Książka ta wydana po raz pierwszy ponad dwadzieścia lat temu wywołała dyskusję na temat praw kobiet i ich miejsca w życiu publicznym. Wtedy przełamała pewne tabu, a jaką rolę pełni dziś? Minęły przecież dwie dekady, świat jest inny, Polska się zmieniła. Co nas doprowadziło do tu i teraz? Jeśli chcecie poznać odpowiedź na to pytanie, to koniecznie sięgnijcie po nowe, rozszerzone wydanie Świata bez kobiet.

Mała dziewczynka

Gdy ta książka ukazała się po raz pierwszy, miałam naście lat i byłam wtedy skupiona na innych rzeczach, choć akurat prawa kobiet i ich wykluczanie zawsze mnie interesowało. Od wczesnych lat uwielbiałam zabawki stereotypowo przypisane chłopcom. Samochodami i czołgami bawiłam się do czasu, aż poszłam do przedszkola. Tata czasami kupował mi jakąś lalkę, gdy wyjeżdżał w delegacje, ale kiedy zauważył moją dezaprobatę i złość, że brat dostał samochód, to następnym razem wracał już z dwoma 🙂 Jako kilkulatka buntowałam się na teksty typu: „to wstyd, aby dziewczynka miała w pokoju taki bałagan”. Zawsze pojawiała mi się wtedy myśl: „a chłopak może mieć taki bałagan?”. Pamiętam, gdy moja babcia mówiła: „a twoja kuzynka to już piecze ciasta, a ty co robisz w kuchni? To ważne, aby kobieta umiała gotować”. Zawsze ją wtedy pytałam o to, dlaczego to ma być dla mnie ważne, a dla mojego brata nie. Przecież jeść musimy oboje 😉 Babcia wychowana w zupełnie innych czasach była wyraźnie zaniepokojona moją postawą.

Ze stereotypami dotyczącymi płci spotykamy się już na bardzo wczesnym etapie. Ja już jako kilkulatka ogarniałam, że ten świat jest bardziej przyjazny mężczyznom, jakoś im wolno więcej, choćby mieć bałagan w pokoju czy odpocząć po powrocie z pracy. Wkurzało mnie to wtedy i bardzo wkurza dziś. Jako dorosła kobieta spotykam się między innymi z dyskryminacją płacową. Pracowałam w środowiskach zdominowanych przez mężczyzn i jako kobieta nieraz czułam się zażenowana seksistowskimi żartami lub czułam męski wzrok na moim ciele podczas rozmowy o projekcie, bynajmniej rozmówca nie patrzył mi w oczy. Na rozmowach o pracę pytano mnie o plany powiększenia rodziny na różne sposoby, nie zawsze wprost, choć zdarzały się i takie spotkania rekrutacyjne.

Cała wstecz

Książka Agnieszki Graff jest niesamowicie interesująca, bo pokazuje pewien proces. Gdy autorka pisała Świat bez kobiet, w Polsce obowiązywał tak zwany kompromis aborcyjny (w praktyce kobiety wielokrotnie spotykały się z trudnościami wyegzekwowania obowiązującego prawa). Dziś jedną z przesłanek usunięto, więc tak zwany kompromis jest już pieśnią przeszłości. Jak do tego doszło? Jeśli chcecie poznać odpowiedź na to pytanie, po prostu musicie przeczytać tę książkę. Dwie dekady temu pisarka ostrzegała nas:

Przestańmy się łudzić, że polski patriarchat znajduje się w stadium demokratycznych przeobrażeń. To jest patriarchat młody i prężny […] On przemawia z pozycji siły tak wielkiej, że stać go na mnożenie głupstw i sprzeczności, gadulstwo nie na temat, bufonadę, bezczelne udawanie, że nie rozumie się pytań drugiej strony (s. 30).

Zwracała uwagę również na język, który bardzo wyraźnie preferuje męskie końcówki przy pewnych zawodach, a my same ulegamy tej presji. Bo chociaż wszystkie wiemy, że „istnieją żeńskie odpowiedniki nazw tych profesji, to jednak żeńskość odbiera im nieco powagi” (s. 43). Tak jakby końcówka „ka” umniejszała nasze osiągnięcia. Sama wiem coś o tym, ponieważ często mówiąc o sobie, naturalnie określam się „nauczycielką”, ale już „project managerem”. Ta „project managerka” wydaje mi się jakaś dziwnie mała, podobnie mam ze słowem „pedagożka”. To jest doświadczenie obecne już na bardzo wczesnym etapie stykania się z językiem. Kiedyś pokazując stetoskop i inne gadżety lekarskie dzieciom, zadałam im pytanie o zawód, z jakim są one związane. Natychmiast usłyszałam odpowiedź „lekarz”, do czego dodałam „lub lekarka”, na co siedmioletnia dziewczynka odpowiedziała mi „lekarz, proszę pani, nie lekarka”. Zobaczcie, proszę, jak wcześnie się to dzieje. Dziecko naturalnie preferuje formę, którą częściej słyszy, ale czy tym samym podprogowo nie zaczyna kojarzyć tej roli zawodowej z określoną płcią? Jaki to może mieć wpływ na przyszłe wybory? Jak to pięknie Agnieszka Graff podsumowuje:

Język zawsze wartościuje. Dzieje się to bez naszej wiedzy i udziału, dlatego że wartościuje kultura, która jest w język wpisana. To nie przypadek, że w żeńskiej końcówce słyszymy coś «gorszego», coś, od czego moje koleżanki starają się odciąć. Kobiecość jest źle widziana w świecie prestiżu i pieniędzy, kobiecość do tego świata nie należy, a język ten stan rzeczy odzwierciedla i utrwala (s. 43).

Zdecydowanie czuję się przekonana, by nabrać śmiałości w określaniu samej siebie żeńskimi formami zawodów, których jestem przedstawicielką 😉 Zwróćcie, proszę, uwagę, że są jednak zawody, w których końcówka „ka” nikogo nie dziwi:

Mamy więc sekretarki, nauczycielki, sprzątaczki, niańki, przedszkolanki, pielęgniarki. Tu nie ma prawdziwej władzy, chociaż często jest olbrzymia odpowiedzialność. Nie ma też, o czym boleśnie przekonały się w ostatnich latach polskie pielęgniarki, prawdziwych pieniędzy. Są za to żeńskie końcówki (s. 44).

To szczególnie ważne zdanie dziś, w czasach szalejącej pandemii. Pielęgniarki tak słabo opłacane tu, w tym kraju, który przecież tak bardzo szanuje kobiety, pojechały do Niemiec, Włoch, Austrii czy Szwecji. Pracują tak samo odpowiedzialnie, ale za inne pieniądze. Nauczycielek też jest już coraz mniej, również strajkowały, a dziś ich pensja początkowa jest symbolicznie wyższa od pensji minimalnej w Polsce (a po dziesięciu czy dwudziestu latach w zawodzie jest tylko trochę lepiej). Przedszkola i szkoły mają dziś ogromny problem z obsadzeniem etatów i to zjawisko będzie narastać, jeśli rządzący będą dalej bagatelizować sprawę i mówić o misji przez wielkie „M” z symboliczną pensją. Także książka Agnieszki Graff sprzed dwudziestu lat pokazuje, że pod pewnymi względami stoimy dokładnie w tym samym miejscu.

Ważne pytania

Czy parytet jest potrzebny? Wielu z Was pewnie odpowie, że nie, bo powinniśmy skupiać się na umiejętnościach kandydata, jego doświadczeniu i tym podobnych, a nie na płci. Po przeczytaniu tej książki jestem pewna, że wielu z Was może, choć oczywiście nie musi, nieco zrewidować swój pogląd na tę sprawę. Gorąco Was zachęcam, by, nawet jeśli macie mocno wyrobione zdanie w tej kwestii, spróbować otworzyć się na argumenty autorki. Agnieszka Graff bardzo konkretnie podchodzi do tematu i rozbija go na czynniki pierwsze.

Gdy powstawał Świat bez kobiet, mieliśmy głównie politykę prorodzinną. Czy w Polsce 2021 mamy politykę równościową? Dlaczego nikt nie lubi feministek? Czy żyjemy dzisiaj w kraju neutralnym wyznaniowo? Dlaczego dziś wiele strajkujących kobiet i wspierających je mężczyzn używa mocnego języka? Dlaczego strajkujący górnicy zazwyczaj otrzymują to, o co walczą, a pielęgniarki czy nauczycielki nie? Czy w Polsce mówi się o rodzicielstwie, a może wyłącznie o macierzyństwie? Dwie dekady, a my wciąż jesteśmy w bardzo podobnym miejscu, choć byłabym absolutnie nieobiektywna, gdybym powiedziała, że nic się nie zmieniło. Znam wielu fantastycznie zaangażowanych facetów w wychowanie własnych dzieci, nie tylko w ich utrzymanie, ale bycie z nimi w codzienności, tej ze zmianą pieluch, ocieraniem łez, odkrywaniem świata. Wciąż jednak pojawienie się dziecka w życiu pary powoduje przewrót zawodowy w życiu kobiety, a u większości mężczyzn obywa się bez większych zmian. Wciąż jesteśmy przez pracodawców oceniane jako ryzykowna inwestycja, bo ciężar rodzicielstwa najczęściej spada na nas, a obecnie obowiązujące prawo dotyczące podziału urlopu jest, jakie jest. Nasza sytuacja na rynku pracy jest przecież ściśle z tym związana. Czy rzekoma troska polityków o matki przejawiająca się długością przysługującego nam urlopu macierzyńskiego jest rzeczywistą troską o naszą sytuację ekonomiczną, niezależność finansową, szansę na zarobki na równi z męskimi, a nie o kilkadziesiąt procent niższe? Jak sytuacja wyglądała w Szwecji dwadzieścia lat temu? Dlaczego homoseksualistom odbiera się polskość? Jeśli chcecie poznać odpowiedzi na te pytania, to jeszcze raz z ogromnym entuzjazmem odsyłam Was do lektury!

Emocje

Świat bez kobiet czyta się wyśmienicie, ale jest to lektura, która wzbudza wściekłość, złość i bezradność. Mamy okazję cofnąć się w czasie i zobaczyć, jak doszliśmy do miejsca, w którym jesteśmy dziś. Kto i jaką odegrał w tym rolę? Czy można było temu zapobiec? Czy zrobiliśmy za mało? W tej książce jest wiele ciekawych wątków, których nie jestem w stanie poruszyć w ramach krótkiej przecież recenzji, ani też nie chcę tego robić, bo przecież staram się Was zachęcić do lektury, a nie ją streścić 😉  Mnie niezwykle zainteresował wątek polskiej tożsamości narodowej, który pojawia się tu wielokrotnie i esej pod tytułem Efekt magmy, czyli o szczególnej roli Kościoła w Polsce. Czy na co dzień zdajemy sobie sprawę, że „jesteśmy krajem tak bardzo katolickim, że nawet ateiści są w większości katolikami” (s. 286)? Agnieszka Graff bardzo ciekawie opowiada o niewierzących, którzy jednak biorą śluby, chrzczą dzieci, posyłają je na lekcje religii (zawsze mnie zastanawia, dlaczego ten przedmiot nie nazywa się „religia katolicka”, tylko „religia”, tak jakby wykluczał, że inne w ogóle istnieją).

Książka, jak pisałam na samym wstępie, w stosunku do pierwotnego wydania jest rozszerzona. Autorka dodaje nie tylko wstęp, dołącza też eseje napisane później i własne komentarze do tekstu napisanego ponad dwadzieścia lat temu. Agnieszka Graff jest dziś przecież już inną kobietą, warto więc zobaczyć, z którymi wcześniejszymi tezami się nie zgadza lub czuje potrzebę ich uzupełnienia.

Świat bez kobiet gorąco polecam wszystkim, bez względu na płeć. Ta pozycja opowiada przecież o połowie naszego społeczeństwa. To ważna i potrzebna lektura, która wywoła w Was refleksje, zatrzyma na chwilę i pozwoli na głębsze przyjrzenie się niektórym sprawom dotyczącym kobiet. Szukam dla niej miejsca na moim regale z książkami, bo po prostu chcę, by ze mną została na długie lata. Mam niewielką nadzieję (a raczej śmiałe marzenie), że gdy sięgnę po nią za dwadzieścia kolejnych lat, będę mogła powiedzieć, że jednak coś się zmieniło i żyję w bardziej przyjaznym kobietom kraju. Czy tak jednak będzie?

Redakcja: Sylwia Kłoda
Korekta: Anna Kurek
  • TYTUŁ - Świat bez kobiet. Płeć w polskim życiu publicznym
  • AUTOR - Agnieszka Graff
  • WYDAWCA - Marginesy
  • ROK WYDANIA - 2021
  • LICZBA STRON - 420

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *