Nikt ich nie pyta o zdanie. Nie mają świadomości, w czym biorą udział, czego częścią się stają. 1 sierpnia 1944 te starsze czują niesamowitą energię miasta, które przybiera biało-czerwone barwy, podnosi głowę i staje do walki. Są zafascynowane żołnierzami, ich bronią, walką i możliwością pokonania wroga. Młodsze wtulają się w mamy, szukając schronienia przed złem tego świata, które szczerzy kły i podchodzi coraz bliżej.

Koniec dzieciństwa

Nadchodzi brutalnie, ot tak. Nieważne czy dziecko jest jeszcze w brzuchu, otulone wodami płodowymi, pływając pod sercem matki, czy ma dwa lata, a może osiem, dziesięć, dwanaście… Rodzice chronią je przed piekłem wojny najlepiej, jak potrafią, starają się z całych sił. 1 sierpnia 1944 jest dla nich nadzieją, ale napawa ich też przerażeniem, bo w przeciwieństwie do nich, bezbronnych, niewinnych, zdają sobie sprawę, że stawka jest tu największa i w każdym momencie można stracić życie.

Nadchodzi piekło, straszny mrok, czerwone niebo wisi nad Warszawą, Jest głośno, przeraźliwie, żołnierze niemieccy tłumią ten warszawski zryw bezwzględnie, wlewają w siebie alkohol i dokonują rzeczy strasznych, na które nie są gotowi dorośli, a tym bardziej dzieci. Rozpala się piekło, płonie Wola, a potem kolejne dzielnice. Dzieci widzą za dużo, czują za bardzo, próbują elastycznie dostosować się do okoliczności, ale każda kolejna niszczy resztki ich dzieciństwa, odbiera nadzieję, rodziców, najbliższych. Piekło jest tu, a one w samym jego centrum.

Bliscy padają, mają dziury, z których wylewa się czerwona ciecz. Dzieci stoją, próbują obudzić ciocie i wujków, mówią, że już dość tych żartów, trzeba wstawać, a oni leżą, a one stoją nad nimi ogłuszone wystrzałami, przerażone wrzaskami. Stoją i patrzą, widzą i rejestrują, niektóre padają, nie budzą się jak najbliżsi, niektóre widzą koniec mamy i taty i próbują przetrwać w Warszawie walczącej. Szukają chleba, miejsca na nocleg, czasami w swojej dziecinnej niewinności podchodzą do żołnierzy SS, wyciągając ufną dłoń i prosząc o szklankę mleka lub wody. Powstanie Warszawskie w pełni, a w nim, one, Warszawskie Dzieci ’44.

Emocje

Autorka nie tylko o nich opowiada, oddając głos tym, które doświadczają Powstania Warszawskiego, wiedząc jak ono smakuje, czym pachnie, z jakimi przeżyciami się wiąże. Agnieszka Cubała wyzwala je też w czytelniku. Skrupulatnie zbiera materiał, załącza zdjęcia i cytuje najmłodszych uczestników Powstania Warszawskiego.

Wiedziałam, że ta lektura nie będzie łatwa. Sięgając po taki tytuł, nie mam złudzeń. Zabierałam się za niego, mając na swoim koncie bogate doświadczenie czytelnicze zanurzania się w głęboki mrok II wojny światowej, a jednak recenzowaną tu książkę musiałam wielokrotnie przerywać. Czytałam ją długo, mozolnie przedzierając się przez rozdziały, bo ich treść była tak dojmująco, głęboko smutna, ocierająca się momentami o szaleństwo, że po prostu potrzebowałam robić częste przystanki. Kaliber zebranego materiału, zamkniętego na trochę ponad czterystu stronach, „rozwala”. Mówiły dzieci, a ja, dorosła osoba, nie byłam w stanie przyjąć ich cierpienia jednym tchem i uświadamiałam sobie wtedy, w jakiej sytuacji się one znalazły. Ich nikt nie pytał o zdanie, a musiały przyjąć konsekwencje decyzji dorosłych bez możliwości odpoczynku, który ja mogłam sobie dawać.

Tak, zdecydowanie lektura Warszawskich dzieci ’44 mną wstrząsnęła. Gwarantuję, że z Wami też to zrobi, ale uważam to za ogromny plus, a nie mankament. Ta książka z całą siłą odziera z mitów Powstanie Warszawskie i pokazuje cenę, którą trzeba było za nie zapłacić. Abyście mieli pełną jasność, jestem ostatnią osobą, która daje sobie prawo do jego oceny. Wiem, że żyję tu i teraz, mając czarno na białym jego ostateczny bilans, a Warszawiacy ’44 go nie mieli, wierzyli w inny rozrachunek. Być może, gdyby wiedzieli to, co ja teraz, w ogóle by go nie rozpoczęli. Z perspektywy czasu i miękkiej kanapy wszystko wydaje się proste.

Witamy w piekle

Początek jest jeszcze pełen nadziei i drobnych poświęceń. Żołnierze, robiąc barykady, zabierają na przykład dziecięce sanki i natychmiast pojawia się zapłakany właściciel niemogący rozstać się z ukochanym przedmiotem, który po chwili oddaje, zrozumiawszy powagę sytuacji.

Część dzieci wbrew woli rodziców próbuje dołączyć do żołnierzy walczących o wolność Warszawy. Niektóre zrozpaczone matki biegają i szukają synów, robią awantury dowódcom, inne godzą się z losem. Jan Ciechanowski wspomina:

Matka mi powiedziała tak: «Wiem, że jak będzie Powstanie, to i tak do Powstania pójdziesz, to lepiej idź z moim błogosławieństwem, niż masz pójść sam» (s. 87).

Dzieci są gońcami, pomagają w kuchniach i punktach sanitarnych, opatrują rannych, gaszą pożary, chowają zmarłych. Widzą obrazy, które, przywoływane na kartach tej książki, wstrząsają. Czteroletni Jacuś traci mamę pod gruzami zbombardowanego domu, jest okaleczony, ma zasypane gruzem oczy. Opiekuje się nim nastoletnia dziewczyna, młody człowiek nazywa ją mamą i ciągle pyta, czy może już otworzyć oczy i czy jest przy nim. Nastolatka uspokaja go, tłumaczy, że oczu nie można otwierać ze względu na opatrunek i koi go do snu. Nikt nie ma odwagi powiedzieć Jacusiowi, że jego mamy już nie ma.

W oczekiwaniu na rozstrzelanie dzieci wczepiają się w matki i tak stoją czasami kilka godzin, widząc śmierć innych i czekając na swoją kolej. Słychać modlitwy, krzyki, przeraźliwy płacz dzieci, lament.

Te wspomnienia są mocne, drastyczne i odsłaniają z całą siłą prawdziwy obraz Powstania. Jest tu miejsce na wielką początkową radość, tlącą się nadzieję, ogromną mobilizację, ale i bestialstwo brygad Oskara Dirlewangera czy Bronisława Kamińskiego, powszechną i okrutną śmierć, często poprzedzoną torturami, wielogodzinnymi gwałtami, których nie unikają również małe dziewczynki.

To jest książka, którą zapamiętam do końca życia.

Wielość wątków

Agnieszka Cubała opowiada o powstańczych dzieciach szeroko, dotykając wielu ciekawych wątków. Na Żoliborzu ukazują się pisemka: „Jawnutka” i „Dziennik Dziecięcy”, na łamach którego piszą między innymi Maria Kownacka, Zofia Bohuszewicz i Andrzej Nowicki. Powstają z myślą o dzieciach, które siedzą w piwnicach, głodne, przerażone. Pedagodzy i twórcy literatury chcą do nich mówić, wyjaśniać im w możliwie przystępny sposób to, co się dzieje, dać im też chwilę wytchnienia i jakiekolwiek zajęcie. Dzieci czytały z chęcią „Dziennik Dziecięcy”, szukały kredek i ozdabiały go własnymi ilustracjami. Na Starym Mieście kobieta zwana Cudną opowiadała dzieciom bajki, próbując choć na chwilę dać im wytchnienie od walczącej Warszawy.

Z tej książki dowiecie się też jak organizowano mleko dla najmłodszych, w jakich warunkach odbywały się porody, jak zdobywano ubrania dla najmłodszych mieszkańców Warszawy. Będziecie mieli też okazję dowiedzieć się o działalności różnych organizacji, które otaczały najmłodszych opieką, na przykład Komitecie Opieki nad Dzieckiem czy Mokotowskim Komitecie Opieki nad Uchodźcami.

Zdecydowanie polecam

Autorką książki jest Agnieszka Cubała, która ma na swoim koncie wiele tytułów, między innymi Igrzyska życia i śmierci. Sportowcy w Powstaniu Warszawskim, Kobiety ’44 czy Ku wolności… Międzynarodowe, polityczne i psychologiczno-socjologiczne aspekty Powstania Warszawskiego. Przyznam się szczerze, że Warszawskie dzieci ’44 są moim pierwszym zetknięciem się z jej piórem i czuję się absolutnie zachęcona, by sięgnąć po inne książki autorki. Ogromnym plusem recenzowanej tu książki jest jej bogata podstawa źródłowa. Przypisy są umieszczone na dole każdej strony, co dla mnie było ogromnym ułatwieniem podczas lektury.

Cieszy mnie, że Agnieszka Cubała porusza też wątek traumy towarzyszącej do końca życia tym dzieciom, które przetrwały piekło Powstania Warszawskiego. Gdy zakładają własne rodziny, często przekazują ją dalej, nawet jeśli o niej nie mówią, próbując uciec pamięcią od dramatycznych wspomnień. W tej książce autorka oddaje głos ich dzieciom, wnukom, które pokazują, w jaki sposób wydarzenia z 1944 roku wpłynęły na nich, mimo iż same nie brały w nich udziału. To jest ważny i ciekawy wątek i oczywiście można mieć żal, że nie poświęcono mu więcej miejsca, ale ja się cieszę, że on w ogóle pojawił się w tej książce, zwracając uwagę czytelnika na tak ważny aspekt. Mam wrażenie, że zaczynamy mówić o wojnie inaczej, głębiej i dzięki temu, że coraz więcej kobiet wchodzi w historię, dotykamy nowych tematów, odkrywając, że wciąż jest tyle do opowiedzenia.

Tak jak pisałam wcześniej, książki nie czyta się szybko, bo jej emocjonalny ładunek naprawdę dużo waży i trzeba ją dawkować by móc przeczytać do końca, ale absolutnie warto to zrobić i z całego serca zachęcam Was do tego wysiłku. Dla mnie jest to najważniejsza książka, jaką przeczytałam w tym roku.

Kiedy wracałam dziś ze spotkania z przyjaciółką w samym centrum Warszawy, nieustannie towarzyszyła mi jedna myśl: to miasto, w sierpniu 2021, żyje, rozwija się, zmienia, zaskakuje. Warszawa powstała, istnieje.

Redakcja: Anna Kurek
Korekta: Grzegorz Antoszek
  • TYTUŁ - Warszawskie dzieci ’44
  • AUTOR - Agnieszka Cubała
  • WYDAWCA - Prószyński i S-ka
  • ROK WYDANIA - 2021
  • LICZBA STRON - 416

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *