Wstajesz rano, jesz śniadanie, wychodzisz do pracy. Wsiadasz do środka komunikacji zbiorowej, z której korzystasz od wielu lat i nic nie może Cię zaskoczyć. Jest to rytuał – odprawiany codziennie, w ten sam sposób, którego scenariusz znamy na pamięć. Jednakże zdarzają się nam sytuacje niecodzienne, takie, których nie da się przewidzieć i taka wydarzyła się 20 marca 1995 roku w tokijskim metrze.

Codzienna rutyna

Haruki Murakami jest jednym z bardziej znanych w Europie japońskich pisarzy. Niemal dziesięć lat mieszkał w Starym i Nowym Świecie, by wrócić tuż przed wydarzeniami z tokijskiego metra. Jak sam przyznaje, nie bardzo rozumiał, czym żyła w tym czasie jego ojczyzna i z jakimi problemami zmagali się przeciętni Japończycy. Rozpylenie sarinu w metrze zrodziło w nim wiele pytań oraz wątpliwości i zmusiło do próby zrozumienia Japonii na nowo. Środkiem do osiągnięcia tego celu stały się rozmowy z uczestnikami wydarzeń i napisanie książki z ich relacjami.

Bohaterami Podziemia są zwykli ludzie, tacy jak Ty i ja. Wstający rano, jedzący śniadanie, wychodzący do pracy, myślący o przyszłości, zaprzątnięci codziennymi problemami, cieszący się życiem. Może z pewnymi wyjątkami, bo kto z nas wyobraża sobie stawiać się w pracy godzinę wcześniej, niż się ją zaczyna, bo jest to mile widziane przez pracodawcę? Tudzież czy ktoś codziennie tłukłby nadgodziny za darmo? Chociaż nadgodziny to nawet rozumiem, gdyż lubię zrobić, co moje i nie zostawiać nic na następny dzień. No ale nie codziennie i nie za darmo.

Ekspresowa podróż 

Kolejne strony książki podziałały na mnie zgodnie ze starą jak świat mechaniką wczuwania się w rolę bohaterów i pytania: co ja bym zrobił na ich miejscu? Z podziwem czytałem, ile osób dotarło do pracy, mimo że nie mogło ustać na nogach, stwierdzając, że ja sam bym nawet nie próbował. Tą myślą nadeptywałem na grabie rzeczywistości, które uderzając mnie w twarz, przypominały, że ze skręconą kostką nosiłem ciężary na znaczne odległości przez trzy dni, nim poszedłem do lekarza, albo przeziębiony przychodziłem do pracy („bo kto mnie zastąpi?”) i tak dalej. Także ten teges… Ad rem!

Forma przedstawiania historii jest nader interesująca, ponieważ losy bohaterów-narratorów zazębiają się. Relacje pracowników metra i poszkodowanych dają całościowy obraz sytuacji i różne spojrzenia na to samo wydarzenie. Losy zwykłych ludzi, splecione są ze sobą w tej niecodziennej, groźnej sytuacji, która odbiła się negatywnie na ich zdrowiu. Jednakże z każdym podrozdziałem – czyli historią pojedynczej osoby – kiełkowały we mnie wątpliwości i rodziły się pytania: kto to zrobił? Dlaczego? Jaki był cel? Co prawda pojawiła się w tekście nazwa Omu Shinrikyo, ale człowiekowi żyjącemu w kraju nad Wisłą niewiele to mówi. 

Druga strona

Oryginalne wydanie zawiera punkt widzenia jednej strony wydarzeń – ofiar. Haruki Murakami postanowił jednak później dotrzeć także do członków kultu Omu Shinrikyo, którzy po zamachu i medialnej nagonce doznali ostracyzmu społecznego. Zbiór wywiadów nosi nazwę Miejsce obiecane i ma inny charakter. W pierwszej części autor zostawia swoim rozmówcom swobodę prowadzenia narracji i prawie znika z treści, a w drugiej prowadzi zwykłe wywiady. Nie zabraknie pytań o sprecyzowanie pojęć, dyskusji filozoficznych czy osobistych refleksji interlokutorów odnośnie wydarzeń i osób.

Uważam, że takie połączenie dwóch stron wydarzeń działa zdecydowanie na plus książki. W ten sposób czytelnik zyskuje szersze tło i zbliża się może nie do zrozumienia, to za duże słowo, ale chociaż poznania specyfiki japońskiego społeczeństwa. To wszystko, co składa się na nią – indywidualne cechy charakteru i postawy Japończyków nie są nigdzie wyjaśniane w przypisach. Nie kryję, że czułem, że poruszam się po omacku. 

Pytania i odpowiedzi

Tym bardziej zagubiony czułem się pod koniec książki, ponieważ nigdzie nie znalazłem jasnej odpowiedzi na następujące pytanie: co chciał osiągnąć przywódca Omu Shinrikyo, podejmując decyzję o rozpyleniu trującego gazu w metrze w porannych godzinach tokijskiego szczytu? Na to pytanie nie odpowiadają nawet członkowie sekty, ponieważ znakomita większość z nich była spoza najwęższego kręgu decydentów. 

Pozostało mi trawienie problemów japońskiego społeczeństwa połowy lat 90., które zostały mocno zaakcentowane w obu częściach książki – z jednej strony pogoń za pieniądzem i zaniedbanie sfery prywatnej, by osiągnąć sukces, z drugiej próba wyrwania się tej szalonej pogoni za własnym ogonem. Co z tego wyniosłem? Odebrałem to jako memento mori, tak dla tych, którzy żonglując słowami, nakręcają nienawiść, chcąc zrealizować jakieś tam swoje cele, ale i dla mediów, które nie są wcale lepsze, kreując narrację dla własnych celów. Czwarta władza w całej tej sprawie miała swój niechlubny udział, rozdmuchując nienawiść nawet do szeregowych i niewinnych członków sekty.

Ujawnianie schematów działania i problemów społeczeństwa japońskiego było celem tej pozycji. Myślę, że Haruki Murakami osiągnął go. Dziwnym dla mnie było, że niektóre ofiary identyfikowały się z filozofią Omu Shinrikyo. Bardziej rozumiałem tych, którzy deklarowali krańcową nienawiść wobec sprawców tej tragedii, w której albo sami stracili zdrowie, albo musieli pożegnać bliskich. Zupełnie poza moim pojęciem było, że członkowie kultu potrafili podkreślać swoje oddanie dla sekty jeszcze po wydarzeniach tokijskich, choć nie zgadzali się z ideą ataków terrorystycznych, a także mimo izolacji od rodzin i wykorzystywania do granic możliwości. Byli członkowie Omu Shinrikyo opowiadają w książce o pracy za przysłowiową miskę ryżu i dach nad głową po kilkanaście godzin dziennie, siedem dni w tygodniu, oraz o problemach z powrotem do normalności – niemożnością znalezienia mieszkania, pracy czy ciągłymi groźbami.

Dwie połówki dają całość

Polskiemu czytelnikowi przyjdzie spędzić dodatkowo trochę czasu na doczytanie, co wydarzyło się w tokijskim metrze i ocenę skutków tego z dystansu dwudziestu sześciu lat (sama książka powstała zaledwie dwa lata po zamachu). Warto też przypomnieć, że ostateczne rozliczenie z trzynastoma sprawcami ataków nastąpiło niedawno, bo w lipcu 2018 roku, kiedy zostali oni powieszeni po wieloletnim oczekiwaniu w celach śmierci. Po Podziemie warto sięgnąć, by poznać i zrozumieć problemy, które trawiły i zapewne dalej trawią Japonię. Myślę, że niejedno stwierdzenie zawarte na kartach książki ma swoje odzwierciedlenie w Polsce.

Redakcja: Grzegorz Antoszek
Korekta: Sylwia Kłoda
  • TYTUŁ - Podziemie. Największy zamach w Tokio
  • TYTUŁ ORYGINALNY - Underground
  • AUTOR - Haruki Murakami
  • TŁUMACZ - Michał Kłobukowski
  • WYDAWCA - Wydawnictwo Czarne
  • ROK WYDANIA - 2021
  • LICZBA STRON - 478

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *