„W chaosie różnorodnych przeżyć, w mrocznym labiryncie naszych doznań otrzymujemy niekiedy w darze, niby jałmużnę, przebłysk poznania, którego ludzki umysł nie pojmie, nie uchwyci. I pogrążony w zadumie, umysł nasz rozpala latarnię i niby stary nieudolny stróż nocny szuka na zagmatwanych, zjeżonych i krętych drogach tego, czego nie odnajdziemy z kagańcem rozumu” (s. 473).

Trzecia z serii „Opowieści niesamowitych” i czwarta (po angielskiej, francuskiej i rosyjskiej) recenzowana antologia opowiadań grozy i fantastyki, tym razem niemieckojęzycznych. Pochodzą nie tylko z Niemiec (czy raczej państw i prowincji niemieckich), ale również z Austrii i Szwajcarii, i obejmują okres od końca XVIII do początku XX wieku. W zbiorze znajdują się teksty całej plejady autorów, od najbardziej uznanych, jak Johann Wolfgang Goethe, Ludwig Tieck, Heinrich von Kleist, Ernst Theodor Amadeus Hoffmann, Gustav Meyrink oraz nobliści Paul Heyse i Thomas Mann, po całkowicie zapomnianych, o których nie można znaleźć żadnych informacji. Prezentowane tu opowiadania inspirowane są w dużej mierze tradycją i wyobraźnią ludową, lecz nie brak też historii dziejących się w miastach, których bohaterami są mieszczanie i arystokraci. Szczególnie te z pierwszej połowy XIX wieku, a więc romantyzmu,  charakteryzują się mrocznym, baśniowym klimatem – aż dziwne, że nie ma tu żadnej baśni braci Grimm.

Niniejsze wydanie antologii, znanej wcześniej pod tytułem Czarny pająk, jest trzecim z kolei. Po raz pierwszy ukazała się w „Serii Grozy” w 1976 roku nakładem Państwowego Instytutu Wydawniczego z ilustracjami Franciszka Wielowieyskiego, których w tym wznowieniu brak, a drugi raz wydało ją Wydawnictwo Dolnośląskie w 1988 roku. Wyboru opowiadań dokonał profesor Gerard Kosellek (w poprzednich wydaniach Gerard Koziełek), który jest też autorem wstępu. Podobnie jak wszystkie dotychczas wydane tomy, ten również został opatrzony posłowiem Macieja Płazy.

Od Goethego do Meyrinka

Antologię otwiera sam Goethe Historią neapolitańskiej śpiewaczki (1795), spokojną, nastrojową gawędą o duchu młodzieńca nękającego tytułową śpiewaczkę, którą kochał, a która odmówiła mu ostatniej wizyty przy łożu śmierci. Kolejne opowiadania: Jasnowłosy Eckbert (1797) Ludwiga Tiecka, Żebraczka z Locarno (1810) Heinricha von Kleista i Mandragora (1810) Friedricha de la Motte Fouqué to dydaktyczne baśnie, niepozbawione jednak atmosfery niepokoju i grozy. Za to następujący po nich Piaskun (1817) E.T.A. Hoffmanna, to jedno z najważniejszych opowiadań nie tylko w jego twórczości, ale całego gatunku w ogóle. Joseph von Eichendorff w Posągu z marmuru (1819), podobnie jak Théophile Gautier w Arrii Marcelli, przestrzega przed nadmierną fascynacją przeszłością na przykładzie Floria zakochującego się w rzeźbie Wenus. Opowieść o statku upiorów (1826) zmarłego zaledwie rok później na tyfus dwudziestopięcioletniego Wilhelma Hauffa to wariacja na temat legendy o Latającym Holendrze.

Motywami z podań ludowych zainspirował się Ludwig Bechstein, który w grotesce Chłopiec na widłach (1854) opisuje przesłuchanie dziecka oskarżonego o uprawianie czarów. Czarny pająk (1842) Jeremiasa Gotthelfa i Germelshausen (1860) Friedricha Gerstäckera, jedne z najlepszych opowiadań antologii, osadzone są w podobnym tle, ale głównym wątkiem jest klątwa spadająca na mieszkańców wsi. Dom Bulemanna (1864) Theodora Storma to chyba najbardziej osobliwa historia ze wszystkich. Opowieść o starym skąpcu Bulemannie przypomina mi momentami Opowieść wigilijną, ale wyróżnia się elementami groteskowymi i absurdalnymi, a co najważniejsze – bohatera nie czeka przemiana i zbawienie. W tomie niemieckojęzycznym nie brakuje również opowiadań dekadenckich, w których groza ma swoje źródło w samych bohaterach (szczególnie kobietach mających cechy femme fatale) i łączących ich relacjach miłosnych i erotycznych. Są to: Piękna Abigail (1892) noblisty Paula Heyse’a, Kochanka szatana (1902) Oskara A.H. Schmitza, Pająk (1909) Hannsa Heinza Ewersa, do którego wrócę, i w pewnym stopniu Rozpustna mniszka (1913) Karla Hansa Strobla – tu jednak na pierwszy plan wysuwa się kryminalna zagadka śmierci tytułowej mniszki i wizji głównego bohatera.

Jednym z moich ulubionych opowiadań jest oniryczna Szafa (1899) młodego Thomasa Manna, w której sen tak płynnie miesza się z jawą, że momentami trudno je od siebie odróżnić, podobnie jak u Hoffmanna. W Psie (1894) Heinrich Mann, brat Thomasa, podejmuje problem wędrówki dusz i różnic kulturowych między Europą a Indiami. W Szambelanie (1920) Georga von Schliebena główny bohater przeżywa inicjację, kiedy odkrywa, że rzeczywistość nie jest taka, jak mu się wydawało. Majak (1903) Paula Ernsta i Preparat (1909) Gustava Meyrinka to wyjątkowe groteski. W pierwszej tytułowy majak zostaje wysłany przez swojego twórcę do Chin jako jego awatar, aby wcielić się w pewnego mandaryna. To udana parodia ówczesnych fascynacji Dalekim Wschodem, magią i okultyzmem. Druga oprócz komizmu zawiera sporo makabry, więc ich połączenie daje niezapomniany efekt. Tutaj obce praktyki alchemiczne są przedstawione jako niebezpieczne, opisy momentami mogą być nieodpowiednie dla wrażliwszego czytelnika, ale wstawki humorystyczne łagodzą wrażenia. Max Dauthendey w Mrokach Himalajów (1915) starcie kultury Zachodu i Wschodu traktuje za to z pełną powagą, przypominając, że europejska mentalność nie jest uniwersalna. Antologię zamyka Świerk don Lorenza (1919-21?) Paula Rohrera, opowiadanie o duchu mszczącym się na zbójcach odpowiedzialnych za jego śmierć.

„Exit light, enter night”

Spośród wielu świetnych utworów tego zbioru najważniejszy i według mnie najlepszy jest Piaskun Hoffmanna, autora, bez którego nie sposób wyobrazić sobie europejskiego romantyzmu i późniejszego horroru. Główny bohater, Nataniel, przeżył w dzieciństwie traumę – stracił ojca w wyniku nieudanego eksperymentu alchemicznego przeprowadzonego razem z adwokatem Coppeliusem. Jego dziecięca wyobraźnia utożsamia go z piaskunem, istotą sypiącą układającym się do snu dzieciom piasek w oczy, o którym opowiadały mu matka i niania. Lata później Nataniel spotyka wędrownego optyka Coppolę, łudząco podobnego do Coppeliusa, i natychmiast uznaje go za następne wcielenie piaskuna. Czy jest tak rzeczywiście, czy umysł młodzieńca nieradzącego sobie z traumą widzi to, co chce zobaczyć? U Hoffmanna, jak u Poego, to nieistotne – na tym polega ich nowatorstwo i prawdziwa siła literatury grozy. Jak pisze w posłowiu Płaza: „zostaje tylko przestroga, lecz i tak daremna, bo cóż daje nam wiedza, że jesteśmy bezbronni?” (s. 607). Dziś może nie tak przerażający, ale zaskakujący, biorąc pod uwagę czas powstania, jest wątek Olimpii, na który warto zwrócić uwagę. Nie mogę powiedzieć nic więcej i radzę uważać na spojlery, bo odkrycie jej tożsamości jest jedną z ważniejszych przyczyn obłędu Nataniela.

Prawie sto lat później Ewers publikuje stylizowanego na dziennik Pająka, który również jest zapisem powolnej utraty zmysłów przez głównego bohatera. Student medycyny, Richard Bracquemont, wprowadza się do pokoju hotelowego, gdzie kilku mężczyzn w niewyjaśnionych okolicznościach popełniło samobójstwo. Chce na własną rękę zbadać zachodzące tam zjawiska i zdać raport policji, prowadzi więc dziennik. Początkowo nic się nie dzieje, ale któregoś dnia dostrzega w oknie budynku naprzeciwko piękną kobietę przędącą na kołowrotku. Zaczyna ją obserwować codziennie i coraz bardziej się uzależnia się od tego spędzanego z nią na odległość czasu. Dlaczego wyróżniam to opowiadanie mimo słusznie wytkniętych przez Płazę mankamentów? Ponieważ ujęły mnie atmosfera i poczucie nieuchronnej katastrofy – wiadomo przecież, jak się to skończy, ale mimo to liczy się po cichu, że może ktoś uratuje Bracquemonta lub sam ocknie się z letargu. Nic z tego, nie u modernistycznego twórcy zafascynowanego Przybyszewskim.

Kara boska

Najdłuższym opowiadaniem jest Czarny pająk Gotthelfa, z jednej strony moralizatorska przypowieść przestrzegająca przed zejściem z drogi wiary i tradycji, z drugiej mrożący krew w żyłach horror o przeklętej społeczności. Autor zaczyna niewinnie, długim wstępem przedstawiającym kojące opisy wsi i przebieg obrzędu chrztu, by potem, w opowieści nestora rodu, wrzucić czytelnika w sam środek koszmaru. Wiele lat wcześniej właściciel ziemski kazał chłopom zbudować najpierw zamek, a później posadzić wiodący do niego szpaler drzew. O ile z budową jakoś dali sobie radę, choć zaniedbali już własną pracę w polu, drugie zadanie przerosło ich siły. Pan okazał się nieubłagany – groźbami zmusił ich do podjęcia wysiłku, ale mimo prób nie dali rady. Kiedy zrozpaczeni chłopi nie znaleźli rozwiązania, pojawił się przed nimi nieznajomy oferujący pomoc za niewielką opłatą: zażądał nieochrzczonego dziecka. Mężczyźni uciekli, wyczuwając w nim wysłannika piekieł, ale pewna zdesperowana kobieta wzięła sprawy w swoje ręce. Niestety czasem nie ma dobrego rozwiązania – ona rozstrzygnęła dylemat wagonika odwrotnie niż mężczyźni. Zawarła pakt z nieznajomym, myśląc, że zdoła go oszukać, ale wkrótce i ona, i cała społeczność przekonała się, że to niemożliwe. Zło tylko czeka na okazję – jeśli się je wyzwoli, zaatakuje z całą siłą, nie pytając, kto jest winny.

Germelshausen Gerstäckera również opowiada o przeklętej wsi, ale inaczej niż Czarny pająk. Tutaj obiektem klątwy oprócz ludzi jest cała przestrzeń, podobnie jak w cyklu „Czarny Wygon” Stefana Dardy lub Gałęzistym Artura Urbanowicza. Młody Arnold, wracając do domu po dłuższej nieobecności, słyszy nagle kościelne dzwony (czytelnikom automatycznie mogą się przypomnieć dzwony Starzyzny). Nie zwraca na nie większej uwagi i idzie dalej, aż spotyka dziewczynę wyraźnie czekającą na kogoś. Po krótkiej rozmowie decyduje się udać z nią do jej domu w Germelshausen, aby odpocząć. Okazuje się jednak, że Gertruda nie była wobec niego do końca szczera, a wieś nie jest tym, czym się wydaje. Z każdą sceną wzrasta poczucie, że coś tu jest nie tak. Opowiadanie rozwija się stopniowo i coraz bardziej wciąga czytelnika w lekturę, a Arnolda w pułapkę.

Deutschland, Deutschland etc.

To zadziwiające, że literatura niemiecka czy niemieckojęzyczna nie jest powszechniej czytana, może z wyjątkiem lektur. Mimo wszystkich zawiłości historycznych, ten krąg kulturowy pozostaje w bliskich związkach z Polską, a unikając tej literatury, naprawdę wiele tracimy jako czytelnicy (ach, ta amerykanizacja). Tyczy się to właściwie wszystkich naszych sąsiadów. Sama powoli odkrywam kolejnych autorów niemieckich i do tej pory tylko oni sprawiają, że naprawdę żałuję nieznajomości ich języka. Niniejsza antologia, podobnie jak pozostałe, może stanowić drogowskaz po historii literatury XIX wieku danego kraju i literatury fantastyki i grozy europejskiej. Bez niemieckiego romantyzmu, szczególnie Hoffmanna, trudno wyobrazić sobie rozwój romantyzmu w Europie.

Na tym kończę, póki co, cykl recenzji o książkach z serii „Opowieści niesamowite” i pozostaje mi tylko czekać na następne. Jeśli niniejszy tom Wam się spodoba, polecam dwa tomy Dawnej noweli niemieckojęzycznej (1979) wydanych przez PIW oraz Niemiecką nowelę romantyczną (1975) z Biblioteki Narodowej, które również opracował Gerard Kosellek (Koziełek).

Redakcja: Sylwia Kłoda
Korekta: Grzegorz Antoszek
  • TYTUŁ - Opowieści niesamowite z języka niemieckiego
  • AUTOR - Johann Wolfgang Goethe, Ludwig Tieck, Heinrich von Kleist, Friedrich de la Motte Fouqué, Ernst Theodor Amadeus Hoffmann, Joseph von Eichendorff, Wilhelm Hauff, Jeremias Gotthelf, Ludwig Bechstein, Friedrich Gerstäcker, Theodor Storm, Paul Heyse, Heinrich Mann, Thomas Mann, Oskar A.H. Schmitz, Georg von Schlieben, Paul Ernst, Gustav Meyrink, Hanns Heinz Ewers, Karl Hans Strobl, Max Dauthendey, Paul Rohrer
  • TŁUMACZ - Emilia Bielicka, Felicjan Faleński, Zbigniew Fonferko, Maria Gero-Rożniewicz, Leonia M. Gardstein, Karol Irzykowski, Maria Kurecka, Halina Leonowicz, Stefan Lichański, Gabriela Mycielska, Edyta Sicińska, Stanisław Średnicki, Barbara Tarnas
  • WYDAWCA - Państwowy Instytut Wydawniczy
  • ROK WYDANIA - 2020
  • LICZBA STRON - 624

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *