Wojna skończyła się dziewięć lat temu. Stalin nie żyje. Warszawa powstaje, podnosi się, rozgląda uważnie i czujnie. Wydobywa się z gruzów, otrzepuje kurz i nieśmiało spogląda w przyszłość. Czuje niepokój, w środku tli się niepewność i lęk, ale jednocześnie pojawia się ogromna chęć życia, apetyt na to, co jeszcze przed nią.

Sylwia Chutnik o Warszawie

To nie jest lekki przewodnik po Warszawie lat 50. To nie opowieść ani kryminał. Podstawą tej książki jest dysertacja doktorska autorki obroniona w Instytucie Kultury Polskiej na Uniwersytecie Warszawskim ponad dwa lata temu. Wow, po pierwsze wielkie gratulacje, po drugie cieszę się, że Miasto zgruzowstałe. Codzienność Warszawy w latach 1954-1955 ukazało się nakładem Wydawnictwa Ossolineum, dzięki czemu trzymam teraz tę książkę w ręku.

Pochłonęłam ją w dwa dni, a jak się pewnie domyślacie, jest to pozycja napisana językiem naukowym z ogromną liczbą (jakże ciekawych i pogłębiających wiedzę) przypisów, z poważną podstawą źródłową. Dla mnie to niezwykła podróż – jestem pod wrażeniem wiedzy Sylwii Chutnik, wielości wątków, których dotyka, i ogromnie cenię jej kobiece spojrzenie na Warszawę. Cieszę się, że ta narracja jest prowadzona właśnie przez nią, bo wnosi do hisstory zupełną nowość, widzi więcej i dotyka obszarów dotąd nietkniętych przez innych badaczy.

We wstępie autorka wyjaśnia, że próbuje „w tej książce uchwycić i opisać specyfikę pierwszej połowy lat pięćdziesiątych: moment oddawania do użytku osiedli i socrealistycznych budynków już po apogeum obowiązywania tej doktryny i u progu politycznych przemian” (s. 9). Są więc wielkie budowle, ale i zwykłe osiedla, wielkie plany, ale i bary mleczne oraz bazary, na których słychać zwykłych ludzi i czuć zapach miasta. Jesteście gotowi na tę niezwykłą podróż do Warszawy, której już nie ma? Ta dzisiejsza jest przecież zupełnie inna, tak odległa od tej opisywanej przez Sylwię Chutnik.

 

Ponowne narodziny – Warszawo, wstań!

Mimo że książka skupia się na wąskim przedziale czasowym obejmującym lata 1954-1955, to jednak sięga trochę dalej. Mówiąc o Warszawie tego okresu, nie sposób nie cofać się do II wojny światowej i tego, co pozostawia po swoim zakończeniu. Skala zniszczenia Warszawy jest ogromna i mimo że można dyskutować co do dokładnych procentów w zależności od tego, co będzie się wliczać w tak zwaną tkankę miejską, to „najczęściej przywołuje się następujący bilans strat: 84% całościowych zniszczeń lewobrzeżnej części stolicy, w tym podział szczegółowy na izby mieszkalne (72%), drzewostan w parkach (60%) czy budynki zabytkowe (90%).” (s. 29). „Unicestwione miasto” jak to mawiał Leopold Tyrmand, na którego wielokrotnie autorka powołuje się w tej książce. Chutnik opowiada więc trochę o Biurze Odbudowy Stolicy i o pierwszych decyzjach, które w nim zapadają. Potrzeby są ogromne, a możliwości realizacji ograniczone. To czas wykorzystywania tego, co pozostało, czyli między innymi „ruin jako budulca, czyli źródła gruzobetonu (zmielone cegły i cement)” (s. 45).

Autorka ciekawie opowiada o powstawaniu Marszałkowskiej Dzielnicy Mieszkaniowej (MDM), Pałacu Kultury i Nauki oraz Muranowa. Nie wiem, czy wiecie, ale Pałac Kultury i Nauki pod pewnymi względami wciąż mocno trzyma polski „rekord architektoniczny” (s. 76). Ten budynek do dziś wzbudza wiele emocji, ale, chcąc nie chcąc, dla wielu jest symbolem Warszawy. Pamiętam, że gdy byłam małą dziewczynką, nieraz jeździliśmy pokazywać dalszej rodzinie właśnie Pałac Kultury i Nauki. Spełnialiśmy przy tym życzenia naszych gości, którzy chcieli wjechać windą i oglądać Warszawę z wysoka, jednocześnie zachwycając się, jak małe są samochody z tej perspektywy. Dla wszystkich dzieci w rodzinie Pałac Kultury i Nauki był gwoździem programu. Co tu dużo mówić, na niewielkich wzrostem młodych ludziach robił ogromne wrażenie 🙂

Każdego czytelnika zatrzyma tu pewnie coś innego, mnie akurat Muranów: „miejsce przedwojennej dzielnicy żydowskiej, a potem getta z czasów drugiej wojny światowej, pełne wspomnień o ludziach, o architekturze, o niesłychanie intensywnym życiu miejskim. To trochę tak, jakby ktoś wymazał gumką całą przeszłość i namalował grubym markerem coś nowego. Nieporadnie, z pośpiechem, ale tak, aby przypadkiem nic «starego» nie prześwitywało” (s. 88). Mnie zastanawia i wciąż dziwi, że na ulicach miasta, w którym się urodziłam, za mało widzę akcentów przypominających, że przed II wojną światową Żydzi stanowili więcej jak jedną trzecią jego mieszkańców (ponad trzysta osiemdziesiąt tysięcy istnień ludzkich)…

„Warszawa w wydaniu zmysłowym”

To tytuł drugiego rozdziału, w którym będzie o smakach, zapachach, ale i cielesnych przyjemnościach. Autorka przytacza tu wiele ciekawostek i zabawnych historii. Nie wiem, czy wiecie, ale na planach Warszawy z 1950 i 1955 roku nie ma na przykład torów kolejowych. Jeden z oburzonych użytkowników takiej mapy wysłał nawet list do Państwowego Wydawnictwa Kartograficznego, skarżąc się, że wprowadzone zmiany sugerują, iż Warszawa cofnęła się w czasie, bo nie posiada ani kolei, ani mostów, ani lotniska 😉

Jeśli mowa o zmysłowej Warszawie, to oczywiście musi być Praga, a jak Praga ,to miśki no i Bazar Różyckiego. Tam kwitnie handel, wymiana, toczą się intensywne negocjacje dotyczące ceny towaru. To miejsce nieraz gościło na stronach dzieł Tyrmanda, który potrafił uchwycić „iskrzenie i gwar, ale i humor oraz pewnego rodzaju wolność komunikacji” (s. 126) charakterystyczną dla Bazaru Różyckiego.

W tym rozdziale Chutnik dotyka prozaicznych, ale jakże ciekawych tematów, jak: wywózka śmieci, słabo działająca wentylacja czy szeroko rozumiana gastronomia od podrzędnych lokali po słynne kawiarnie, w których można spotkać ludzi kultury i sztuki. Jest też o dźwiękach i trudnym do zniesienia hałasie. Każdy, kto mieszka dziś w Warszawie, jest niezwykle poirytowany rosnącymi wciąż osiedlami, bo sąsiedztwo wznoszącego się kolosa, to nic przyjemnego. Ciągły hałas, unoszący się pył i brud. To wyobraźcie sobie, jak to musiało wyglądać w latach 50., gdy nie wznoszono jednego osiedla a całe dzielnice?

Kobiety PRL – wyzwolone czy zniewolone?

Książka napisana przez Sylwię Chutnik nie może pominąć sytuacji kobiet w Warszawie lat 50. Rozdział trzeci jest więc w całości poświęcony paniom, ich prawom, zmieniającej się sytuacji oraz coraz większej aktywizacji zawodowej. Będzie zatem o macierzyństwie, godzeniu ról matki, żony i kobiety pracującej, dostępie do żłobków i przedszkoli, zarobkach, ale i antykoncepcji, życiu seksualnym oraz kanonach ówczesnego piękna. Wkroczenie kobiet na rynek pracy na szeroką skalę, wykonywanie zawodów zarezerwowanych do tej pory tylko dla mężczyzn otwiera przed nimi wiele nowych możliwości. Czy społeczeństwo lat 50. z entuzjazmem przyjmuje zachodzące zmiany? Jak się pewnie domyślacie, z tym bywa różnie, ale szczegółów nie będę Wam zdradzać – tym samym gorąco zachęcam do sięgnięcia po tę pozycję.

Ponadto otrzymacie pełną ciekawostek opowieść o odradzającej się Warszawie. Dla mnie, jako dla mieszkanki tego miasta, jest to niezwykle interesująca i pouczająca lektura. Mimo że mieszkałam w różnych dzielnicach, po prawo- i lewobrzeżnej części Warszawy, brałam udział w wielu spacerach organizowanych przez różne podmioty, to Sylwia Chutnik wielokrotnie mnie zaskakuje i wzbogaca moją wiedzę. Lektura jej książki sprawia, że inaczej będę chodzić po tym mieście, z większą świadomością stawiać kolejne kroki, zwracając uwagę na szczegóły, które w codziennym biegu tak często umykają.

Inspirująca lektura

Zmierzając już powoli do końca, muszę wspomnieć o bogatej podstawie źródłowej i fantastycznych zdjęciach, które urozmaicają publikację. Autorka, tworząc swoje dzieło, sięga do rozmaitych tekstów literackich, między innymi takich, jak: dzienniki Marii Dąbrowskiej, Zofii Nałkowskiej, Anny Kowalskiej, powieści Kazimierza Koźniewskiego, opowiadania Marka Hłaski, ale i bogatego dorobku Leopolda Tyrmanda. Nazwisko tego ostatniego pada tu wyjątkowo często, a Chutnik z chęcią cytuje różne jego teksty. Muszę się przyznać, że ja już zakupiłam Tyrmand warszawski, jego zbiór felietonów, do którego lektury za chwilę się zabieram 🙂 Często sięga też po prasę i filmy pochodzące z tego okresu. Źródła naprawdę robią wrażenie, wow.

A jeśli chodzi o samo wydanie, to po przeczytaniu i wielokrotnym kartkowaniu książka pomimo klejenia jest w znakomitym stanie. Przypisy znajdują się na dole każdej strony, co niezwykle ułatwia sprawę osobom, które je czytają. Zdjęcia są niebanalne i na długo zatrzymują wzrok, a są wśród nich prawdziwe perełki.

W najbliższym czasie pozostanę w klimatach warszawskich i PRL-owskich, bo jak to po dobrej lekturze, człowiek zostaje z garścią inspiracji i nowymi pozycjami do przeczytania, które dodaje na swoją coraz dłuższą listę (swoją drogą, jak to się dzieje, że im więcej czytamy, tym więcej mamy do przeczytania 😉 ).  Ja się zastanawiam nad kilkuletnim urlopem, by to jakoś ogarnąć, a Wy?

Redakcja: Sylwia Kłoda
Korekta: Anna Kurek
  • TYTUŁ - Miasto zgruzowostałe. Codzienność Warszawy w latach 1954-1955
  • AUTOR - Sylwia Chutnik
  • WYDAWCA - Wydawnictwo Ossolineum
  • ROK WYDANIA - 2020
  • LICZBA STRON - 280

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *