Ta książka jest dla mnie sentymentalną podróżą do czasów dzieciństwa, gdy stałam z mamą w kolejkach po mięso, zbierałam puszki po gazowanych napojach, piłam oranżadę z syfonu czy z wielkim zaciekawieniem mijałam wystawy Pewexu. Tego świata już nie ma. Dzięki Katarzynie Jasiołek mogę ponownie się weń zanurzyć, a młodsi ode mnie czytelnicy mają okazję go poznać. Zapraszam Was zatem do świata grafiki i reklamy PRL-u! Gotowi?

Szary PRL?

Tę książkę się najpierw ogląda. Zachwyca bogactwem zdjęć, feerią kolorów i dawnymi grafikami. Ci, którzy żyli w PRL-u, mogą wrócić pamięcią do odległych czasów. Ja wielokrotnie zatrzymywałam się na poszczególnych stronach, przypominając sobie kredki w żółtym opakowaniu z misiem, grę „Skaczące czapeczki”, samo chodzącego psa dingo lub różne puszki, które były obiektem mojego pożądania w babcinej kuchni. Ta podróż w czasie dotyczy też przedmiotów użytkowych, takich jak: kalkulatory, wentylatory, tusze kreślarskie, pasty do obuwia, itp. Wielu czytelników odnajdzie tu dobrze znane, ale już zapomniane przedmioty, a młodsi, którzy nie doświadczyli życia w PRL-u, zobaczą bogactwo opakowań zdumiewających kolorami, a czasami designem.

Ta pozycja przypomniała mi zapachy: dawnego Prince Polo, czekolady deserowej Śnieżki, wody brzozowej czy papierosów, które były wtedy bardzo modne. Większość dzieci kupowało je dla swoich rodziców w pobliskim kiosku i nikogo to nie dziwiło, nikt nie protestował, czasami tylko jakiś nadgorliwy sprzedawca pytał, czy to na pewno dla rodziców.

Opakowania czyli perfumowanie śledzia są więc przede wszystkim wizualną ucztą, podróżą w czasie, ale oprócz bogactwa zdjęć oferują znacznie więcej. Przejdźmy więc do treści.

Absurdy PRL-u

Pierwsza część pod tytułem Dekoratorzy zabierze Was w świat pełen absurdów, groteski, braków, niedostatku, a jednak ogromnej fantazji. Zobaczycie wystawy starannie przygotowane przez dekoratorów, którzy starali się z całych sił sprawić, by witryny sklepowe były atrakcyjne i przyciągały klientów. Zdarzało się nieraz, że towar z wystawy był już dawno sprzedany, ale szczęśliwy klient nie mógł zabrać go do domu, dopóki nie nadchodził czas zmiany dekoracji. Tak było między innymi w warszawskiej Emilii.

Druga część zatytułowana Opakowania przechodzi do samego sedna i trzeba uczciwie przyznać, że wiedza autorki i jej drobiazgowość naprawdę imponują. Będziecie mieli okazję dowiedzieć się nie tylko o grafice, ale i pojemności opakowań. W latach 60. najczęściej spotykane słoiki miały pojemność 1,5 kilograma. Także wymiana sąsiedzka kwitła – ty masz 1,5 kilograma dżemu, a sąsiad 1,5 kilograma przetworów pomidorowych i trzeba się jakoś dogadać, aby niczego nie zmarnować ani nie przytłoczyć domowników tą samą potrawą przez kilka dni.

Będziecie mieli okazję poznać wiele interesujących szczegółów o wzornictwie. Na warsztat pójdą przeróżne artykuły, choćby płyty, małe AGD, produkty spożywcze czy zabawki.

W epilogu autorka przywołuje między innymi kilka kluczowych nazwisk świata polskiego designu, jak na przykład Romana Duszka, informując jednocześnie, że już niedługo będzie można podziwiać jego dorobek na wystawie w Katowicach.

Ekologia w PRL-u?

Ta książka skłoni Was do refleksji na temat opakowań dawniej i dziś. W czasach wiecznych niedoborów między innymi szkła, mnóstwo opakowań było wykorzystywanych wielokrotnie. Skupowano od klientów butelki, by po raz kolejny napełnić je określonym produktem. Sama jako dziecko pamiętam, jak chodziłam z różnymi butelkami do spożywczaka i je sprzedawałam.

Deficyty różnych surowców sprawiają, że etykiety na opakowaniach są mniejsze, a poszczególne produkty są weryfikowane pod względem konieczności posiadania opakowania jednostkowego. Kiedy sobie pomyślę dziś o różnych produktach, jak choćby kremach, które oprócz słoiczka są zapakowane jeszcze w pudełko z podwójnym dnem, aby produkt wydawał się większy, to powiem Wam szczerze, że rozwiązania stosowane w czasach PRL-u wydają mi się w niektórych przypadkach jakoś szczególnie sensowne 😉 Czasy niedoboru oznaczały większy szacunek do wykorzystywanych materiałów. Dziś w czasach nadmiaru trwonimy cenne dobra na prawo i lewo.

Czy warto przeczytać?

Tak. Opakowania, czyli perfumowanie śledzia mogą być idealnym prezentem dla kogoś, kto pamięta jeszcze czasy PRL-u i dzięki pracy Katarzyny Jasiołek będzie miał okazję odbyć sentymentalną podróż do dawnych czasów. Na pewno jest to też dobra pozycja dla każdego, kto interesuje się historią designu opakowań. Książka zachwyca zdjęciami, których jest w niej naprawdę dużo. Oprócz samych opakowań na fotografiach możecie zobaczyć fragmenty folderów reklamowych na rynek polski i zagraniczny, etykiet, ujęcia z różnych fabryk, spółdzielni i sklepów.

Autorka potrafi zaciekawić czytelnika, nawet takiego, który designem nigdy się jakoś specjalnie nie interesował, co osobiście uważam za duży plus. Ta książka przywołuje dzieciństwo, więc również wzrusza, ale żebyście nie mieli żadnych wątpliwości, nie idealizuje czasu minionego. Ja na ten czas patrzę oczami małego dziecka, które może i stało w kolejkach, widziało kartki, ale jednak było dzieckiem i cały trud tego czasu przejmowali na siebie dorośli. Na koniec dodam jeszcze, że książka ma bogatą podstawę źródłową. Jedynym jej mankamentem był dla mnie trochę nieporęczny format, ale uważam to za drobiazg i kwestię szalenie indywidualną 😉

PS Jeśli po lekturze tej książki macie ochotę na więcej ciekawostek na temat polskiego wzornictwa, to zachęcam Was do lektury książki pod tytułem Asteroid i półkotapczan. O polskim wzornictwie powojennym. Ta przyjemność wciąż jeszcze przede mną 😉

Redakcja: Sylwia Kłoda
Korekta: Grzegorz Antoszek
  • TYTUŁ - Opakowania, czyli perfumowanie śledzia. O grafice, reklamie i handlu w PRL-u
  • AUTOR - Katarzyna Jasiołek
  • WYDAWCA - Marginesy
  • ROK WYDANIA - 2021
  • LICZBA STRON - 448

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *