Kategorie
Obyczajowe Recenzje

„Skazane na poniewierkę” – D. Costeloe

Historia odrzucenia, pełna smutku, cierpienia i bólu, których dziecięce serduszka nie mogą pomieścić. Czy niemal zwęglone z żalu serca znajdą w końcu miłość i ukojenie? Czy porzucone, wyrwane ze swojego domu rodzinnego dzieci spotkają na swej drodze godnych zaufania i dobrych dorosłych?

Siostry, które skradną Wasze serca

Rita ma dziewięć lat, jest pewną siebie młodą damą, która nie pozwoli sobie w kaszę dmuchać. Ma młodszą siostrzyczkę Rosie, za którą czuje się bardzo odpowiedzialna. Dziewczynki mają mamę Mavis, babcię Lily oraz „wujka” Jimmy’ego. Nie lubią go, budzi w nich przerażenie. Ojca nie mają, ten zginął podczas II wojny światowej. Był kochającym mężem i tatą, więc nie rozumieją, że może go próbować zastąpić ktoś taki jak Jimmy Randal. Stosunki między nimi są napięte, gdyż mężczyzna zdecydowanie nie lubi dzieci. Kiedy dowiaduje się, że Mavis jest w ciąży, zgadza się na ślub z nią pod warunkiem, że Rita i Rosie znikną z ich życia, aby zrobić miejsce na nowe dziecko. Sytuację próbuje ratować babcia, która oferuje opiekę nad dziewczynkami i zaprasza je na stałe do swojego domu. Rita i Rosie wprowadzają się do Lily, a Mavis wychodzi za mąż i czeka na rozwiązanie. Gdy babcia trafia do szpitala, siostry tracą jednak swojego anioła stróża.

Mavis pod naciskami męża zrzeka się praw rodzicielskich i oddaje córki do sierocińca. Od tej pory te dwie młode damy są skazane na obcych ludzi, którzy przerzucają je z miejsca na miejsce. Brakuje im ciepła i miłości, za wszelką cenę trzymają się razem, wierząc, że tylko wzajemne wsparcie pozwoli im przetrwać siłę spadających na nie ciosów. Czy tak jednak będzie?

Lektura pełna emocji

Bohaterkami powieści są dzieci, które cierpią, przeżywają bezradność, ból odrzucenia, niepewność, a nawet strach. Nie będę ukrywać, że mnie ta książka emocjonalnie „przeturlała” – musiałam co najmniej kilkukrotnie sięgać po chusteczki, a już na ostatnich stronach płakałam jak bóbr (nie zdradzę Wam jednak, czy były to łzy wzruszenia spowodowane pozytywnym czy też przeraźliwie smutnym zakończeniem). Mamy różne wrażliwości, ale zapewniam Was, że nawet jeśli macie dość grubą czytelniczą skórę, to autorka w końcu się przez nią przedrze, dotykając Waszego miękkiego środka.

Ta licząca ponad sześćset stron książka jest utkana uczuciami. Znajdziecie tu szczęście, miłość, ufność, spokój, bezpieczeństwo, ale i przeraźliwą samotność, strach, bezsilność, wściekłość czy złość. To, co mnie pozytywnie zaskoczyło, to umiejętność balansowania tym całym wachlarzem – autorka potrafi w najmniej spodziewanym momencie brutalnie podkręcić fabułę, ale też złagodzić ją chwilę potem, by dać Wam przetrawić świeżo przyjęty cios w środek serca. Zachowuje więc pewien balans i przykuwa tym samym czytelnika skutecznie do książki, nie pozwalając mu przestać. Ja przeczytałam tę pozycję w zaledwie trzy dni i zapewniam Was, że gdybym nie musiała pracować, to zajęłoby mi to jeszcze mniej 😉

Jeśli macie obawę, że za dużo tu negatywnych wydarzeń i uczuć (tak przy okazji przypominam, że część psychologów podkreśla, że nie ma czegoś takiego jak „negatywne emocje”, bo fakt, że są trudne, nie oznacza, że nie są nam potrzebne), to pragnę Was uspokoić – Diney Costeloe daje w tej książce nadzieję, ale zdecydowanie nie słodzi, więc nie musicie się obawiać ociekających lukrem momentów (nie mówiąc już o zakończeniu). Pisarka doskonale potrafi wyważyć fabułę i zabrać Wam wiele, ale też dać coś w zamian. Sposób, w jaki prowadzi tę historię, zdecydowanie zachęca, by sięgnąć po jej inne tytuły. Na ten moment po polsku jest dostępna jeszcze jedna pozycja, Uciekinierzy. Jeśli czytacie jednak po angielsku, to Wasze możliwości są znacznie większe.

Wszyscy są źli?

Jimmy Randal jest zdecydowanie czarnym charakterem, ale nie on jeden. Zimnych i chłodnych postaci jest tu więcej i część z nich to kobiety. Mężczyźni wychodzący spod pióra autorki są różni, nie brakuje też szlachetnych bohaterów, którym uwieszałam się na szyi podczas lektury z poczuciem ulgi, myśląc „Uff, w końcu jakiś normalny gość, którego da się szczerze lubić” 😉 Czasami trzeba na nich trochę poczekać, ale zapewniam, że warto.

To, co mnie uderza w tej książce, to sposób zwracania się do dzieci. Bez względu na to, czy znajdują się w rodzinnym domu, szkole, domu dziecka czy rodzinie adopcyjnej, większość dorosłych traktuje je i komunikuje się z nimi w sposób, który mi jako pedagogowi było bardzo trudno znieść. „Zimny chów” był w tamtych czasach stałym elementem krajobrazu wychowawczego, szczególnie Anglii. Choć więc rozumiem i doceniam autorkę, która zadbała o realizm, podkręcając tym samym dramaturgię fabuły, to cieszę się, że taka metoda wychowawcza odchodzi do lamusa. Na szczęście Diney Costeloe wprowadza też kilka osób, które kierują się życzliwością i ogromnym oddaniem względem najmłodszych. Mówią do nich jak do ludzi, widzą ich uczucia i potrzeby. No, miód na moje stargane przez tyle stron serce 🙂

Kończąc już, serdecznie Was zapraszam do tej poruszającej, pełnej zaskakujących zwrotów akcji książki, uprzedzając lojalnie, że trudno się od niej oderwać i się nie rozpłakać prędzej czy później 😉

Redakcja: Grzegorz Antoszek
Korekta: Sylwia Kłoda
  • TYTUŁ - Skazane na poniewierkę
  • TYTUŁ ORYGINALNY - The Throwaway Children
  • AUTOR - Diney Costeloe
  • TŁUMACZ - Bogumiła Nawrot
  • WYDAWCA - Prószyński i S-ka
  • ROK WYDANIA - 2021
  • LICZBA STRON - 608

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *