Sekundy mijają powoli, wskazówki na zegarze przesuwają się. Przestrzeń kusi nas bezkresem, a czas nie ogranicza się do przeszłości, przyszłości czy teraźniejszości. Minuty mogą być nieskończenie długie, a dekada może przemknąć przed oczami. Jesteśmy w świecie Sebalda, płyniemy razem z nurtem jego myśli.

Poza czasem

Powiem Wam szczerze, że po lekturze tej pozycji nie czuję się w pełni uprawniona do jej zrecenzowania, bo jest to „książka niejednej lektury” (s. 327), jak zauważa Wojciech Nowicki. Po dojściu do ostatniej strony czuję, że mogę zacząć czytać od początku, jeszcze raz dać się porwać magii długich, rozciągających się leniwie po stronach zdań, które rozwijają się w jakąś nieskończoność myśli wyłaniających się płynnie jedna po drugiej. Już po kilku stronach mija poczucie obcości i dziwności, wchodzimy w coś na kształt transu i trudno się z niego wyrwać. Słowa nawet nie zapraszają, one wciągają, tworząc niezwykłe, zachwycające konstrukcje. Po kilkudziesięciu stronach nie ma już odwrotu ani oczekiwań, nie ma jasnej struktury i żadnej przewidywalności.

Niezwykłym darem autora jest umiejętność opowiadania szczegółów, rozkładania rzeczywistości na detale, które zyskują głębię i kuszą, by przyjrzeć się im bliżej. Opisywane w ten sposób budynki odkrywają swoją przeszłość, a my zanurzamy się w nią, tracąc poczucie granic między tym, co teraz, a tym, co kiedyś, bo kategoria czasu zyskuje zupełnie inne oblicze:

Jeżeli Newton naprawdę sądził, że czas jest strumieniem jak Tamiza, to gdzie w takim razie jest źródło czasu i do jakiego morza w końcu czas uchodzi? Każdy strumień, jak wiemy, siłą rzeczy jest z obu stron ograniczony. Gdzie w takim razie są brzegi czasu? […] W jaki sposób różnią się rzeczy zanurzone w czasie od tych, których czas nigdy nie tknie? Co to znaczy, że ten sam okrąg wskazuje godziny światła i ciemności? Dlaczego w jednym miejscu czas stoi w wiecznym bezruchu, a w innym mija i pędzi wyprzódki? Czy nie powiedziałoby się  – mówił Austerlitz – że w ciągu wieków i stuleci czas nie dotrzymywał sobie tempa? W końcu dopiero od niedawna rozciągnął się na cały świat (s. 112-113).

 

Od pamięci wolę niepamięć

Austerlitz, główny bohater, ucieka. Nie do końca wie przed czym, ale jego emocje są intensywne i mobilizują ciało, ostrzegają umysł: „wszędzie wokół mnie czają się tajemnice i znaki; że, jak mi się zdaje, nawet nieme fasady domów wiedzą o mnie coś niedobrego, i że zawsze uważałem, iż muszę być samotny […]” (s. 237). Chroni się długo przed ryzykownymi wiadomościami, woli „udawać ślepego i głuchego i o całej sprawie szybko zapominać, jak się zapomina o drobnych przykrościach. Ta autocenzura mego myślenia, nieustanne opędzanie się od wspomnień […]” (s. 156). Kim jest główny bohater? Dzieckiem walijskich protestantów? A może to nie są jego prawdziwi rodzice? Austerlitz jest opowieścią o szukaniu siebie, o stawaniu się sobą, gdy niby już wiemy, kim jesteśmy, a musimy zbudować się na nowo. Fundamenty okazują się bowiem złudne, więc wszystko, co zostało na nich wzniesione, zaczyna się chwiać. Fotografia w rękach, czarno-biały zapis przeszłości, chwila, główny bohater patrzy i rozpoznaje siebie, ale nie rozpoznaje tamtej chwili, obrazu i tła, więc studiuje je godzinami, by oswoić i przywołać tamten moment. To wyzwanie, które strach podjąć, kusi i przeraża jednocześnie.

To opowieść o procesie naruszającym osobowość, zaczynającym ją przenikać, zabierać znane kawałki i dokładać obce, a jednocześnie bliskie. Trzeba uważać, aby nie rozpaść się za bardzo, bo powrót może okazać się niemożliwy. Czy uda się to Austerlitzowi? A może jednak przepadnie, zatracając się w czasie rozwieszonym między przeszłością a teraźniejszością? Zostanie pomiędzy, wciskając się w szczelinę, przekroczy niewidoczną, falującą łagodnie granicę? Czy „godziny […] przeszłości, wszystkie […] zawsze tłumione, wygaszane lęki i pragnienia” (s. 152) przykryją go wysoką, granatową falą z białą grzywą smutku i cierpienia?

Zagłada  – przerażające tło

Napięcie narasta, czujemy, że atmosfera robi się gęsta i coraz trudniej uciec od mroku. Sebald porusza wielkie tematy. „What was it that so darkened our world?” (s. 78) Pojawia się naród, który „odrodził się w tej perwersyjnej postaci, a potem wyłonił z siebie symbole tego wewnętrznego porywu, nazistowskich dygnitarzy […]” (s. 186). Autor, opisując III Rzeszę, uważnie dobiera słowa, łączy je w niebanalne zestawy. Naziści prężą się, demonstrują swoją siłę, chęć walki i pewność zwycięstwa. Sebald drobiazgowo oddaje nastrój wielkich zjazdów, pokazuje rozmach i skalę III Rzeszy, by za chwilę zabrać nas do Muzeum Getta w Terezinie, gdzie jego bohater stoi kompletnie przytłoczony, zalany emocjami, studiuje literę za literą, próbując je złożyć w opisy, które są zbyt trudne i straszne, by móc je czytać zdaniami. Czuje się zagubiony, niemoc i bezwład ogarniają ciało. Fotografie, przedmioty, gabloty, plac i cisza… W tej martwej ciszy słychać tylko szum emocji tlących się w środku.

Austerlitz chciałby zakończyć podróż u schyłku XIX wieku i nie iść dalej, w tę otchłań, czerń rozświetloną żywym ogniem, słuchać przeraźliwych dźwięków zwiastujących to, co za chwilę się wydarzy. Obrazy maszerujących kolumn, które idą w „coraz bardziej zwartym szeregu […] w tym samym kierunku, jak gdyby posłuszni wyższemu wyzwaniu, po długich latach na pustyni, zmierzali wreszcie prosto do Ziemi Obiecanej” (s. 188).

Niekończąca się podróż

Dopiero zaczynam swoją przygodę z Sebaldem, dopiero wsiadam do Austerlitz i, jadąc, próbuję Wam pokazać kawałek tego świata. Wciąż towarzyszy mi jednak poczucie, że wiem za mało, że moje słowa są nieudolne i próbują Wam pokazać coś, co trudno w nie uchwycić, bo wymykają się i rozlewają w przestrzeni. Mam ochotę wracać do tej książki, czytać kilka stron dziennie, by ogarnąć wielkość tych zdań, myśli zamkniętych w długie, wijące się ciągi słów. Ten świat uwodzi, pochłania i nie chce wypuścić po dojściu do ostatniej strony, mówiąc szeptem: „to dopiero początek”. Książka jest bogato ilustrowana czarno-białymi fotografiami przedstawiającymi obrazy, szkielety, przedmioty codziennego użytku, sklepienia, dworce, zwierzęta, budynki, ludzi. Idealnie komponują się z tekstem, który wyjaśnia ich pojawienie się w danym miejscu. Historie prowadzone są raz przez narratora, raz przez głównego bohatera, a my pozostajemy w niepewności – czy pierwszy jest drugim, czy drugi pierwszym?

Jestem pod ogromnym wrażeniem tłumaczenia Małgorzaty Łukasiewicz. Przełożenie Sebalda jest wyzwaniem, któremu nie łatwo sprostać. Autor płynie, zalewa nas deszczem słów, które tańczą, wirują i tworzą absolutnie wyjątkowe zestawienia. Jak można to przełożyć na inny język, w którym rządzą inne prawa? Nie wiem, po prostu podziwiam i chylę czoła. Jedynym minusem jest klejenie książki. Po dojściu do ostatniej strony i kilkukrotnym przeglądaniu widzę, że strona tytułowa się rozkleiła, podobnie jak ostatnia. To nie jest jednorazowa pozycja, więc tym bardziej warto zwrócić uwagę na jakość wydania tak, aby można było długo się nim cieszyć. Mam nadzieję, że mój egzemplarz nie będzie się dalej rozwarstwiał 🙂

Ta książka wymaga od czytelnika totalnej kapitulacji i gotowości na zanurzenie się w mieniący się historią i głębią szczegółów świat. To sprawia, że to nie jest lektura dla każdego. Jednak gorąco zachęcam Was do uchylenia tych drzwi i sprawdzenia, czy odnajdziecie się w takiej estetyce, zestawieniach słów, długich zdaniach, głębokich wywodach, wielości refleksji i wątków. Ja wiem, że będę wracać, niespiesznie odkrywając je wciąż na nowo. Ciągle towarzyszy mi uczucie, że jeszcze wiele przede mną, że zatrzymam się przy nowych konstrukcjach słownych, które przy pierwszym czytaniu umknęły. Na pewno sięgnę też po Pierścienie Saturna, do których lektury zachęca Ania na GoodBuk 🙂 Jej recenzja jest dla mnie dodatkową motywacją by wrócić do tego świata i wygodnie się w nim rozsiąść. Panie Sebald, spotkamy się jeszcze nie raz 🙂

Redakcja: Anna Kurek
Korekta: Sylwia Kłoda
  • TYTUŁ - Austerlitz
  • TYTUŁ ORYGINALNY - Austerlitz
  • AUTOR - W.G. Sebald
  • TŁUMACZ - Małgorzata Łukasiewicz
  • WYDAWCA - Wydawnictwo Ossolineum
  • ROK WYDANIA - 2020
  • LICZBA STRON - 344

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *