Nie ma nic równie silnego jak miłość matki. Teraz przekonacie się, że to nie zawsze jest prawdą. Czy można w ogóle nie kochać swojego dziecka? Czy to możliwe, by znienawidzić je z całego serca już od jego pierwszych chwil na świecie? Jeśli jesteście gotowi, zapraszam Was do lektury recenzji książki, która całkowicie Wami wstrząśnie.

Matka z przymusu

Blythe nie miała idealnego dzieciństwa. Jej matka, Cecilia, miała inne plany na życie niż wychowywanie córki, której pojawienia się na świecie najwyraźniej w ogóle nie pragnęła. Pewnego razu powiedziała jej nawet, że kiedyś przekona się, że kobiety w ich rodzinie są inne. Miała powód do wyciągania takich wniosków. Brak instynktu macierzyńskiego wydawał się być w tym przypadku tradycją rodzinną.

Gdy więc Blythe ułożyła sobie życie i wyszła za mąż za wspaniałego mężczyznę, tylko jedna mała rzecz psuła jej idyllę – on chciał powiększenia rodziny, ona nie do końca. Nie była jednak w stanie powiedzieć tego Foxowi, więc wkrótce na świecie pojawiła się Violet. Blythe przygotowała się na to, udało jej się nawet pozytywnie nastawić do macierzyństwa – aż do momentu długiego i ciężkiego porodu, który dał początek pasmu wielu trudności wynikających z opiekowaniem się dzieckiem.

Violet, oczko w głowie tatusia, od samego początku nie czuła się dobrze przy swej matce. A Blythe odczuwała to dogłębnie. Starała się, ale życie z dzieckiem przy piersi zdawało się być dla niej jednym wielkim polem walki. Fox zaś w ogóle tego nie rozumiał, a nawet nie dostrzegał.

Naznaczone nienawiścią

Matczyna miłość w końcu jednak pojawia się w życiu Blythe, nie niesie jej jednak Violet, lecz kolejne dziecko. Sam staje się największą miłością życia kobiety, dla której wszystko inne przestaje się liczyć. Czytelnik zostaje więc zaproszony do świata kobiety, narratorki powieści, która kocha jedno z dzieci bardziej niż drugie, i wcale tego przed sobą samą nie ukrywa. Jej walka z Violet jest okrutna, a niechęć odczuwana do dziewczynki bardzo wyraźna – z każdej kolejnej strony wybrzmiewa masa negatywnych uczuć, którym przewodzi strach. Pojawienie się Sama zmienia wiele, również relacje bohaterki z rodziną – dla niej mogą nie istnieć, liczy się tylko maleńki synek.

Czy jednak Blythe dostrzega prawdziwą Violet? Czy niechęć, jaka pojawiła się u niej do własnej córki niemal w momencie narodzin, jest wyimaginowana, przesadzona i zwielokrotniona przez zmęczenie oraz napięcie wynikające z przymusu bycia dobrą matką? A może jednak Violet nie jest wspaniałym i dobrym dzieckiem, jakim widzi ją tatuś? Może nosi w sobie zło, które z pokolenia na pokolenie dziedziczyły kolejne kobiety w rodzinie jej matki?

Co jeśli tak naprawdę nie mamy wpływu na to, kim jesteśmy – aniołami czy potworami?

Wstrząsająca i prawdziwa

Ashley Audrain była kiedyś dyrektorem do spraw promocji i komunikacji w wydawnictwie Penguin Books Canada, więc o książkach i tym, co się dobrze sprzedaje, wiedziała niemal wszystko. Z pewnością wykorzystała swoją zdobytą doświadczeniem wiedzę, bo napisała pozycję, którą czyta się jednym tchem i obok której nie sposób przejść obojętnie. Choć mamy przed sobą thriller psychologiczny, tak naprawdę zaglądamy wgłąb skomplikowanego umysłu kobiety, która nie do końca radzi sobie z własnymi emocjami, jest przemęczona i naznaczona bólem przeszłości. Autorka stworzyła rewelacyjny portret psychologiczny połączony z historią, która rodzi coraz więcej pytań, a czytelnik chce więcej i więcej.

Narratorką powieści jest Blythe, która swoje słowa kieruje przez cały czas do męża, Foxa. Próbuje mu w ten sposób przedstawić dokładnie swoją wersję zdarzeń, krok po kroku. Odkrywa się przed nim, tłumaczy mu, jak czuła się przez te wszystkie lata. Jak to było być matką Violet. Jak to było być matką Sama. Jednocześnie co kilka rozdziałów bohaterka wraca do zdarzeń ze swojego niezbyt szczęśliwego dzieciństwa oraz do matki, która ją opuściła. Autorka zaprasza nas także do jeszcze innego świata, innego pokolenia. W krótkich rozdziałach przedstawia losy Etty, babki Blythe, i opowiada, jaką ta była matką. Ujawnia w ten sposób losy całej, nieidealnej rodziny i kobiet, które bardziej były zmuszone, niż chciały zostać matkami.

Odruch nie jest książką łatwą. Fakt, czyta się go jednym tchem, trudno się oderwać, szczególnie, że rozdziały są zazwyczaj bardzo krótkie i aż grzechem jest niesięgnięcie po kolejny. Ale temat, jaki poruszyła w swojej powieści Audrain, jest trudny i dość kontrowersyjny. Bo jak to możliwe, że matka nie kocha swojego dziecka? Że widzi w nim same zło, choć wszyscy inni uważają je za anioła? Skąd w kobiecie bierze się nienawiść do istoty, którą nosiła we własnym łonie? I w końcu, jak można przelać swoje wszystkie uczucia na tylko jedno dziecko, drugie całkowicie spychając na boczny tor?

Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej, koniecznie sięgnijcie po tę książkę. Jest do bólu prawdziwa i chwytająca za serce. Jestem przekonana, że zostanie z Wami na znacznie dłużej i nie pozwoli o sobie zapomnieć.

Redakcja: Sylwia Kłoda
Korekta: Anna Kurek
  • TYTUŁ - Odruch
  • TYTUŁ ORYGINALNY - The Push
  • AUTOR - Ashley Audrain
  • TŁUMACZ - Łukasz Praski
  • WYDAWCA - Prószyński i S-ka
  • ROK WYDANIA - 2021
  • LICZBA STRON - 368

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *