Kategorie
Komedie Komiksy Kryminały Recenzje

„Trasa promocyjna” – A. Watson

Co może spotkać raczej mało znanego pisarza spoza list bestsellerów, kiedy wyrusza w trasę promocyjną? Nadgorliwi fani pamiętający więcej szczegółów z książek niż on sam? Prowadzący, któremu nie chciało się przeczytać książek? Brak papieru toaletowego w pokoju hotelowym? A może mały rozpad logicznej rzeczywistości?

Dzień jak co dzień?

Głównym bohaterem powieści graficznej Andiego Watsona jest pisarz G.H. Fretwell, który rozpoczyna cykl spotkań autorskich promujących jego nową książkę. Sądzi, że będzie to trasa, jakich wiele – kiedy wysiada z pociągu, pozwala zabrać pewnemu mężczyźnie walizkę z egzemplarzami powieści, myśląc, że został wysłany, aby pomóc mu z bagażem. Dopiero, gdy po dłuższej chwili nie wraca, Fretwell orientuje się, że został oszukany, i udaje się na policję. Popijający kawę i czytający gazetę funkcjonariusz ma jednak ważniejsze sprawy na głowie niż szukanie jakichś książek. Nie widząc innego wyjścia, jak trzymać się planu, pisarz rusza na pierwsze spotkanie autorskie, ale nic nie idzie zgodnie z założeniami. Nikt nie przychodzi.

Już następnego dnia okazuje się, że skradzione książki to najmniejsze zmartwienie ich autora. Zaginęła pracownica księgarni, z którą poprzedniego dnia Fretwell odbywał spotkanie, i wygląda na to, że to on widział ją ostatni. Czytelnicy ignorują jego obecność w księgarniach; musi nagle opłacić rachunki hotelowe, choć umowa zapewniała pokrycie kosztów; dzieją się dziwne rzeczy, początkowo drobne, z każdym dniem coraz bardziej absurdalne. Jak podejrzewany o morderstwo Fretwell poradzi sobie z pętlą zaciskającą się wokół niego coraz mocniej?

Czarno-biała komedia

Życie głównego bohatera na pierwszy rzut oka wydaje się uporządkowane i szczęśliwe – pisze książki, ma kochającą żonę i syna, jako literat cieszy się jako takim zainteresowaniem. Jednak im dalej posuwa się akcja, tym wyraźniej widać, że jego powieści może nie są aż tak szeroko znane i dobre, jakby sobie tego życzył? Może rodzina nie daje tyle ciepła i bliskości? Fretwell wydaje się przeciętny – mimo że wykonuje nieprzeciętny zawód, nie osiąga w nim olbrzymich sukcesów. Ciągle szuka w prasie recenzji swoich książek i jakoś nie może ich znaleźć, a czytelnicy nie przychodzą tłumnie na spotkania autorskie. Dla kogoś o takich ambicjach musi to być bardzo frustrujące.

Nie bez powodu w opisie wydawcy i recenzjach przewija się w odniesieniu do tego komiksu słowo „kafkowski”. Tak jak w Procesie, Fretwell zostaje wciągnięty w wir wydarzeń, których reguł i przebiegu nie rozumie, które ustalił ktoś poza nim, nie informując go o tym, które wszyscy poza nim znają, a przynajmniej tak mu się wydaje. Próbuje odbywać kolejne spotkania i trzymać się wyznaczonego harmonogramu, ale wcale nie jest to takie proste. Biorąc pod uwagę ilość nieprzewidzianych wydarzeń, to właśnie ten plan jest jedyną stałą, znaną mu rzeczą wyznaczającą jeszcze jakikolwiek porządek jego trasy. Panuje tu jednak lżejszy nastrój niż w książce Kafki, ogólna powaga położenia bohatera jest łagodzona komedią omyłek, konkretnymi sytuacjami i rozmowami. Może nie będziecie płakać ze śmiechu, ale nie o to tutaj chodzi – po prostu czasem nie ma innego wyjścia, jak tylko skwitować coś niezrozumiałego i zbyt nieprawdopodobnego gorzkim uśmiechem.

Skromny, a złoty

Może nie dosłownie, bo komiks Watsona jest czarno-biały, ale nie przeszkadza mu to lśnić. Im dalej zagłębiałam się w tę historię, tym bardziej doceniałam decyzję o rezygnacji z kolorów. Również pozostawienie rysunków w formie szkiców okazało się w tym przypadku dobrym pomysłem. Te zabiegi stylistyczne podkreślają specyficzną aurę wydarzeń – wszystko jest niejasne, niedookreślone: od pejzaży anonimowego miasta po mimikę bohaterów, która składa się wyłącznie z kilku elementów. Oczy to tylko zwykłe kropki, nosy – różnego kształtu linie, a usta – drobne kreseczki. Trudno więc może mówić o bogatej gamie emocji wyrażanej tak oszczędnymi środkami, ale, czego się nie spodziewałam, rzeczywiście widać, co dana osoba odczuwa w danej chwili. Najwięcej rysunków skupia się właśnie na postaciach, tło jest zwykle rozmyte albo nie ma go wcale. Treść współgra z formą, a raczej forma również tworzy treść, nie jest mniej ważna. Co ciekawe, komiks jest całkowicie pozbawiony narratora, wypowiadają się tylko bohaterowie, resztę trzeba wyczytać z rysunków.

Czytelnicy oczekujący opowieści o logicznym, przyczynowo-skutkowym ciągu mogą się trochę zawieść, ponieważ nic nie jest tu oczywiste. Przeciwnie, razem z Fretwellem odczuwa się zdezorientowanie trwające aż do samego końca. Zakończenie pozostawia z lekkim niedosytem, które idealnie pasuje do odczuć głównego bohatera – jak to, to już koniec? Nie ma tu żadnych wyjaśnień, rozwiązania zagadki. Skłania to do namysłu, przeglądania komiksu jeszcze raz, szukania szczegółów, które może się pominęło, zwracania uwagi na rzeczy wcześniej uznane za nieistotne. Ten świat złożony z szybkich pociągnięć tuszu wciąga i nie chce wypuścić. Cieszę się, że mogę do niego wracać.

Redakcja: Sylwia Kłoda
Korekta: Grzegorz Antoszek
  • TYTUŁ - Trasa promocyjna
  • TYTUŁ ORYGINALNY - The Book Tour
  • AUTOR - Andi Watson
  • TŁUMACZ - Jacek Żuławnik
  • WYDAWCA - Marginesy
  • ROK WYDANIA - 2020
  • LICZBA STRON - 272

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *