Pełna błyskotliwego humoru powieść w formie pamiętnika pisanego przez angielską panią domu mieszkającą na prowincji, która została wydana blisko sto lat temu. Klasyk opowiadający o codziennych troskach, rozrywkach i kłopotach tytułowej prowincjonalnej damy w latach 30. XX wieku został ponownie oddany do rąk czytelników – tym razem w przepięknym wydaniu od wydawnictwa Zysk i S-ka.

E.M. Delafield urodziła się w 1890 roku. Jej ojcem był francuski hrabia zamieszkały w Anglii, a matka była pisarką. Autorka Dziennika prowincjonalnej damy właściwie nazywała się Edmée Elizabeth Monica de la Pasture (później Dashwood), a Delafield stanowi jej pseudonim artystyczny, który został wymyślony w celu odróżnienia córki od matki. E.M. Delafield miała na swoim koncie kilka książek, jednakże to dopiero Dziennik prowincjonalnej damy przyniósł jej popularność – a w zasadzie felietony publikowane w znanym i chętnie czytanym tygodniku „Time and Tide”. Ukazująca się w odcinkach powieść opowiadała o zwyczajnej codzienności angielskiej pani domu prowadzącej dom na prowincji, która została przedstawiona z dystansem i humorem urozmaiconym trafnymi obserwacjami oraz uwagami na temat ówczesnego życia, bliskich tytułowej bohaterce osób, jak również niej samej. Jako że z wielką chęcią sięgam po klasyki należące do literatury obyczajowej tych właśnie czasów, nie mogłam tej pozycji – na dokładkę wydanej w tak pięknej postaci – pominąć.

Codzienność prowincjonalnej pani domu

Główna bohaterka a zarazem autorka pamiętnika jest panią domu zamieszkałą na angielskiej prowincji, która na kartkach dziennika przedstawia swoje codzienne trudy, troski i rozrywki. Musi sobie bowiem radzić ze służbą, wychowywaniem dzieci, typowymi obowiązkami domowymi oraz stale powiększającymi się długami. Trudno być modną i światową damą bez odpowiednich ubrań i możliwości, jakie dają środki finansowe. Główna bohaterka oczywiście nie mówi głośno o swoim debecie i ponagleniach bankowych, dbając o swoją reputację oraz pozory.

Na kartkach Dziennika prowincjonalnej damy znajdziecie zatem obraz typowego życia kobiecego w Anglii lat 30. XX wieku, na które składają się zwyczajne trudności i dylematy – od problemów ze służbą, przez sadzenie w domu cebulek, po wyrobienie sobie odpowiedniej opinii w towarzystwie. Co takiego niezwykłego jest zatem w tej powieści? Cały jej urok i kunszt tkwi w dowcipnej narracji pełnej interesujących przemyśleń oraz ironicznych i autoironicznych uwag.

Przepiękne wydanie

Najnowsze wydanie Dziennika prowincjonalnej damy, jakie nam zaserwowało Wydawnictwo Zysk i S-ka, jest po prostu przepiękne. Twarda okładka w eleganckiej i stonowanej kolorystyce, którą uatrakcyjniają piękna ilustracja wraz z estetycznymi zdobieniami. Po prostu wow! W środku natomiast znajdują się fragmenty poprzedzone datą, jako że mamy do czynienia z formą pamiętnika. Pomiędzy nimi oczom czytelnika ukazują się niekiedy dopasowane do treści ilustracje autorstwa Arthura Wattsa, które zostały opatrzone odpowiednimi komentarzami. Bardzo się cieszę, że miałam okazję sięgnąć po Dziennik prowincjonalnej damy właśnie w tej odsłonie. Wydawnictwo Zysk i S-ka wykonało naprawdę świetną robotę, dbając o każdy szczegół wydanej książki.

Zabawna i błyskotliwa, ale…

Tym, co mnie najbardziej urzekło w recenzowanej powieści, jest dowcipna narracja pełna przemyśleń i obserwacji na temat życia tytułowej bohaterki, spotykanych osób oraz angielskiej codzienności lat 30. XX wieku w ogóle. Pomiędzy ukazanymi wydarzeniami znajdują się również mniejsze lub większe tak zwane „szpileczki” w stronę innych osób, ale też autoironiczne komentarze zaskakujące szczerością i dystansem do siebie samej. Narracja stanowi zdecydowanie najmocniejszą stronę tej powieści i to za jej sprawą po prostu chce się ją czytać. Muszę jednak przyznać, że ta pozycja nie kupiła mnie w całości – chyba po prostu była dla mnie w tym wypadku za długa. Czytelnik otrzymuje co prawda obraz życia kobiety tamtych czasów, ale najwyraźniej zaczęło mi w pewnym momencie brakować nieco bardziej spektakularnej fabuły. Myślę, że Dziennik prowincjonalnej damy czytany w odcinkach o wiele bardziej przypadłby mi do gustu niż w postaci przeczytanej od deski do deski grubej księgi liczącej czterysta siedemdziesiąt sześć stron.

Odczucia mam zatem pozytywne, lecz pomieszane z nieco negatywnymi, ale w żadnym razie nie żałuję lektury tej powieści. Jestem zdania, że klasykę zawsze warto poznawać, a Dziennik prowincjonalnej damy pozostanie w mej pamięci jako perełka demonstrująca świetny warsztat pisarski i popis błyskotliwego humoru. Niestety mimo że wiedziałam, o czym będzie recenzowana pozycja, spodziewałam się nieco bardziej rozbudowanej fabuły i tym właśnie się trochę zawiodłam.

Dziennik prowincjonalnej damy autorstwa E.M. Delafield polecam i zachęcam do wyrobienia sobie własnego zdania na temat tego klasyku. Z pewnością pięknie będzie prezentował się w Waszej biblioteczce i bawił swoją treścią.

Redakcja i korekta: Grzegorz Antoszek
  • TYTUŁ - Dziennik prowincjonalnej damy
  • TYTUŁ ORYGINALNY - The Diary of a Provincial Lady, The Provincial Lady Goes Further
  • AUTOR - E.M. Delafield
  • TŁUMACZ - Jerzy Łoziński
  • WYDAWCA - Zysk i S-ka
  • ROK WYDANIA - 2023
  • LICZBA STRON - 476

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *