Pamiętnik rozpoczyna się w dniu piętnastych urodzin Mary, 10 października 1939 roku. Ostatni zapis pochodzi z 5 marca 1944 roku, kiedy to dziewiętnastoletnia wówczas dziewczyna była w drodze do Stanów Zjednoczonych. Przez ponad cztery lata opisywała w pamiętniku tragiczny los cywilów, którzy doświadczali z całą siłą piekła wojny. Zapraszam Was zatem do trudnej, ale niezwykle ważnej i potrzebnej lektury.

Zapach lata

Kilka tygodni przed dokonaniem pierwszego zapisu w dzienniku Mary Berg przebywała razem z rodziną na wakacjach. 29 sierpnia 1939 roku przez megafon w Ciechocinku usłyszała kilka razy słowo „wojna”. Poczuła niepokój, ale obserwując reakcję tłumu, który zatrzymał się tylko na chwilę – większość wróciła do pachnącego spokojem lata, a tylko nieliczni zaczęli się pakować – uspokoiła się nieco. Tata Mary uważał, że trzeba natychmiast wrócić do ich rodzinnej Łodzi. Zastali miasto pogrążone w chaosie, a sami większość czasu chowali się w piwnicy. Przed zbliżającymi się Niemcami uciekli do Warszawy, jak tysiące innych.

Zapach lata wyparował, w powietrzu unosiły się już tylko strach, niepewność i lęk. Wszechobecna stała się panika, a ulicami Warszawy przetoczył się falami chaos. W piwnicach panował niewyobrażalny smród, ludzie stłoczeni jeden obok drugiego próbowali po prostu przetrwać tu i teraz, nie mając świadomości ani nawet wyobrażeń o tym, co ich czeka dalej. Mary zanotowała:

Kiedy nadszedł świt, ogarnęła mnie cisza. Zaczęło mi szumieć w uszach przywykłych do nieustannych eksplozji. Była to przerażająca cisza poprzedzająca ogromną katastrofę, lecz nie umiałam sobie wyobrazić niczego gorszego od tego, co już przeszliśmy. Nagle ktoś wbiegł do piwnicy z wiadomością, że Warszawa skapitulowała. Nikt nawet nie drgnął, lecz w oczach dorosłych dostrzegłam łzy. Ja również czułam dławienie w gardle, ale moje oczy pozostały suche (s. 57).

Lato w Ciechocinku zostało już tylko dalekim wspomnieniem. Rozpoczęła się walka o życie.

Portret wojny

Przez ponad cztery lata pisania Mary dała niezwykłe świadectwo wojny z punktu widzenia cywila. Skrzętnie obserwowała i skrupulatnie dokumentowała życie okupowanej Warszawy, a później codzienność warszawskiego getta. Opisała los najmłodszych ofiar wojny. Wielokrotnie na łamach tej książki pojawia się dobrze znane nazwisko: Korczak. Mary pokazała ogromną solidarność ludzką: ludzie, póki mogli, oddawali marchew, buraki oraz pomidory, gotowali zupy dla głodnych i opuszczonych dzieci, organizowali zbiórki żywności i ubrań. Wyciągali pomocną dłoń do drugiego człowieka.

Żydówka dała nam także wgląd w to, co często umyka i niknie wobec wielkich wydarzeń Historii – w życie młodzieży, która mimo niesprzyjających okoliczności próbowała zachować namiastkę normalności, ucząc się, przynależąc do różnych grup, na przykład teatralnych, tanecznych, rękodzieła i temu podobnych. Mary wielokrotnie występowała na scenie, będąc członkinią grupy teatralnej. Mieszkańcy getta chodzili na sztuki w jidysz i po polsku, na komedie, operetki i balet. W getcie działały teatry, między innymi Azazel, Kameralny i Femina. Na czas wojny przypadło też jej pierwsze młodzieńcze zauroczenie, wielka miłość, ale i przyjaźnie, serdeczność i koleżeńskość. Życie toczyło się mimo zła dookoła – każdy próbuje znaleźć w sobie odrobinę nadziei i przetrwać.

Każdy kolejny miesiąc wojny jest jednak gorszy, trudniejszy. Podczas drugiej wiosny w getcie Mary zauważa, że z warzyw zostały już tylko rzepa i zeszłoroczna marchew. W sprzedaży były cuchnące ryby, częściowo popsute, ale za to tańsze, a drób czy karpia można wprawdzie kupić, ale za przeraźliwie wysoką cenę, więc często trzeba było obejść się smakiem. Ludzie sadzili w skrzynkach, co tylko mogło urosnąć, by zapewnić sobie żywność.

W lipcu 1941 roku szalał tyfus. Mary opisuje rodzicielską rozpacz tych, którzy stracili dzieci, nie mogąc zrobić nic, by im pomóc. Często kładli je przed szpitalnymi drzwiami, wierząc, że mali pacjenci otrzymają leki. Plagą był też szkorbut, który wyniszczał organizm:

Niektóre dzieci rzucają się i jęczą, jak gdyby postradały zmysły. Nie wyglądają już na istoty ludzkie i bardziej przypominają małpki niż dzieci. Nie żebrzą o chleb, lecz o śmierć (s. 160).

Wraz z upływem czasu sytuacja robiła się coraz gorsza, grupy teatralne się rozpadały, w tym ta, do której należała Mary. Członkowie, chorzy, cierpiący, walczący o życie, nie byli już w stanie występować na scenie. Na ulicach leżały trupy, ludzie je po prostu mijali i dalej załatwiali swoje sprawy. Śmierć spowszedniała. W getcie krążyły straszliwe plotki o obozach koncentracyjnych i śmierci.

Pamiętnik Mary mistrzowsko pokazuje narastające okrucieństwo, bestialstwo i rozpaczliwą walkę o przetrwanie.

Niesamowita historia

Mary przetrwała wojnę, bo jej matka miała amerykańskie obywatelstwo. Kawałek świstka daje im przywileje, ale przede wszystkim to, że na kilka dni przed wielką akcją wysiedleńczą 22 lipca 1942 roku, Mary wraz z rodziną została wytypowana do grupy osób przeznaczonych na wymianę na niemieckich jeńców. Rodzina Wattenbergów wygrała życie. Przybyli do Stanów Zjednoczonych w marcu 1944 roku na pokładzie s/s Gripsholm. Mary udało się wywieźć z getta swoje zapiski. Zdawała sobie sprawę, jak cenne są jej notatki, dlatego, będąc już na pokładzie statku, przepisała je z myślą o jak najszybszej publikacji. Czuła, że musi dać świadectwo. Udało jej się to jeszcze przed zakończeniem II wojny światowej. Jej dziennik jeszcze w 1945 roku przełożono na inne języki, w tym hebrajski, francuski i hiszpański.

Warto powiedzieć, że książka jest wzbogacona o przedmowę do wydania z 1945 roku oraz wstęp autorstwa Susan Pentlin. Pamiętnik uzupełniono przypisami, które nie tylko dopełniają opisy Mary, ale też w niektórych miejscach je prostują. Niestety, przypisy znajdują się na końcu książki, co dla dociekliwego czytelnika oznacza wiele wycieczek i wertowania.

W swoim życiu przeczytałam wiele pamiętników z okresu II wojny światowej, w tym również te pisane przez dzieci. To, co mnie ogromnie ujmuje w tej książce, to zderzenie młodzieńczych planów z piekłem wojny, która nadchodzi, nie pytając o to, czy zdążyłeś już przeżyć swoje życie.

Ten pamiętnik to hołd życia, bo nawet tam, za murami getta, była nie tylko miłość, ale i zwykła ludzka życzliwość. Były kawiarnie i teatry, były marzenia i plany na przyszłość, była nadzieja, która dawała sens i siłę, by próbować przetrwać mimo wszystko. Było również piekło, ludzka krzywda i rozdzierająca serce niemoc. Mary Berg pokazuje jednak też światło, piękno ludzkiej duszy i za to mam dla niej ogromną wdzięczność. Zdecydowanie warto przeczytać to niezwykłe świadectwo. Z całego serca zachęcam Was do lektury!

Redakcja: Grzegorz Antoszek
Korekta: Sylwia Kłoda
  • TYTUŁ - Pamiętnik Mary Berg. Relacja o dorastaniu w warszawskim getcie
  • TYTUŁ ORYGINALNY - The Diary of Mary Berg: Growing up in the Warsaw Ghetto
  • AUTOR - Mary Berg
  • TŁUMACZ - Adam Tuz
  • WYDAWCA - Prószyński i S-ka
  • ROK WYDANIA - 2021
  • LICZBA STRON - 432

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *