walka o cel istnienia i tożsamość nie jest niczym nowym. Ważne było dla mnie ukazanie, że głębia ludzkiej duszy była i będzie poszukiwaniem własnej tożsamości oraz że dopóki nie zobaczymy siebie oczami Stwórcy – Boga – ludzkość będzie grzęznąć w pustce bez określonego celu.

Jest jeszcze jeden temat, który chciałabym poruszyć, skoro mam taką okazję. Nieobecna w moim odczuciu jest mocno kontrastowa. Większa część jest trochę depresyjna i zatrważająca. To przypomina ciemne chmury przed burzą. Na szczęście, tak jak po deszczu, tak po wszystkich perypetiach bohaterów wyszło słońce. Po ciemności i mroku pojawia się dobro i nadzieja, że Bóg nad nami czuwa i ma na nas plan. Pewność, że pozbiera życie każdego z nas i uczyni z niego coś pięknego, bez względu na to, jak bardzo jest źle. Czy jest to interpretacja, którą miała Pani na myśli? Czy Nieobecna miała być pocieszeniem dla wszystkich, którzy czują się wobec jakiegoś problemu bezsilni? Czy od samego początku taki był zamysł tej książki, czy to wyklarowało się w trakcie pisania?

Taki zamysł istniał z pewnością od samego początku. Książka jest mroczna nie bez powodu i być może miały na to wpływ moje własne przeżycia. Nie chciałam bowiem unikać realiów tej bolesnej samotności będącej efektem braku tożsamości. I tak, chciałam pokazać, że nawet w najmroczniejszej z historii jest światełko nadziei wynikającej z odkrycia boskiego planu wobec nas. Odkrycia, że dostrzegał nas, zanim się jeszcze urodziliśmy. Że cel naszego życia trzeba odkryć, a nasza tożsamość nie tkwi w nas, naszych przodkach czy nawet w osobistych odkryciach, lecz wyłącznie w naszym Stwórcy i jego pięknie.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Tłumaczenie: Radosław Panek
Redakcja: Anna Kurek
Korekta: Sylwia Kłoda

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *