Kategorie
Biografie Recenzje

„Maria Czubaszek. W coś trzeba nie wierzyć” – V. Ozminkowski

Czytanie książki Maria Czubaszek. W coś trzeba nie wierzyć Violetty Ozminkowski jest niczym dryfowanie po morzu, które co i rusz zmienia swój charakter. Najpierw delikatnie faluje, by za chwilę się wzburzyć, a zaraz potem pogrążyć w niepokojącym wirze. To opowieść o intrygującej kobiecie, której życie było bogate w często skrajne doświadczenia. Ale to też po części historia każdego z nas.

Niejedno oblicze Marii

Istnieją osoby, których nazwiska są nam znane. Tak po prostu. Nie zawsze potrafimy dokładnie określić, czym dana postać się zajmuje, niewiele o niej wiemy, jesteśmy w stanie połączyć z nią jedynie luźne skojarzenia. Te często nie są do końca trafne. Jedną z takich osób zdaje się być Maria Czubaszek. Była kobietą charakterystyczną właściwie w każdym tego słowa znaczeniu. Obok jej nazwiska pojawiały się określenia, które czyniły z niej osobę kontrowersyjną i lubiącą zaskakiwać. Książka autorstwa Violetty Ozminkowski odkrywa przed czytelnikami zupełnie inny obraz Marii Czubaszek.

Można mieć wrażenie, że była jak kolorowe czasopismo. Z wierzchu szokowała czytelników, choć nie zawsze zamierzenie, krzykliwym tytułem. Kusiła zgrabnie i trafnie skonstruowanymi pointami, w zanadrzu kryła niezliczoną liczbę anegdot. W rzeczywistości była jednak tajemniczym zbiorem fascynujących opowieści. Wraz ze zmianą świata przedstawionego, zmieniała się także główna bohaterka. Maria Czubaszek bywała więc kobietą krnąbrną. Potrafiła wbić szpilkę i bez obaw wyrazić swoje zdanie. Miała ogromny dystans – nie tylko do otaczającego ją świata, ale również – a może nawet przede wszystkim – do samej siebie. Zadziorność była jej częstą towarzyszką. Nie opuszczało jej także komiczne usposobienie, potrafiła wplątać dowcip w niemalże każde zdanie i wychodziło jej to niezwykle naturalnie. Była prawdziwą satyryczką. Jej osobowość wystarczała, by stworzyć hipnotyzujący spektakl.

Pół żartem, pół serio

Książka Violetty Ozminkowski pokazuje czytelnikowi kilka mniej oczywistych skrawków życiorysu Marii Czubaszek. Autorka pisze o niezależności, poczuciu humoru, ale też ogromnej wrażliwości i wydobywającym się zza rogów warszawskich ulic rozżaleniu polskiej dziennikarki. To opowieść o śmierci, tej, która prędzej czy później dopadnie nas wszystkich. Objawi się w niespodziewanym czasie. Ta pojawia się w biografii Marii Czubaszek wielokrotnie. Daje o sobie znać w różnych formach, przez co pozwala na poznanie szczególnego podejścia głównej bohaterki do tego, co nastanie po zakończeniu życia.

To także historia opowiadająca o szeroko pojętej miłości, ale również jej braku. To uczucie – podobnie jak śmierć – także pojawiało się w życiu Czubaszek pod przeróżnymi postaciami. Po dziesięciu latach małżeństwa z pierwszym mężem, Wiesławem, wiele się zmieniło, choć z jej strony uczucia nie było od samego początku. Myślała jednak, że miłość w końcu zakwitnie. Ta jednak nawet nie wykiełkowała. Aby doprowadzić do rozwodu, zastosowała dosyć specyficzną strategię. Postanowiła upozorować zdradę, włączając w swój plan jednego z kolegów:

– Mańka, a ty masz uczucia? Przecież to twój mąż, będzie mu, kurwa, co najmniej przykro, jak nas nakryje w łóżku! (…)

– On inaczej się ze mną nie rozwiedzie!

– Czemu chcesz się rozwieść?

– Bo on mi nie daje tego, czego chcę – Maria recytuje to jak wyklepaną na pamięć formułkę o polu trójkąta.

– Czego ci, kurwa, nie daje? Nie pije, nie bije, pieniądze przynosi do domu…

– Niby skąd mam wiedzieć, czego mi nie daje, jak mi nie daje? (s. 100).

Znalazła jednak miłość życia – słodko-gorzką, szczerą i bezpośrednią. Byli sobą, ze sobą i dla siebie. Oboje z nałogami, które wyniszczały ich zdrowie. Oboje z pasją, która determinowała ich rzeczywistość. Oboje skłonni do szaleńczych kłótni, które najczęściej kończyły się… nakręceniem zabawkowej małpki i salwami śmiechu. Wyjątkowa była z nich para.

Uśmiechnięte cierpienie

Życie Marii Czubaszek było niezwykle skomplikowane. Polska satyryczka przyznała, że dwukrotnie próbowała odebrać sobie życie. W wywiadach zdarzało jej się powiedzieć, że nie chce jej się żyć. Zmagała się z anoreksją. Popierała eutanazję, powtarzając, że jeśli życie stanie się nieznośne, to właśnie w niej pokłada swoje nadzieje. Uważała także, że jej geny nie są na tyle szlachetne, by warto było je przekazywać. Nie przepadała za dziećmi, a  kilka lat temu wyznała, że dwa razy dokonała aborcji. Rozpętała sporą burzę.

Violetta Ozminkowski stworzyła idealnie wyważoną biografię Marii Czubaszek. Nie poznajemy życia satyryczki ściśle określonymi etapami, otrzymujemy natomiast wachlarz opowieści, które składają się w momentami zabawną, momentami naprawdę wzruszającą całość. Słowna podróż przez rzeczywistość Marii okraszona jest licznymi zdjęciami, fragmentami jej tekstów oraz listami wymienianymi między nią a jej mężem, Wojciechem Karolakiem, a także – jak na Zająca i Zajęczkę przystało – szeregiem ilustracji nawiązujących do codzienności Czubaszek i Karolaka. Mamy więc okazję zagłębić się w nieraz naprawdę intymne rewiry życia Czubaszek. To z kolei pozwala spojrzeć na jej postać z przeróżnych perspektyw i każda z nich jest równie fascynująca. Przyglądamy się także obrazowi żałoby, która zamieszkała w każdym kącie życia Wojciecha Karolaka, mimochodem obserwując, jak radzi sobie z odejściem żony. Możemy być zatem gośćmi zacisznego świata zwykłej pary niezwykłych ludzi.

Redakcja: Grzegorz Antoszek
Korekta: Anna Kurek

  • TYTUŁ - Maria Czubaszek. W coś trzeba nie wierzyć
  • AUTOR - Violetta Ozminkowski
  • WYDAWCA - Prószyński i S-ka
  • ROK WYDANIA - 2021
  • LICZBA STRON - 240

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *