Książka wydawnictwa Arkady nie jest lekka. Treść nie zapowiadała się lżej, ale czy ktoś czyta cały podręcznik w nieprzerwanym ciągu? Chyba tylko przed egzaminem. Na szczęście nie muszę zakładać garnituru i nerwowo zerkać, czy mam indeks w kieszeni, oddając Wam, drodzy GoodBukowicze, recenzję do przeczytania.

Rozdział I. Jaki podręcznik jest, każdy widzi


Szybkie przekartkowanie książki potwierdziło moje pierwsze wrażenie – mam do czynienia z podręcznikiem do historii fotografii. Po lekturze doszedłem do wniosku, że prowadząc zajęcia z takiego przedmiotu, umieściłbym tę pozycję w spisie lektur obowiązkowych. Na prawie sześciuset stronach omówiono sto osiemdziesiąt lat dziejów fotografii. Precyzując, autorzy skupili się na fotografii jako dziedzinie sztuki i jej stronie użytkowej. Stronią od technikaliów, matematycznych wzorów, zasad fizyki i chemii. To nie jest tak, że książka jest całkowicie wyprana z tych informacji, bo w pierwszych dwóch rozdziałach, które omawiają dynamiczny rozwój fotografii jako medium, znalazło się bardzo dużo o nowych technikach związanych z uczulaniem na światło różnych materiałów i wywoływaniem ich. W kolejnych częściach jednak jest ich coraz mniej i mniej, aż całkowicie zanikają. To przecież nie podręcznik robienia zdjęć.

Ramy chronologiczne to lata 1826-2003, czyli od zdjęcia zrobionego z okna Josepha Niepcego do Za mną Wanga Quingsonga. O ile pierwsza data jest dla mnie zrozumiała, to druga nie do końca. Mam wrażenie, że redaktorka książki, Juliet Hacking, postanowiła odrzucić fotografię cyfrową, co nie przeszkodziło jej umieścić kilku zdjęć, których twórcy bawili się cyfrową obróbką. W jakimś stopniu wytłumaczeniem jest rok 2012, czyli data pierwszego angielskiego wydania. Biorąc to pod uwagę, trochę łatwiej jest zaakceptować datę zamykającą treść Historii fotografii, ponieważ zebranie materiałów, napisanie i złożenie książki zajęło kilka lat.

 

Rozdział II. Spis treści

Zerknąłem na spis treści i odkryłem, że książkę podzielono na pięć dużych rozdziałów, które dzielą między siebie wspomniane sto osiemdziesiąt lat historii fotografii. Skrzywiłem się odruchowo. W końcu to oznacza łykanie dużych dawek treści bez wyraźnych miejsc, w których można spokojnie przerwać czytanie na dzień czy dwa. Jednak już pierwszy rozdział rozwiał moje negatywne myśli.

Rozdziały złożone są z podrozdziałów, w których przedstawiono różne nurty fotografii, jakie pojawiły się bądź rozwinęły w konkretnym przedziale czasowym. I tu uderzył mnie szeroki wachlarz ścieżek, którymi kroczą fotografowie od prawie dwóch wieków. Łatwo można prześledzić na przykład rozwój fotografii portretowej, mody czy fotografii wojennej na przestrzeni tego czasu. Spis treści rozdziału to mini oś czasu z zaznaczonymi na niej podrozdziałami.

Podrozdziały składają się z dwóch części. Pierwsza to kilka stron poświęconych omówieniu charakterystyki, głównych przedstawicieli i ważniejszych prac w obrębie nurtu fotograficznego. U dołu strony znajduje się oś czasu z ważnymi wydarzeniami, a wokół tekstu rozmieszczone są miniatury zdjęć. Opisy do nich można znaleźć w innym miejscu z legendą, czyli miniaturą układu strony, gdzie prostokąciki z numerami odnoszą się do konkretnych zdjęć. Opis zawiera tytuł fotografii, autora, rok i technikę wykonania. Druga część podrozdziału to jedna albo dwie prace, niekoniecznie wymienione w pierwszej części. Omówienie zdjęcia zajmuje dwie-trzy strony. Poza podstawowymi informacjami całość wzbogacona jest o kilka akapitów dotyczących zdjęcia, autora, jego stylu i twórczości. Jest też krótka biografia autora z najważniejszymi datami z jego życia. Cześć strony zajmuje ściąga, w której powiększone są wycinki omawianej fotografii z dołączonymi opisami zwracającymi uwagę na ważne bądź ciekawe elementy.

Rozdział III. Treść

Bogactwo kierunków fotograficznych podnosi wartość tej książki dla adeptów sztuki. Jest rewelacyjnym kompendium, które może zainspirować do dalszych poszukiwań i inspiracji do stworzenia czegoś nowego (chociaż ponoć w sztuce wszystko już było, teraz trwa odgrzewanie kotletów). Chciałbym też zwrócić uwagę na pewien brak konsekwencji w dobieraniu tematów. Choćby reportaż wojenny: zaczyna się od Fentona i wojny krymskiej, a potem przeskakuje do II wojny światowej, by w zasadzie pojawić się na koniec w związku z II wojną w Zatoce Perskiej, ale wstrząsającej wojny domowej w Jugosławii brakuje. Co prawda wspomina się o ogromnej fotograficznej pracy włożonej w wojnę w Wietnamie, ale I wojna światowa w zasadzie nie pojawia się w opracowaniu i to nawet w opisie podrozdziałów. Jest sporo o performersach, są kolaże i zabawy fotografią, o obróbce cyfrowej zdjęć też coś jest, nawet znalazło się miejsce na fotografię reklamową, ale nie ma nic o jej roli w propagandzie (zdjęcia wojenne to nawet nie jest otarcie się o temat). 

Mogę również krytycznie spojrzeć na opisy ważniejszych elementów omawianych fotografii, tych powiększanych obok. Nie raz miałem wrażenie, że piszący na siłę próbuje mnie przekonać: „tak właśnie jest i cokolwiek innego widzisz, to niekoniecznie tam jest”. Im bliżej współczesności, tym poziom narzucania interpretacji jest większy. W przypadku początków fotografii ma to swoją rację bytu, bo w końcu społeczeństwo i świat zmieniły się w ogromnym stopniu. Wystarczy zerknąć do fotografii Sandera, który przedstawiał różne zawody swoich czasów, dzisiaj wiele z nich zniknęło lub zanika. Ale obecnie takie zagrania nie przejdą.

Odchodząc od subiektywnych problemów odbioru książki, wrócę do bardziej konkretnych zagadnień. Wydana w grudniu 2020 roku Historia fotografii jest wydaniem drugim tej książki, poprawionym (pierwsze wyszło w 2014), ale nie wszystkie chochliki drukarskie zostały usunięte. Widać to szczególnie w datach, gdzie przekręcone są cyfry. Jak mniemam, wersja poprawiona odnosi się właśnie do takich elementów, ponieważ nie sprawdzono, czy osoby uznawane za żyjące w 2012 (czy 2014) jeszcze żyją. Czytając, skojarzyłem jednak tylko dwie osoby, które odeszły we wrześniu 2019 roku: Petera Lindbergha i Roberta Franka.

Rozdział IV. Zakończenie

Gdy przewróciłem stronę po zapoznaniu się z ostatnią w książce pracą, tą Wanga Quingsonga, o której pisałem na początku, nie znalazłem zakończenia. Nic. Doceniam zamieszczenie słowniczka terminów, przypisów, obszernego indeksu, ale brak paru słów na koniec okazał się dla mnie nienaturalny. 

In genere to kawał porządnej pracy, mimo niedomagań, które mi przeszkadzają (część to kwestia subiektywna). To także świetny punkt wyjścia, jeśli ktoś szuka kompendium wiedzy o historii fotografii i jakiejś inspiracji. Dobrej jakości zdjęcia oraz szeroki wybór prac i autorów podnoszą wartość tej pracy i dają możliwość dalszego poszerzania wiedzy.    

Redakcja: Grzegorz Antoszek
Korekta: Anna Kurek
  • TYTUŁ - Historia fotografii
  • TYTUŁ ORYGINALNY - Photography: The Whole Story
  • AUTOR - Juliet Hacking (red.)
  • TŁUMACZ - Maria Tuszko
  • WYDAWCA - Wydawnictwo Arkady
  • ROK WYDANIA - 2020
  • LICZBA STRON - 576

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *