Kategorie
Artykuły

„To nie jest lukrowana historia” – wywiad z Marcinem Szymaniakiem

Szable i cekaemy to zbiór opracowanych wspomnień i zapisków, które pozostawili po sobie żołnierze i cywile zaangażowani w działania wojenne podczas wojny polsko-bolszewickiej. Miałem okazję porozmawiać z autorem książki, Marcinem Szymaniakiem – o polityce, wojnie, Piłsudskim i seksie w roku 1920.

Grzegorz Antoszek: Przyznam się szczerze, że kiedy otrzymałem książkę i przeczytałem wstęp, pomyślałem „o, stary, to będzie jakieś oklepane i dla bandy licealistów, co o roku 1920 słyszała co najwyżej dwa razy w życiu, oklepane prawdy, standardowa narracja, pewnie zdechniesz z nudów”. Ale – ku mojej wielkiej radości – wcale tak nie było, książka jest żywa i przerzuca czytelnika od bohatera do bohatera, z odcinka na odcinek. Skąd pomysł na taką konstrukcję, czy wzorował się Pan na czymś, co przeczytał wcześniej?

Marcin Szymaniak: Było tak, że zastanawiałem się, jak ugryźć temat 1920 roku w nowatorski sposób, i zamajaczył mi w głowie ten pomysł. Potem, gdy zacząłem robić wstępny research, zaświtało mi, że kiedyś czytałem coś trochę podobnego. A mianowicie Piękno i smutek wojny Englunda. Autor śledzi w niej losy dwudziestu osób podczas I wojny światowej. Czytałem ją dawno i niewiele z niej pamiętałem, ale była bardzo dobra. Do mojej książki wybrałem siedmiu bohaterów, kierując się tym, żeby byli jak najbardziej różni. Myślę, że dzięki mniejszej liczbie postaci czytelnik może się bardziej z nimi zżyć, śledząc ich losy. Poza tym, jeśli dobrze pamiętam, w Pięknie… nie ma ludzi z polityczno-militarnego szczytu. A ja wziąłem sobie Piłsudskiego. Z tym że starałem się go przedstawić też jako zwykłego człowieka – nie mającego czasu dla swej kochanki i dzieci, chorego na serce, przeżywającego załamania nerwowe i tak dalej.

Muszę powiedzieć, że się to Panu udało. A skąd czerpał Pan informacje o Piłsudskim? Spojrzenie na Marszałka jest bardzo bliskie, a w Roku 1920 nie zostawił zbyt wielu tak osobistych komentarzy. I drugie pytanie z tego samego zbioru – skąd pomysł na przedstawienie losów ułana Karłowskiego? Nie są one zbyt, mam nadzieję, że zrozumie Pan dobrze wydźwięk tych słów, bojowo porywające. Czy chodziło o to, żeby pokazać, że nie każdy, nie zawsze i nie wszędzie gnał na wroga z szablą?

Piłsudski prawie nic o sobie szczerze nie napisał, natomiast jego współpracownicy, dowódcy wojskowi, adiutanci, znajomi pisali o nim w swoich wspomnieniach, dziennikach, listach i tak dalej. Są to najczęściej pojedyncze wzmianki w rodzaju: „Przyjechał dziś Marszałek na przegląd dywizji, był blady, wychudzony, posępny”. Zbierałem te kawałeczki, układałem chronologicznie i w ten sposób konstruowałem ten fragment opowieści. Natomiast co do ułana, to jego losy może nie były bojowo porywające, ale były chorobowo porywające – i o to mi głównie chodziło. Każdy z bohaterów miał zapewniać odmienną perspektywę i umożliwiać odkrywanie odmiennych fragmentów ówczesnej rzeczywistości. Ułan patrzy więc na wojnę z perspektywy człowieka chorującego, przechodzącego gehennę chorobową, wreszcie ciężko rannego. A to jest, jak uważam, ważna perspektywa, bo ówczesne polskie społeczeństwo – i co za tym idzie wojsko – były bardzo schorowane. Obfite żniwo zbierały grypa hiszpanka, dur brzuszny, tyfus; do tego dochodziła masa rannych na wojnie, przez osłabienie tym podatniejszych na choroby.

Uważa Pan więc, że Piłsudski świadomie zostawił po sobie zapiski mitologizujące go, czy chce Pan powiedzieć, że to, co jest zawarte choćby w Roku 1920 nie pokazuje tego, jak myślał i co myślał? Perspektywa chorobowa jest niezwykle ciekawa, ciągle czekałem na jakieś starcia z udziałem Karłowskiego, ale doczekałem się krótkiej strzelaniny i paskudnej śmierci. Dużo pisze też Pan o tym, jak polscy żołnierze kradli, chędożyli i upijali się. Zwłaszcza celuje w tym Maciejewski, momentami wydaje się, że o niczym innym nie myśli. Nie bał się Pan, że ktoś wyleje na Pana pomyje i rzuci oskarżenia o niepatriotyczne treści?

Nie, chodziło mi o to, że Rok 1920 to jest ciężkawa analiza militarno-strategiczna i mało jest tam informacji, które mogły posłużyć do rekonstrukcji przeżyć Piłsudskiego-zwykłego człowieka. Generalnie Piłsudski to był zwierz polityczny, głowę zaprzątała mu kwestia najpierw odzyskania niepodległości, potem tworzenia państwa i walki o władzę. Jeśli chwytał za pióro, to głównie o tym pisał, a nie o swoim życiu osobistym. Co do mitologizacji, to oczywiście jest to postać zmitologizowana już za życia. Ciężko mi natomiast powiedzieć, w jakim stopniu Rok 1920 służył temu celowi, musiałbym to jeszcze raz przeczytać pod tym kątem.

Jeśli chodzi o bohaterów żołnierzy, to nie do końca się z Panem zgodzę, bo ułan bierze jednak na początku udział w walkach i raz nawet dokonuje akcji w westernowym stylu. Potem uczestniczy też w potyczce pod Druskiennikami, jednej z najbardziej spektakularnych w tej wojnie. Z kolei życie żołnierskie przedstawione w Szablach… rzeczywiście nijak nie wpisuje się w lukrowaną wersję historii Polski. Nie jestem aż tak strachliwy, żeby bać się jakichś ataków z tego powodu. Tak wyglądało wówczas życie mundurowych, co potwierdzają pamiętniki, listy, raporty wojskowe, skargi ludności i tak dalej. Sierżant Maciejewski opisywał wybryki kryminalne i seksualne wyjątkowo szczerze. W innych wspomnieniach autorzy  o wiele mocniej się samo-cenzurowali, ale jak się je czyta, to i tak wiele rzeczy wychodzi na wierzch. Autor pisze na przykład coś w rodzaju: i nasi weszli do tej wioski, ale co tam wyprawiali, to już pominę, bo to wstyd dla naszej armii. Albo: tych trzech jeńców, cośmy wzięli, to od razu… no, wiadomo…

Ma Pan rację, polscy żołnierze bardzo się cenzurowali. Na przykład w „Zarysach historji wojennej pułków polskich”, wydawnictwie z lat 1928-1931 ich autorzy bardzo oględnie opisywali czy to odwroty, czy to załamania. Cytuję tu z pamięci: „pułk zmuszony opuścić pozycje cofał się przez miejscowości A, B i C, po czym dotarł…”, gdzie A i C mogło dzielić nawet 50-80 kilometrów. Przez to niewiele wiadomo o samych zbrodniach wojennych. Cieszę się, że pisał Pan o tym bez ogródek. Na koniec jeszcze jedno pytanie – czy wie Pan, co robiono z ciałami poległych bolszewików? Ja słyszałem, że je palono, ale nie mam na to żadnego potwierdzenia. Może Pan znalazł coś ciekawego w tym temacie?

Najczęściej pojawiają się informacje o zbiorowych pochówkach. Wykopywano wielki dół i tam zrzucano ciała. Tak chowano też jeńców sowieckich, którzy umierali w polskich obozach jenieckich, najczęściej na choroby zakaźne. Nigdzie nie natknąłem się na praktykę palenia zwłok w wojnie 1920 roku, natomiast wykluczyć tego nie mogę. W czasie I wojny światowej wojska rosyjskie praktykowały czasem palenie ciał zabitych, gdy było bardzo mroźnie i ciężko było wykopać duży rów w zmarzniętej ziemi. Może potem stosowano to czasem i na froncie sowiecko-polskim w latach 1919-1920? Tego nie wiem.

To ciekawe, acz nie spotkałem się jeszcze w swoich poszukiwaniach z masowym grobem bolszewików. Będzie trzeba jeszcze ten temat poruszyć. Tymczasem serdecznie dziękuję za interesującą rozmowę. Życzę w imieniu swoim i redakcji GoodBuk.pl dalszej owocnej pracy literackiej. Ma już Pan pomysł na następną książkę?

Pomysłów to ja mam nawet kilka, ale nie sądzę, żebym je realizował. Mało znanemu autorowi trudno wyżyć z pisania. Zresztą i tak wydawnictwo raczej nie będzie zainteresowane podpisaniem następnej umowy. Z powodu epidemii rynek książki się załamał i myślę, że teraz firmy będą prowadzić bardzo ostrożną politykę wydawniczą. Również dziękuję za rozmowę.

Redakcja: Anna Kurek
Korekta: Sylwia Kłoda

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *