Gerdę Taro znam z jednego zdjęcia. Zrobione aparatem średnioformatowym 6×6 z niskiej perspektywy, na którym czarno odziana kobieta klęczy na jednym kolanie, celując z rewolweru. Bardziej kojarzy się z fotosem z planu filmu akcji albo dla jakiegoś magazynu modowego niż z jednym z bardziej znanych ujęć z hiszpańskiej wojny domowej. Kim była jego autorka i jaką mogła opowiedzieć historię? Pewne światło rzuca na to Fotografka.

Czas

Okres międzywojenny to bardzo burzliwy czas w Europie. Stare imperia upadały, wzrastała rola kobiet, trzeszczał ład wersalski, zubożone społeczeństwa europejskie dociskało do dna załamanie na amerykańskiej giełdzie, a nad tym wszystkim powiewały czerwone flagi i nadzorowały brunatne mundury. Coraz częściej na ulicach gościła przemoc. Właśnie w tym klimacie dorastała bohaterka książki – Gerta Pohorylle vel Gerda Taro. Tamten świat czytelnik może wydobyć z książki, powoli, powolutku wyciągając poszczególne elementy układanki i składając ją w całość. Wywodząca się ze średniej klasy, zafascynowana ideą równości wszystkich dziewczyna rzuciła się w ruch komunistyczny.

Fascynacja komunizmem zmieszana była przerażeniem faszyzmem i jego hasłami. Dziś łatwo nam mówić, co było dobre, a co złe i że żaden z tych nurtów nie jest zdrowy, a szczególnie w wykonaniu ówczesnych wodzów tamtych idei, ale międzywojnie to zupełnie inny świat, i tu muszę przyznać, że przedstawiony został bardzo przystępnie.

Materiał światłoczuły

Fotografką została w zasadzie przez przypadek, w połowie lat 30., pod wpływem przypadkowego spotkania z Andre Friedmannem. Wszystko dzięki koleżance, z którą wtedy mieszkała w Paryżu, mieście, do którego ściągały osoby o poglądach lewicowych, uciekając przed radykalizacją nastrojów nacjonalistycznych w Europie. To ona namówiła go, by zmienili nazwiska i zaczęli zarabiać pieniądze. On stał się Robertem Capą, ona Gerdą Taro. Na wieść o wojnie domowej w Hiszpanii, gdzie starł się faszyzm, przed którym uciekli z Niemiec, z komunizmem, z którym oboje sympatyzowali, wyjechali tam, by przyłączyć się do walki. On znalazł tam sławę i tytuł największego fotografa wojennego świata, a ona śmierć i zapomnienie przez świat. 

Przysłona

Jaki gatunek reprezentuje Fotografka Heleny Janeczek? Powieść biograficzną. Jako historyk z wykształcenia mam pewną rezerwę do tego typu książek. Z jednej strony lubię je, bo potrafią być świetnie napisane, trzymać w napięciu i nie zarzucać milionem dat, nazwisk, faktów, zależności okraszonych upychaniem wszystkiego, gdzie się da. Z drugiej potrafi mi tego brakować, szczególnie gdy próbuję zrozumieć, co jest prawdą, a co nie.

Fotografka skupia się na ostatniej dekadzie krótkiego życia Gerdy, które zakończyło się tragicznie w 1937 roku, okazyjnie wracając do wczesnego dzieciństwa. Ciężko nawet powiedzieć, że książka skupia się na Gerdzie, to są opowieści trzech osób z jej bliskiego otoczenia, dla których jest wspólną osią. To właśnie ze snutych przez Willego Chardecka, Ruth Cerf i Georga Kuritzkesa historii wyłania się Gerda – pełna sił witalnych, pomysłów, żartów, lekkości bytu i inteligencji, drobna kobieta emanująca siłą, którą przyciąga do siebie ludzi. Jej wzloty i upadki, życie w biedzie i związki z mężczyznami, szczególnie z tym ostatnim, który zyskał z nich wszystkich największą sławę i w którego cieniu pozostała. 

Kadrowanie

Tak jak pisałem wcześniej, całość obrazu składa się z kawałków, które czytelnik może złożyć w całość. Miałem trudności w odnalezieniu się w treści z powodu przeskoków narracyjnych. Raz osadzone są gdzieś w latach 60., następnie cofają się do niespokojnych Niemiec 1932 roku, by potem wrócić do ogarniętej wojną Hiszpanii. Brak dat nie ułatwia w odnalezieniu się w tym całym galimatiasie. Osobom z wiedzą historyczną będzie łatwiej, a mi ułatwiła to dodatkowo lektura biografii Roberta Capy, w której przeczytałem po raz pierwszy o bohaterce Fotografki i opisy z albumu ze zdjęciami tegoż fotografa. 

Jako że Helena Janeczek napisała powieść biograficzną, niemal nie ma w tej książce zdjęć, poza czterema w treści i jednym na okładce, na której bohaterka puszcza oczko do obiektywu, próbując zachować powagę. Wystarczy wpisać hasło „Gerda Taro” w wyszukiwarce i zobaczymy jej pracę i ją samą, ciut szaloną, wesołą, będącą na drodze do sukcesu oraz zdjęcia z pogrzebu. Miała dwadzieścia siedem lat, a mimo to nie figuruje na liście klubu 27, nawet na Wikipedii. Szkoda, że pozbawiono książkę fotografii, które można było wpleść w opowieść i dodatkowo ją uwiarygodnić.

Obraz utajony i obraz ujawniony

Obraz utajony i obraz ujawniony to dobre terminy dla zakończenia. W powieściach historycznych czy powieściach biograficznych nigdy nie ma pewności, co jest faktem, a co fikcją literacką. Powieść Heleny Janeczek oparta została na materiałach archiwalnych, o czym pisze w podziękowaniach, uwiarygadniając swoje dzieło. Nie udało mi się złapać autorki na żadnym rażącym błędzie przy opisywaniu tła wydarzeń, ale czy sama Gerda rzeczywiście taka była, jaka wyłania się z każdą stroną książki? Któż to wie? Kończąc lekturę, nie dziwiłem się, że została ona nagrodzona, bo to ciekawie napisana pozycja, która zachęca do czytania, grając na ludzkiej chęci poznania całego obrazu.

Redakcja: Grzegorz Antoszek
Korekta: Sylwia Kłoda
  • TYTUŁ - Fotografka
  • TYTUŁ ORYGINALNY - La ragazza con la Leica
  • AUTOR - Helena Janeczek
  • TŁUMACZ - Katarzyna Skórska
  • WYDAWCA - Prószyński i S-ka
  • ROK WYDANIA - 2021
  • LICZBA STRON - 342

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *