„Camera Work” to pismo wydawane sto lat temu, które słynęło z wydawcy w osobie Alfreda Stieglitza oraz jego pedantycznego podejścia do jakości drukowanych zdjęć. Niegdyś wzorzec do naśladowania, dzisiaj jest zapomnianym reliktem przeszłości, którego fotograficzna część trafiła do niniejszego albumu.

Printed in China

Otóż tak, Pam Roberts i wydawnictwo Taschen oddali w ręce czytelników trójjęzyczny album, co już samo w sobie może ciut dziwić osoby, które rzadko sięgają po przewodniki, albumy i wydawnictwa muzealne. Egzemplarz, który nabyłem, zawiera wersje polską, niemiecką i angielską tekstu. Obwoluta i twarda okładka są w języku polskim, ale pierwszy tekst jest po angielsku, drugi po niemiecku i ostatni po polsku. Na początku myślałem, że kupiłem egzemplarz z błędem drukarskim, ale nieznana siła, która od tysiącleci popycha człowieka do przejrzenia wszystkich obrazków w książce i tym razem zadziałała, rozwiewając moje obawy. W zasadzie to nawet spodobał mi się taki układ treści, która nie otwiera ani nie zamyka albumu. 

Jednocześnie zaskoczyła mnie informacja o drukowaniu książki w Chinach. To już naprawdę nastał ten czas? Nawet książki drukuje się w Państwie Środka? Szkoda, że nikt nie pokusił się o pewną adnotację, tak często spotykaną na polskich książkach drukowanych w Palestynie podczas II wojny światowej. Polecam poszukać informacji, kto składał czcionki do druku i czy znał język polski.

Kto zacz?

Teksty to życiorys twórcy, redaktora i wydawcy „Camera Work” – Alfreda Stieglitza. Czasopismo było tubą dla jego wizji fotografii, minigalerii sztuki oraz jego własnych myśli. Mecenas sztuki, fotograf utalentowany technicznie, wrażliwy artystycznie i majętny na tyle, by finansować wydawanie czasopisma, pchnął fotografię w nowym kierunku – fotosecesji, z którym wiązał jej przyszłość jako sztuki. Trzeba pamiętać, że fotografia ma dzisiaj zupełnie inną pozycję niż sto lat temu. Aparat ma w kieszeni każdy z nas, możemy zrobić tyle zdjęć, ile mamy miejsca na karcie pamięci i tak zwanej „chmurze” (w zasadzie będzie to liczba policzalna, ale dążąca do nieskończoności). Mimo to jednocześnie jej pozycja w świecie sztuki ugruntowała się.

Niestety, koszty wydawania, konflikty interpersonalne i nowe nurty fotografii, które zmieniły jej postrzeganie, spowodowały że „Camera Work” zaczęło się zmieniać z awangardowego pisma poświęconego fotosecesji, w miejsce prezentowania szeroko pojętej sztuki, kończąc z numerami bez ani jednego zdjęcia. Ostatecznie, opus vitae Stieglitza stało się miejscem publikowania jego własnych monologów, w których dawał upust swojemu rozgoryczeniu i osamotnienia.

Opus vitae

W albumie znalazły się wszystkie fotograwiury, które zamieszczono w latach 1903-1917, czyli w czasie istnienia pisma. Każda z nich ma opis, który zawiera następujące informacje: z którego numeru pochodzi, technikę wykonania, autora, miejsce, rok, tytuł. Fotograwiury były drogie w wykonaniu, ale dawały niemalże doskonały efekt końcowy i to na nie postawił Stieglitz, tworząc wzorcową jakość swojego czasopisma. 

Niestety, w tym albumie nie przyjdzie nam odczuć fizycznie tej jakości. Książka jest mała jak na album i zdjęcia zajmujące niemal całą stronę wcale nie poprawiają sytuacji. W przeciwieństwie do chwalonej jakości zdjęć w piśmie, w książce nie wydają się one najlepsze. Problem leży w ciemnej, kawowej tonacji niemal wszystkich z nich, czyli de facto w technice używanej do stworzenia fotografii. W rezultacie niektóre prace są mało atrakcyjne i pozbawione szczegółów. Nie znalazłem innej rady, jak zaakceptowanie tego stanu rzeczy i zrzucenie negatywnych wrażeń na karb obcowania ze współczesną fotografią (przy współczesnych rozdzielczościach i ostrości człowiek się jednak rozleniwia). 

Ocenę wartości artystycznej umieszczonych w Camera Work zdjęć pozostawiam ocenie indywidualnej. Osobiście polubiłem tę techniczną nieostrość, kawowy zafarb, teatralne pozy i widoki dawno minione, których nie ma możliwości zobaczyć w żaden inny sposób. Jest w tym też pewna nutka nostalgii.

Summa summarum

Zdecydowanie polecam zajrzeć do Camera Work, by zapoznać się z twórczością zamieszczaną w tytułowym czasopiśmie. Wśród publikowanych nazwisk są osoby mało znane współcześnie, ale i tuzy fotografii, między innymi Edward Steichen czy Paul Strand. Na obwolucie zacytowano „Image Magazine” – „Obowiązkowa książka dla każdego miłośnika fotografii”. Nie zgodzę się z tym. Do zapoznania się – tak, ale do posiadania niekoniecznie, choć w sytuacji, gdy można nabyć nowy egzemplarz za kilkanaście złotych, sprawa staje się kusząca. 

Redakcja: Grzegorz Antoszek
Korekta: Sylwia Kłoda
  • TYTUŁ - Camera Work. Wszystkie fotografie 1903-1917
  • TYTUŁ ORYGINALNY - Camera Work: The Complete Photographs 1903-1917
  • AUTOR - Pam Roberts
  • TŁUMACZ - Bartosz Fabiszewski
  • WYDAWCA - Taschen
  • ROK WYDANIA - 2013
  • LICZBA STRON - 552

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *