W prequelu legendarnego cyklu Filary ziemi cofamy się do przełomu X i XI wieku do małej nadrzecznej mieściny Dreng’s Ferry, która stoi u progu nowej epoki. Anglia jest szarpana najazdami Wikingów i Walijczyków, władza królewska słabnie, możni walczą o jak największe dobra – wszystko, do czego jesteśmy już przyzwyczajeni (to smutna konstatacja). No i będzie też most – tak narodzi się Kingsbridge.

Znane i lubiane

Książka jest elementem sporego już cyklu o Kingsbridge, na który składają się Filary ziemi, a także dwie kolejne kontynuacje: Świat bez końca oraz Słup Ognia. Akcja każdej z powieści toczy się w tym samym miejscu, acz w różnym czasie. Stąd za każdym razem mamy zupełnie innych bohaterów. Do tej pory autor wybierał drogę kontynuacji, czyli przenosiliśmy się z około XII wieku (Filary Ziemi) stopniowo do początku epoki Wielkich Odkryć Geograficznych. Tym razem jednak, w prezentowanym tutaj Niech stanie się światłość, cofamy się do okolic roku 1000.

Nie śledzimy samej w sobie budowy katedry, ale raczej przemianę niewielkiej wioski w miasteczko, w którym niewielki kościółek zostanie dopiero przebudowany. Będziemy mogli dowiedzieć się, jak w ogóle znalazło się tu opactwo, skąd wzięli się pierwsi rzemieślnicy, a także jak powstał most, od którego późniejsze miasto wzięło swą nazwę. Jest także niezbyt przyjemny lokalny władca, dobry mnich oraz utalentowany budowniczy i silna kobieta – Follett konsekwentnie buduje elementy historii, utrzymując je w podobnym stylu, co w pozostałych częściach cyklu.

Tak, Follett zdążył już przyzwyczaić mnie do swojej nietuzinkowości. Mamy zatem i wielką politykę na miarę średniowiecza, ale i życie zwykłych ludzi, a wszystko to na tle fascynującej panoramy społecznych przeobrażeń. Follett w swoim cyklu, jak mało kto, pomaga zrozumieć, czym było średniowiecze, jak myśleli wtedy ludzie, jak bardzo są nam obcy, ale jednocześnie bardzo bliscy.

Czego zabrakło?

Zmian. Książka jest powrotem do dobrze znanego świata z podobnymi schematami fabularnymi. Oczywiście dla fanów twórczości Folletta, do których sam należę, nie jest to aż tak wielka wada, jednak brakowało mi jakiejś świeżości w samej narracji. Jest kilka nowinek, na przykład generalnie większy nacisk na elementy społeczne. Do tej pory głównym bohaterem cyklu był budowniczy i budowa katedry, tym razem jest to zmiana społeczna i przekształcanie wioski w miasto. Nieco inaczej niż do tej pory zarysowane są niektóre postacie, na przykład córka normandzkiego barona, która zostaje żoną angielskiego tana – ma wyraźnie mocniejszy charakter niż dotychczasowe postacie kobiece. Bardziej zauważalne są wątki relacji homoseksualnych, tak jakby autor był śmielszy w pokazaniu ich istnienia w przeszłości. Samo tło jest też ciekawsze, świat bardziej podzielony, łatwiej wstrząsany nawet niewielkimi zmianami, by nie mówić o tych wielkich – schyłku niewolnictwa, wielożeństwa, a także małżeństw księży. Wszystko to za chwilę zniknie, a Follett chwyta to w swojej opowieści jako element narodzin nieco innego świata. Oczywiście prawdziwa siła cyklu jest widoczna wtedy, gdy czyta się go w całości, zatem zdecydowanie polecam sięgnięcie także po pozostałe książki. W mojej ocenie Niech stanie się światłość, choć nie dorównuje mimo wszystko Filarom ziemi, jest lepsza od dwóch pozostałych.

Dobra wiadomość jest też taka, że każda książka cyklu stanowi osobną całość, więc spokojnie możecie przeczytać ją w oderwaniu od pozostałych. Zdecydowanie jednak polecam zacząć od Filarów ziemi.

Do brzegu, Panie i Panowie

No właśnie, całość zbyt szybko się kończy, to chyba największa wada tej książki. Wiem, że to brzmi strasznie czy dziwnie, kiedy weźmie się pod uwagę, że Niech stanie się światłość liczy prawie osiemset stron! Ale tym razem autor chyba nie do końca zapanował nad materią, poruszył nieco zbyt wielki i szeroki świat, a potem, na ostatnich stu pięćdziesięciu stronach, zaczął szybko zamykać kolejne wątki, w mojej ocenie zbyt pośpiesznie, na czym cierpi narracja. Wcześniej wszystko rozgrywa się powoli, całość tła rysowana jest przez autora ostrożnie, a potem… nie starcza czasu, by wykorzystać cały nagromadzony potencjał. A może to największa zaleta tej książki, z którą po prostu nie chciałem się rozstać?

Wydawnictwo Albatros jak zwykle doskonale wydało książkę, oni nigdy nie zostawiają czytelnika niedopieszczonym. Choć zdecydowano się na raczej cienki papier ze względu na objętość, to solidną konstrukcję zapewniają bardzo ładna okładka i grzbiet, który będzie znakomicie prezentował się na półce. Wprawdzie zabrakło mi małego wyjaśnienia niektórych pojęć, na przykład kim był ten „tan”, to oczywiście są to drobiazgi do wygooglowania.

Redakcja: Grzegorz Antoszek
Korekta: Sylwia Kłoda
  • TYTUŁ - Niech stanie się światłość
  • TYTUŁ ORYGINALNY - The Evening and the Morning
  • AUTOR - Ken Follett
  • TŁUMACZ - Anna Dobrzańska
  • WYDAWCA - Albatros
  • ROK WYDANIA - 2020
  • LICZBA STRON - 768

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *