Kategorie
Horrory Literatura piękna Recenzje

„Otwieram oczy” – S. Majcherowicz

Jeśli ta książka przepadnie za jakiś czas w zalewie nowości i zostanie zapomniana, to znaczy, że coś poszło bardzo nie tak i zwyczajnie nie zasługujemy na taką literaturę. O debiucie Majcherowicza trzeba krzyczeć.

– Wszystko dobrze? – usłyszałam po skończeniu tytułowego opowiadania.

– Nie.

Siedziałam nieruchomo i chciało mi się płakać. Patrzyłam tylko przed siebie i nie mogłam uwierzyć w to, co właśnie przeczytałam.

Właściwie na tym mogłabym zakończyć recenzję. Kto zna te uczucia, powinien poczuć się zachęcony, a kto ich unika, ostrzeżony. Debiutancki zbiór opowiadań Szymona Majcherowicza to weird fiction najwyższej klasy, nie tylko powierzchownie mrożące krew w żyłach, ale przede wszystkim wgryzające się – nie, wręcz rozszarpujące umysł na strzępy. Czytelnicy tego rodzaju horroru wiedzą dobrze, o co chodzi i jak trudno to opisać. Cztery opowiadania przedstawiają różnych bohaterów w całkiem odmiennych okolicznościach życiowych, a mimo to tak do siebie podobnych w przeżywaniu traum. To proza o mnie i o Tobie, nawet jeśli mamy doświadczenia jeszcze innego rodzaju niż tu opisane.

Weird ficton od kilku lat święci w Polsce coraz większe triumfy i wcale mnie to nie dziwi. Pozwala wyrazić stany emocjonalne i lęki w o wiele trafniejszy sposób niż inne gatunki, szczególnie ubogi realizm. Od, z braku lepszego słowa, „zwykłego” horroru różni się przede wszystkim tym, że zło jest nieodłączną częścią świata, nie nawiedza go z zewnątrz. Bohaterowie odkrywają, że rzeczywistość i oni sami są inni, niż do tej pory im się zdawało. Weird fiction łączy się też z innymi gatunkami, nie ma ścisłego i ostatecznego przyporządkowania.

Dwa opowiadania z tego zbioru ukazały się już wcześniej – Zaćmienie w magazynie „Histeria” 2019/2 (#31) pod tytułem MOTHer, a Otwieram oczy w zeszłorocznym majowym numerze „OkoLicy Strachu” (#14).

Cztery odcienie czerni

Zaćmienie. Chłopiec uwikłany w trudną sytuację rodzinną – po śmierci ojca matka ponownie wychodzi za mąż, a syn staje się mimowolnym świadkiem i ofiarą stopniowych zmian jej w charakterze. Sąsiadka. Młody mężczyzna wspomina swoją dziewczynę kilka miesięcy po jej śmierci. Jak na ich życie wpłynęła jedna z sąsiadek? Otwieram oczy. Mężczyzna szukający wewnętrznego spokoju przybywa do pewnego opuszczonego domu na przedmieściach Świdnicy, aby skonfrontować się z bolesną przeszłością. I wreszcie Kula. Pracująca w ogrodzie kobieta w średnim wieku dostrzega nagle dziwną, metalową kulę unoszącą się w powietrzu. Ten incydent zapoczątkuje serię nieprzewidywalnych zdarzeń, w których olbrzymią rolę odegra wiara we wszelkie możliwe teorie spiskowe.

Opowiadania mają ze sobą wiele wspólnego. Tym, co je łączy, jest bardzo mocne, obezwładniające wręcz poczucie psychologicznej niesamowitości – kiedy coś znajomego i oswojonego pod wpływem jakichś czynników staje się obce. W tych opowiadaniach to poczucie rozciąga się na całą rzeczywistość, ale zaczyna się w umysłach bohaterów, którzy przeżyli jakąś traumę i próbują sobie z nią radzić. To one najpierw ulegają przekształceniom, co w konsekwencji przekłada się na wypaczony obraz świata. Ale czy na pewno wypaczony? Może świat właśnie taki jest i trzeba dopiero otworzyć oczy, żeby dostrzec jego prawdziwe oblicze. Największą zaletą jest jednak to, że ani bohaterowie, ani czytelnik nie mogą mieć pewności co do realności poszczególnych wydarzeń. A te bywają dziwne, straszne, bolesne, bardziej lub mniej prawdopodobne. Każdy może odczytać je inaczej.

Zwykli ludzie, zwykła ciemność

Nie umiem wskazać najlepszego opowiadania, wszystkie były świetne. No, może Otwieram oczy wstrząsnęło mną trochę bardziej (monolog ze Świetlikiem!). Nawet jeśli większość w ogólnym zarysie realizuje podobny schemat, jest to praktycznie nieodczuwalne. Mimo tych podobieństw – traum, dziwnych wydarzeń, powolnej utraty kontroli nad własnym umysłem, chęci poznania prawdy o sobie i tym, co się dzieje – każda opowieść dotyka innych problemów i posługuje się innymi środkami wyrazu. Bohaterowie, nie tylko główni, mówią różnymi językami, czasem aż trudno uwierzyć, że opowiadania wyszły spod jednego pióra. Wulgaryzmy i słowa potoczne splatają się z poetyckimi opisami, a spokojne sceny życia codziennego z przemocą, obrzydliwością i niekiedy ekstremą. Majcherowicz doskonale wyczuwa, kiedy posługiwać się poszczególnymi obrazami i stylizacjami. Dzięki temu to, co w innym horrorze moglibyśmy zbyć wzruszeniem ramion, tutaj nabiera tysiąc razy większej mocy. Szczególnie zapadające w pamięć sceny ekstremalne zawiera Sąsiadka.

Na osobne wyróżnienie zasługują sceny finałowe – to prawdziwe majstersztyki, godne Hoffmanna i Lovecrafta. Zakończenie tytułowego opowiadania dosłownie mnie zgniotło, przeżuło i wypluło. Pozostałe również są udane, każde na swój sposób wyjątkowe. Wymagający czytelnicy horroru powinni być usatysfakcjonowani tak jak ja. Bohaterowie usilnie dążą do poznania prawdy o rzeczach, które ich gnębią, i płacą za to wysoką cenę. Czy jednak udaje im się ją poznać? Nie są pewni niczego, a to, czego doświadczają, może, ale nie musi być rzeczywiste. Problem w tym, że nie ma szans na weryfikację. Najsilniej to poczucie wybrzmiewa w Kuli. Zmusza do zastanowienia się nad tym, jakie są granice krytycznego postrzegania świata, kiedy z bezmyślnego przyswajania przekazów oficjalnych człowiek przestawia się na bezmyślne przyswajanie przekazów alternatywnych oraz jakie są tego przyczyny i skutki. To bardzo ważny i aktualny problem, który różni czytelnicy rozważą na różne sposoby, zresztą jak każdy inny.

Opowiadania te, mimo niektórych brutalnych scen, swoją wrażliwością (tak, wrażliwością, do takiej prozy potrzeba jej mnóstwo) przypominają mi ubiegłoroczny zbiór Anny Marii Wybraniec Niebo, ptaki i robaki (Wydawnictwo Phantom Books). Zwykli ludzie w niezwykłych sytuacjach, piękny, świadomy język, owadzie metafory, symboliczność, subtelność, traumy. Są też różnice – opowiadania Majcherowicza są dłuższe, bardziej rozbudowane, zawierają obrzydliwe, brutalne i czasem krwawe sceny, są straszniejsze w tradycyjnym rozumieniu, mocniejsze. Akcja rozwija się dość wolno, trzeba poświęcić tej lekturze czas i uwagę, ale warto, to obowiązkowa pozycja dla czytelników weird fiction. Zachęcam jednak, aby ci, którzy nie mieli z nim do czynienia, również sięgnęli po ten debiut. Może stanie się punktem zapalnym, kluczem otwierającym drzwi do bogatego świata niesamowitości. Trzeba być tylko ostrożnym, bo nie wiadomo, co można tam znaleźć.

Redakcja i korekta: Grzegorz Antoszek
  • TYTUŁ - Otwieram oczy
  • AUTOR - Szymon Majcherowicz
  • WYDAWCA - Wydawnictwo IX
  • ROK WYDANIA - 2021
  • LICZBA STRON - 284

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *