Edith ma czternaście lat, kiedy wybucha II wojna światowa. Mieszka w Holandii wraz ze swoją rodziną. Jak wiele nastolatek prowadzi dziennik, w którym zapisuje swoją codzienność. Stopniowo wkrada się do niego niepokój, następnie bezradność, a potem rozpacz. Nagle zapis się urywa, bo Edith staje się Nettie. Ma nowy dom, nową tożsamość i szansę na przeżycie, którą daje jej pewna protestancka rodzina. 

Nadchodzi mrok

Skórzany notes ze złoceniami przeistacza się z albumu w pamiętnik. Pierwszy zapis pojawia się 6 lutego 1939 roku. Początkowo Edith pisze o geometrii, koncertach i chłopcach, ale już w kwietniu 1940 roku niepokoi się sytuacją Danii i zastanawia się, kiedy Holandia przestanie być Holandią. 10 maja 1940 roku o 5:45 notuje:

To się dzieje. Naprawdę. Musimy się ubrać. Przed chwilą widzieliśmy, jak zestrzelono samolot! To Niemcy. Muszę wstawać! (s. 42).

Kilka dni później są urodziny mamy Edith, ale nie ma żadnych wielkich uroczystości, ponieważ trwa wojna. Wyją syreny, sytuacja z godziny na godzinę staje się coraz bardziej dramatyczna. Nadchodzą zmiany, których Edith nie jest jeszcze świadoma. Gdy wraca możliwość powrotu do szkoły, przestraszona nastolatka łapie się tych strzępów normalności. Cieszy się z talonu na rower, relacjonuje wybory do samorządu klasowego. Próbuje żyć, gdy świat wokół trzęsie się w posadach. Rodzina stara się zachować spokój w sylwestra 1940 roku, a Edith życzy sobie oraz światu pokoju i ma nadzieję, że wojna zakończy się w 1941 roku.

Początek nowego roku idzie jednak w zupełnie innym kierunku. Pojawia się obowiązek wyrobienia nowych dowodów osobistych, w których Żydzi są oznaczeni literą „J”, przy wjeździe do sąsiedniego miasteczka widnieje napis „Żydzi nie są tu mile widziani”. Nie mogą jeździć rowerami, tramwajami, przebywać na ulicy w określonych godzinach i wchodzić do domów nie-Żydów. Świat Edith staje się coraz mniejszy i ograniczony kolejnymi zakazami. W 1942 roku nosi żółtą gwiazdę na swoim ubraniu, początkowo ją to śmieszy, a z czasem zaczyna przerażać. Ludzie najpierw pocieszają tych oznaczonych, ale z czasem narasta wrogość, której sama Edith bezpośrednio doświadcza. To nie jest już Holandia, która była jej domem.

Niesamowita historia

Ta książka jest wyjątkowa pod wieloma względami. Po pierwsze, opowiada autentyczną historię Edith Velmans, której w przeciwieństwie do Anne Frank udaje się przetrwać wojnę. Schronienie daje jej rodzina zur Kleinsmiede’ów. Co więcej, Edith nie ukrywa się na strychu, w szafie czy pod podłogą. Jako pomoc domowa przez pewien czas mieszka pod jednym dachem z niemieckim oficerem, który nie ma pojęcia, że ta młoda dziewczyna jest Żydówką. Po drugie, Historia Edith absolutnie mistrzowsko pokazuje proces odbierania godności grupie ludzi, którzy przez lata pracują, kształcą się, wiodą normalne życie, są częścią społeczeństwa. Ta książka odsłania najmroczniejsze zakamarki ludzkiej duszy, w której nagle rodzi się szalona idea odebrania określonej grupie wszystkiego. To oczywiście nie dzieje się nagle, ale stopniowo, krok po kroku, konsekwentnie. W maju 1942 roku tata Edith, David van Hassen, podsumowuje ten proces tymi słowami:

Dziwne, jak wiele można znieść, jeśli zagłada dawkowana jest powoli. To jak z trucizną, jeśli zażyje się ją najpierw w niewielkiej ilości i po kropelce będzie zwiększać się dawkę, ciało w końcu do niej przywyknie (s. 7).

Po trzecie, ta pozycja pokazuje siłę dziecka, któremu odbiera się rodzinny dom, ciepło i miłość najbliższych. Edith trwa, przyjmuje kolejne silne ciosy, ale się podnosi i próbuje żyć, choć czasami zalewa ją fala bólu i bezgranicznej rozpaczy.

Przyzwoity człowiek

Historia Edith jest też opowieścią o pewnej protestanckiej rodzinie, która udziela schronienia Żydówce, mimo ogromnego ryzyka z tym związanego. Jej członkowie dają dziewczynie namiastkę dawnego domu, ale nie próbują zastąpić biologicznych rodziców. Marzą o tym, by mogła stać się znowu Edith. Tine zur Kleinsmiede w 1983 roku otrzymuje tytuł „Sprawiedliwej wśród Narodów Świata”. Listę odznaczonych tym tytułem Holendrów możecie znaleźć tutaj. Warto w tym miejscu wspomnieć, że jedna trzecia wszystkich ukrywających się Żydów w Holandii została zdemaskowana i zamordowana. Edith szczęśliwie przeżyła i dzięki historyczce Doroty Lipsen oraz pisarce Kati David postanowiła podzielić się swoją historią. Zdecydowanie zachęcam Was do sięgnięcia po tę książkę, bo oprócz wyżej wymienionych plusów będziecie mogli się też więcej dowiedzieć o sytuacji Holandii podczas II wojny światowej i obozie Westerbork (dla mnie jest to ciekawy wątek do pogłębienia).

Czy są jakieś minusy?

Autorka, zasiadając do spisania swoich wspomnień, dysponowała nie tylko pamiętnikiem, ale i korespondencją ze swoją rodziną. Te źródła są żywym zapisem tamtych chwil zamkniętych na kartach dziennika i stronach listów, które krążyły między członkami rodziny, póki byli przy życiu. To jest bardzo mocna i cenna podstawa źródłowa prezentowanej tu książki. Edith Velmans, aby opowiedzieć całość historii, musi się jednak posiłkować swoją pamięcią, która naturalnie może być obciążona wiedzą zdobytą później. Zresztą, sama autorka pokazuje nam, jak pamięć ludzka może być zawodna. Po śmierci swojego ojca nosiła do niego ogromną urazę, obarczając go odpowiedzialnością za niemożność pożegnania się z nim osobiście. W 1988 roku odkryła jednak list własnego autorstwa do taty, który rzucił na całą sprawę zupełnie inne światło. Jest to fantastyczny przykład pokazujący, że nasza pamięć nie jest doskonała i czasami pewne wspomnienia są zniekształcane i utrwalane w nieco innej formie.

Pewne ryzyko niedoskonałości ludzkiej pamięci może w niektórych czytelnikach wzmóc większą ostrożność w podchodzeniu do tekstu, co w pełni rozumiem. Warto tu jednak jeszcze raz podkreślić, że dziennik i listy oraz fakt, że Martine & Egbert zur Kleinsmiede znajdują się na liście „Sprawiedliwych wśród Narodów Świata” czynią tę pozycję wartą uwagi. To, czego mi jeszcze trochę brakuje pod koniec, to rekomendacja pozycji o sytuacji Żydów w Holandii podczas II wojny światowej. Dla mnie ten temat wciąż wymaga pogłębienia i byłabym wdzięczna za gotową listę lektur, po które mogłabym sięgnąć po zamknięciu Historii Edith. No cóż, odzywa się we mnie potrzeba pójścia na łatwiznę 😉

Mimo drobnych zastrzeżeń, gorąco zachęcam Was do sięgnięcia po tę książkę. Ze względu na to, że ta historia opowiada o nastolatce, siła jej rażenia jest jeszcze większa. To, jak Edith konfrontuje się z kolejnymi tragicznymi faktami i jak bardzo próbuje je wypchnąć ze swojej świadomości, czyni tę pozycję emocjonalnie obciążającą. Ja momentami czułam całą sobą ból Edith. Ogrom cierpienia, które przyjęła na siebie w tak krótkim czasie byłby w stanie przygnieść niejednego dorosłego, dojrzałego emocjonalnie człowieka, a tu dotyka nastolatkę i wali w nią z każdej strony, a ona trwa i powoli odbudowuje swoje życie:

Wojna, cierpienie, nienawiść – po co to wszystko? Ale przyszła wiosna i nagle widzisz kwiaty we wszystkich ogrodach, codziennie nowy kwiat – i wtedy uświadamiasz sobie, że życie ma do zaoferowania nie tylko czerń (s. 292-293).

Siła Edith jest imponująca, a ta niezwykła historia chwyta za serce i pozostaje w pamięci na długo. Gorąco Wam polecam!

P.S. Jeśli zainteresowała Was ta książka, to zachęcam do sięgnięcia również po Dziewczynkę z wycinanki, Dziennik Reni Spiegel oraz Dziewczyny ocalałe.

Redakcja: Sylwia Kłoda
Korekta: Anna Kurek
  • TYTUŁ - Historia Edith. Poruszające wspomnienia dziewczyny, która przetrwała II wojnę światową
  • TYTUŁ ORYGINALNY - Het verhaal van Edith
  • AUTOR - Edith Velmans
  • TŁUMACZ - Ewa Ratajczyk
  • WYDAWCA - Replika
  • ROK WYDANIA - 2021
  • LICZBA STRON - 288

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *