Kategorie
Biografie Literatura faktu Recenzje

„Kobiety pistolety” – M. Kowalska, W. Krajewski

Piękna i głęboka rozmowa z niezwykłą kobietą, która doświadczyła piekła II wojny światowej. Mądra, pełna zdań, które pozostają w czytelniku na długo po odłożeniu książki na półkę.

Przed wojną

Bohaterka, dziś prawie stuletnia kobieta, zabiera nas do świata swojego dzieciństwa, które przypadło na lata 20. i 30. Mamy więc okazję przenieść się w odległe czasy i zobaczyć, jak wyglądał świat, który definitywnie skończył się 1 września 1939 roku. Pani Maria dużo i pięknie opowiada o wartościach, które wyniosła z rodzinnego domu, między innymi o patriotyzmie:

Mój dom od samego progu był patriotycznym miejscem. Dla mnie i dla moich sióstr stanowił azyl, w którym rodzice, niczym z gliny, ulepili nas na patriotki. Oni mieli przepiękne podejście do sprawy, jaką była miłość do ojczyzny. Ich zdaniem ktoś, kto kocha kraj, jest pełen miłości do ludzi, którzy w nim żyją, niezależnie od pochodzenia czy języka, w jakim myślą. Patriotyzm to nie są chore idee, które stawiają nas, Polaków, na piedestale, przekonują, że jesteśmy lepsi od tych, którzy Polakami nie są (s. 32).

Tekst jest wzbogacony zdjęciami, a na nich beztrosko uśmiechnięta dziewczynka w 1930 roku, zaledwie pięcioletnia, która nie ma pojęcia, co nadejdzie w 1939 roku. Są też starsze siostry przechadzające się ulicami Warszawy, eleganckie, w stylowych kapeluszach i garsonkach.

Wielki huk

Ma zaledwie naście lat, gdy rozpoczyna się piekło. Patrzy ze zdumieniem, ale też z dziecięcą ciekawością, na to, co rozgrywa się na jej oczach. Jest głośno, huk spadających bomb budzi w niej strach. Pamięta zapach dymu płonącej Warszawy. Ból, niepewność, lęk o przyszłość. Przechodzi przyspieszony kurs dojrzewania:

Nadlatujące samoloty, które spuszczały flary, stały się elementem codzienności. Spadająca bomba rozświetlała teren, tworząc dość osobliwy krajobraz. Krajobraz paranoi. Za każdym razem stałam, nie wydając z siebie głosu, i wstrzymując oddech, patrzyłam jak niszczony jest kolejny budynek (s. 140).

Młoda Maria od 1942 roku jest członkinią Wojskowej Służby Kobiet, należy do pułku Baszta. Bierze udział w Powstaniu Warszawskim. Nie ma żadnych wątpliwości, również po latach, co do zasadności tej decyzji. Dziś, gdy już wiemy, jak się ono skończyło, łatwo mówić, że było niepotrzebne. Młoda Maria razem z innymi chciała walczyć i wspomina ten czas jako coś wspaniałego.

KL Stutthof

Jest w grupie czterdziestu sanitariuszek i łączniczek z Powstania Warszawskiego skierowanej do obozu koncentracyjnego Stutthof. Budzą szacunek wśród innych więźniów, w obozie określa się je „kobietami pistoletami”.

Pani Maria interesująco i szczegółowo opowiada o codzienności obozowej, kryzysowych momentach, narastającej obojętności, cierpieniu, głodzie, walce o przeżycie. Gdy przychodzi czas marszu śmierci, z niepokojem obserwuje, jak grupa się kurczy, ubywa ludzi. Doskonale pamięta upadki starszych ludzi, którzy nie mają sił, aby wstać, a w tle słychać tylko strzały. Pani Marii udaje się wyrwać z marszu śmierci razem z koleżanką i dzięki pomocy Kaszubów udaje im się przeżyć.

Wiele lat temu byłam w Muzeum Stutthof, mieszczącym się w Sztutowie. Obok jest plaża, pole biwakowe, obecnie jeszcze park linowy. Ludzie odwiedzają to miejsce przy okazji urlopu nad morzem. To, co zapadło mi bardzo w pamięci, to totalny brak szacunku u części zwiedzających do miejsca, które się tam znajduje. Rodziny przychodziły w kostiumach kąpielowych z leżakiem i nadmuchanym krokodylem pod pachą. Dzieci czasami z lodami w ręku. Pamiętam ten kontrast między wakacyjnym luzem, letnią beztroską, a grozą KL Stutthof.

I co dalej?

Koniec wojny to nie bajka. Jest poczucie ulgi, ale jest też zniszczona Warszawa, którą możecie obejrzeć na zdjęciach autorki. Młoda Maria szuka swojej rodziny i musi skonfrontować się z wielką stratą jednej z najbliższych osób. Próbuje odbudować swoje życie i stolicę. Odgruzowuje Stare Miasto, sprząta ulice, kopie trawniki. Dawny świat jest już tylko wspomnieniem, piekło wojny wciąż żywe, a przyszłość trzeba stawiać od fundamentów.

Pani Maria w rozmowie z Wiktorem Krajewskim dotyka ważnych tematów, pokazuje ogromną siłę i chęć życia. Mimo wielu dramatycznych chwil, doświadcza też wielu dobrych, pełnych miłości, cudownych momentów. To ważna książka, którą trzeba po prostu przeczytać. Mamy okazję posłuchać prawie stuletniej kobiety, doświadczonej życiem, która widziała zło w czystej postaci. Ma świadomość, że to się niestety może powtórzyć:

Wojna jest swoistym dowodem na to, że w ludziach siedzą pokłady bestialstwa, które wychodzą na światło dzienne, gdy jest ku temu okazja i komuś się wydaje, że nie poniesie za to kary (s. 179).

Przed lub po lekturze tej książki warto jeszcze sięgnąć do Archiwum historii mówionej Muzeum Powstania Warszawskiego.

Zdecydowanie polecam!

Redakcja: Anna Kurek
Korekta: Sylwia Kłoda
  • TYTUŁ - Kobiety pistolety. Maria Kowalska w rozmowie z Wiktorem Krajewskim
  • AUTOR - Maria Kowalska, Wiktor Krajewski
  • WYDAWCA - Prószyński i S-ka
  • ROK WYDANIA - 2022
  • LICZBA STRON - 232

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *