Piąty tom serii „Opowieści niesamowite” Państwowego Instytutu Wydawniczego przedstawia wybór polskiej literatury grozy, gotyckiej i fantastycznej od oświeceniowej prekursorki Anny Mostowskiej aż do Stanisława Lema. Jest to więc zbiór bardzo różnorodny pod względem stylistycznym, tematycznym i jakościowym, podobnie jak poprzednie antologie.

Na ponad sześciuset stronach zgromadzono trzydzieści trzy utwory w wyborze Piotra Pazińskiego, który jest również autorem wstępu Gotycyzm cudzy i własny, gdzie opisuje, w jakich okolicznościach historycznych gotycyzm przeniknął do literatury polskiej i jak rozwijała się później fantastyka. A początki wcale nie były łatwe, ponieważ, jak pisze Paziński:

[…] tematykę niesamowitą (czego ślad odnajdujemy w publicystyce Brodzińskiego, choć nie on jeden występował przeciwko gotycyzmowi – związany z klasykami poeta i krytyk Franciszek Morawski wytykał romantykom, że grzebią się w starych trumnach, odrzuciwszy dobrego Boga) uznawano za niebezpieczne igranie z siłami nieczystymi, za niezdrową i nieobyczajną fantazję tym, co przynależne światu umarłych, albo, jak widzieliśmy, za powielanie cudzych, niemieckich wzorców (s. 10).

Gotycka, a później romantyczna rewolucja, zaczęła się na przełomie XVIII i XIX wieku i właśnie od tego okresu zaczyna się niniejsza antologia. Przez cały XIX wiek literatura niesamowita wypracowywała swoje miejsce i podejmowane tematy. Na początek stulecia przypada fascynacja słowiańszczyzną, druga połowa przynosi zainteresowanie naukami ścisłymi, a w XX wieku zaczyna się szaleństwo Młodej Polski i Dwudziestolecia, które, inspirując się romantyzmem, stawia na zgłębianie mroku ludzkiego umysłu. Polacy na każdym etapie chętnie inspirowali się autorami zagranicznymi, ale dostosowywali te wpływy do aktualnej rzeczywistości. Wreszcie nachodzi druga połowa XX wieku, w której niezbyt akceptowało się fantastykę, z wyjątkiem science fiction. Ale i wtedy pisarze umieli sobie poradzić. Więcej na ten temat znajdziecie we wstępie.

Trudne początki

Zbiór otwiera Strach w zameczku Anny Mostowskiej, w którym nadprzyrodzone zjawiska doczekują się racjonalnego uzasadnienia. Podobnie jest w nowelkach Józefa Maksymiliana Ossolińskiego (Nieboszczyku i nieboszczyku, Czarownicy, MarzeUpiorze) – są to niemal bajki dla dorosłych zawierające stosowne oświeceniowe morały. Nie są może najwyższej jakości, ale pełnią ważną rolę historyczną. Dalsze utwory pochodzą już z epoki romantyzmu. Mściwy karzeł i Masław, książę Mazowiecki. Powieść narodowa oraz Zamek Wilczki. Powieść narodowa Zygmunta Krasińskiego to jedne z jego wczesnych utworów. Inspirowane są angielską powieścią gotycką, są pełne mroku i przemocy. Włosy krzyczące na głowie Jana Barszczewskiego to pierwsza prawdziwa nowela grozy, widać w niej wpływy E.T.A. Hoffmanna, szczególnie w postaci tajemniczego starca i jego „klątwy”.

Następne są baśnie Romana Zmorskiego powstałe na podstawie podań z Mazowsza, gdzie prowadził badania etnograficzne: Strzyga, UcieczkaSkarb ukryty. Najbardziej interesująca jest pierwsza z nich – łatwo dostrzec, że oparte jest na niej opowiadanie Wiedźmin Andrzeja Sapkowskiego. Nawet przebieg fabuły jest bardzo podobny. XIX wiek kończą trzy utwory z drugiej jego połowy: Narożna kamienica Józefa Korzeniowskiego, Niewidzialny Sygurda Wiśniowskiego i Biblioman Konstantego Górskiego. Pierwszy z nich przybłąkał się jakby z Młodej Polski z jej surrealistyczną atmosferą. Drugi opisujący los człowieka, który poddał się eksperymentowi, w wyniku czego stał się niewidzialny, przypomina Niewidzialnego człowieka H.G. Wellsa – z tym, że polska nowela powstała wcześniej. Trzeci na szczęście nie jest tylko patriotyczną agitacją przypominającą o „obowiązkach” polskiego pisarza wobec społeczeństwa.

Niesamowitość po polsku

Młodopolski Błędny ognik Bolesława Leśmiana jest jednym z najdziwniejszych i najbardziej niejasnych utworów w tym zbiorze, ale pozostawia niezatarte wrażenie. Władysław Reymont w Dziwnej opowieści posługuje się motywem niejasnego statusu istnienia widma – nie wiadomo, czy rzeczywiście nim jest, czy to tylko wytwór umysłu. Antoni Lange w Rebusie łączy wątki kryminalne, fantastyczne i psychologiczne, tworząc utwór na miarę E.A. Poego. Ulica Dziwna Franciszka Mirandoli wprowadza motyw tajemniczego komunikatu, który później pojawi się u Stefana Grabińskiego i Stanisława Lema. Krople lecące z kranu układają się według głównego bohatera w szyfr, ale nie wyjaśnia się, czy jest tak naprawdę, czy sam nadaje im znaczenie. Również w jego Doli przypadkowe spotkanie okazuje się być może czymś więcej – przejściem między życiem a śmiercią. Wreszcie Stefan Grabiński, najsłynniejszy klasyk polskiej niesamowitości, reprezentowany w tej antologii CzademBłędnym pociągiem, przedstawiającymi różne oblicza jego twórczości. Pierwsza nowela to horror erotyczny, w którym bohater, będąc zmuszony przenocować u napotkanych nieznajomych, szybko przekonuje się, że nie są zwykłymi ludźmi. Druga należy do cyklu kolejowego, przedstawiającego fascynację autora pociągami jako przynależącymi do dwóch światów. To jeden z najlepszych utworów w zbiorze, w przeciwieństwie do kryminalno-okultystycznego Amuletu Ozirisa Wacława Filochowskiego, wykorzystującego popularne wówczas zainteresowanie Egiptem, który jednak wypada dość blado w porównaniu do poprzedniego i następnego opowiadania.

Kolejnym świetnym utworem jest Koniec rodziny Jasnych Stanisława Balińskiego. Niepokojący, oniryczny klimat podupadającego dworu kresowego i jego mieszkańców znajdujących się niemal na granicy rzeczywistości uderza tym bardziej, gdy uświadomimy sobie, że zaledwie kilkanaście lat później ich świat naprawdę się skończył. Bardzo podobały mi się też opowiadania lotnicze Jerzego Sosnkowskiego, który jako pierwszy pisał o niesamowitościach w przestworzach. Lot w zaświaty okazuje się doświadczeniem granicznym, a kto go przeżył, nie może wciąż być tym samym człowiekiem. Lovecraftowski Duch Białego Szczytu również zgłębia sekrety nieba, które dziś wciąż często są zagadką, a co dopiero sto lat temu. Ostatni taniec na statku „Makaber” Mieczysława Smolarskiego odznacza się złowrogą atmosferą rychłego końca, którego mimo ostrzeżeń nie da się uniknąć, bo nikt tak naprawdę tego nie chce. W Przygodzie Huberta Pogody Józefa Relidzyńskiego niewiara głównego bohatera musi ulec zawieszeniu, gdy spotka się z czymś, czego jego racjonalny umysł nie może pojąć. Nie każdemu jednak udaje się wyjść cało z takiej próby.

Seans Józefa Tyszkiewicza różni się od innych utworów samymi założeniami. Autor jako publicysta katolicki przestrzegał przed praktykami okultystycznymi, pokazując zagrożenie opętaniem. Opowiadanie broni się jednak, nawet gdy nie czyta się go przez ten pryzmat. Janusz Meissner w Dziwnym pasażerze inspirował się wyraźnie Smoluchem Grabińskiego, w którym dodatkowy pasażer zwiastował nadciągające niebezpieczeństwo. O wiele lepiej wypada Hangar nr 7, opisujący relację pracownika zmuszonego spędzić noc w ponoć nawiedzonym hangarze. Zbiór kończą prawdziwe perły literatury nie tylko grozy – Sanatorium pod Klepsydrą Brunona Schulza, które po prostu trzeba znać, oraz TerminusZe wspomnień Ijona Tichego III Stanisława Lema. W pierwszym, należącym do cyklu o pilocie Pirxie, powraca motyw dziwnego komunikatu, a jego wyjaśnienie przyprawia o dreszcz przerażenia. Drugie, pochodzące z Dzienników gwiazdowych, przedstawia dzieło potężniejsze od swego twórcy.

Lęk i zachwyt

Polska literatura niesamowita, tak jak poszczególnych krajów europejskich, przeszła długą drogę. Odskoczni od realizmu i klasycyzmu szukało wielu – i sławnych artystów, i niedzielnych autorów piszących dla rozrywki, młodych, szukających swojej drogi, i starszych, z zasobem doświadczeń. Zazwyczaj trudno wskazać coś takiego jak „najlepsze opowiadanie”, ale w tej antologii jest to bez wątpienia Sanatorium pod Klepsydrą. Celowo jednak je pominę, bo napisano już o nim dość, a skupię się na innych, mniej znanych utworach, które szczególnie mnie ujęły.

Koniec rodziny Jasnych Balińskiego automatycznie kojarzy się z Zagładą domu Usherów Poego, i nie jest to tylko podobieństwo tytułów. Anonimowy narrator przybywa na zaproszenie przyjaciela, Zygmunta Jasnego, do jego domu, w którym miał odpocząć i wyciszyć się na łonie natury. Na miejscu okazuje się, że coś jest nie tak. Rodzina Jasnych (rodzice, siostra i ciotki) nie zachowują się normalnie, sprawiają wrażenie zawieszonych w czasie, jakby nie żyli tu i teraz, a gdzieś zupełnie indziej. Oniryczna atmosfera upadającego dworu udziela się i narratorowi, który zaczyna zatracać poczucie rzeczywistości. Poczucie nierealności wzmaga się coraz bardziej, aż do finału, który co prawda nie jest aż tak spektakularny jak u Poego, ale nie mniej satysfakcjonujący. Również przyroda ma tu swoje groźne oblicze, przyczynia się do odurzenia narratora. Na uwagę zasługuje też poetycki język, szczególnie piękne opisy, które tworzą niezwykły klimat.

Duch Białego Szczytu Sosnkowskiego to nieoczekiwana perła, którą naprawdę spokojnie mógłby napisać Lovecraft. Zaczyna się, jak to zazwyczaj bywa, niewinnie, od konkursu lotniczego w niewymienionych z nazwy górach, w którym ma brać udział główny bohater. Prawie się rozmyśla, kiedy kolejni uczestnicy, mający przelecieć nad Białym Szczytem, nie wracają, ale ostatecznie nie rezygnuje. Okazuje się, że w przestworzach rzeczywiście coś żyje, „Duch”, który wymyka się pojmowaniu ludzkiego umysłu. Scena lotu i spotkanie z tą istotą jest jedną z najlepiej zrealizowanych, jakie widziałam. W zakończeniu, podczas kolejnego lotu w innym miejscu, narrator z towarzyszem znowu trafiają na dziwne, niewytłumaczalne zjawiska, które okażą się dla tego drugiego zgubne.

Uśmiercenie go, czy raczej pochłonięcie przez nieznany byt, jest zgubą tylko z naszej perspektywy – dla niego jest być może przejściem w inny wymiar istnienia [jak w Pikniku pod Wiszącą Skałą – przyp. mój] […]. Jeśli przeczytać całą antologię w takim świetle, opowieść grozy odsłoni dodatkowy wymiar: stanie się wyrazem nie tylko egzystencjalnej trwogi czy epistemologicznego zamętu, ale też eschatologicznej tęsknoty. Strach przed nieznanym splata się nierozerwalnie z pragnieniem ekstazy. Wizja ekstazy spełnionej nie byłaby interesująca, chyba że dla mistyka; kogo obchodziłby opis nieziemskich sfer? Zwykły czytelnik, choćby największy marzyciel, musi zostać po „tej” stronie: opowieść musi doprowadzić go do szczeliny w bycie i zostawić go tam olśnionego, lecz wciąż marzącego. Lektura opowieści grozy to seans spirytystyczny, w którym pragnienie odmiennego bytowania rozjątrza się, lecz nie zaspokaja. Nie daje ona, jak lektura opowieści fantasy, pełnej satysfakcji, czyli nie zabiera w podróż po malowniczych wyimaginowanych światach; nie wyzwala, jak fantastyka naukowa, dziecinnych rojeń o technologicznym wszechspełnieniu; drażni, lecz nie łagodzi; budzi niepokój, a nie koi go[1].

Pozwoliłam sobie zacytować ten wspaniały fragment z eseju Macieja Płazy Trwoga i ekstaza, który bardzo polecam, ponieważ idealnie oddaje istotę rzeczy i sens lektury nie tylko tej antologii, ale literatury grozy i niepokoju ogólnie. Pozwala ona wydobyć z ukrycia to, co chce tam pozostać, i pozwala mu się przyjrzeć i je zrozumieć, a to sprawia, że możemy coraz lepiej poznawać siebie.

Więcej utworów tych i innych autorów zawierają antologie „Polska nowela fantastyczna”, a niedawno nakładem Wydawnictwa IX w nowej serii „Niesamowitnicy” ukazały się zbiory Franciszka Mirandoli (Tropy), Jana Huskowskiego (Spojrzenia) i Stanisława Czosnowskiego (Idąca śmierć). W przygotowaniu między innymi tomy Stanisława Balińskiego, Antoniego Langego, Janusza Meissnera, Stefana Grabińskiego i Jerzego Sosnkowskiego.

[1]https://www.dwutygodnik.com/artykul/9622-trwoga-i-ekstaza.html [dostęp: 22.02.2022].

Redakcja i korekta: Sylwia Kłoda
  • TYTUŁ - Opowieści niesamowite z języka polskiego
  • AUTOR - Stanisław Baliński, Jan Barszczewski, Wacław Filochowski, Konstanty Górski, Stefan Grabiński, Józef Korzeniowski, Zygmunt Krasiński, Antoni Lange, Stanisław Lem, Bolesław Leśmian, Janusz Meissner, Franciszek Mirandola, Anna Mostowska, Józef Maksymilian Ossoliński, Józef Relidzyński, Władysław Stanisław Reymont, Bruno Schulz, Jerzy Sosnkowski, Mieczysław Smolarski, Józef Tyszkiewicz, Sygurd Wiśniowski, Roman Zmorski
  • WYDAWCA - Państwowy Instytut Wydawniczy
  • ROK WYDANIA - 2021
  • LICZBA STRON - 640

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *